AKG K142 HD - do zakochania jeden dźwięk
W kategorii (Audio), autor EvilKillaruna dnia 25-03-2009
W kwestii słuchawek do 500-550zł jest dosyć sporo rozwiązań, można dostać m.in. CAL!, KOSSy Pro4AA Titanium, Sennheisery 555 (jak się uda to i 595), Grado SR60/80.. są też i modele AKG, K530 ale głównie K141 i K142. Te drugie mają oznaczenie HD co oznacza jak każdy dobrze wie High Definition i w odróżnieniu od swoich odpowiedników bez tego znaczka, są przeznaczone głównie na rynek konsumencki.
Co to oznacza? K142 HD to nieco bardziej “sprofilowane” K141. W przykładowo K141 MKII są np. wymienne ear pady (welurowe oraz skóropodobne) oraz wymienny kabel (3m + spiralny 5m), K142 mają tylko jeden typ stałych padów oraz również na stałe 3m kabel prosty. Kwestia które rozwiązanie komu bardziej pasuje, oba modele grają w zasadzie niemal identycznie.
Słuchawki są zapakowane we właściwie dwa razy większe pudełko niż DJ-ki, otwierane zamiast rozsuwanego, jak również zaprojektowane w tym samym stylu i gwarantujące wysokie bezpieczeństwo znajdującym się weń słuchawkom. W kwestii wyposażenia nie ma czego oczekiwać - w pudełku znajdują się tylko papiery gwarancyjne, gwintowana przejściówka na dużego jacka oraz naturalnie same słuchawki. A do szczęścia w zasadzie więcej nie trzeba.
Pierwsze wrażenie
“Jakie dziwne te nauszniki…”. Faktycznie, miałem wrażenie że mam w rękach powiększone welurowe K518. Znów też miałem minimalne wrażenie że na zdjęciach wydawały się nieco większe. Ear pady są zaprojektowane na podobnej zasadzie co DJ-kowe skóropodobne. Małżowina zanurza się płytko w słuchawkach, które dzięki zaprojektowanemu zmyślnie kabłąkowi nie powodują aż tak dużego nacisku jak DJ-ki, choć istnieje ryzyko że po dłuższym czasie może dokuczać. Regulacja poziomu słuchawek odbywa się podobnie jak w KOSSach UR40 - na zasadzie paska na ściągaczach gumowych, który generuje pewien opór. Słuchawki jednakże nie “ściągają” się same, głównie przez dobry rozkład sił oraz fakturę weluru przypominającego nieco tapicerkę samochodową. Ogólna jakość wykonania jest naprawdę bardzo dobra w przypadku tego modelu.
Na głowę z tym!
Dzięki automatycznie dopasowującemu się kabłąkowi słuchawki już przy pierwszym założeniu wystarczy “naciągnąć” na głowę a już leżą jak ulał. Welur może w pewnych okolicznościach nieco drapać, jednak z czasem można się przyzwyczaić lub najzwyczajniej w świecie wyrobić materiał od częstego używania. To co trzeba wspomnieć w kwestii padów to ich wysoka podatność na zabrudzenia. Lubią łapać łupież, drobinki, włoski .. w zasadzie wszystko. Jednak jednocześnie bardzo łatwo jest się ich pozbyć. Docisk jest lekki-do-umiarkowanego, nauszniki są wygodne ale czuć że ma się je na głowie, szczególnie gdy welur zacznie grzać w uszy. Mimo wszystko jest i tak o niebo lepiej niż w DJ-kach. Warto też dodać jedną rzecz: należy zwrócić uwagę jak się je zakłada względem ucha - brzmienie zmienia się jeśli słuchawki są zbyt “z przodu” głowy (przyduszony dźwięk) lub nałożone za daleko do tyłu.

Jakość dźwięku i wrażenia słuchowe
Izolacja jest nieco lepsza niż ta jakiej doświadczyłem w UR40 swego czasu. Słuchawki są z jednej strony podobne dźwiękowo do DJ-ek, ale z drugiej wyczuwa się w nich przestrzeń - co wynika naturalnie z konstrukcji półotwartej. Bass jest lepszy, lepiej kontrolowany i oszczędniejszy, w zasadzie mogę śmiało powiedzieć że jest genialnie zbalansowany. Rzadziej schodzi pikując w dół.. DJ-ki miały to do siebie że bass schodził czasami zbyt mocno, wręcz wwiercając się w uszy. W HD-kach wydaje się mniej frywolny, mocny ale przyjazny i potrafiący zejść nisko jeśli trzeba - po prostu coś niesamowitego.
Przestrzeń, mimo że nie jest aż tak szeroka jak w całkowicie otwartych UR-kach i wydaje się nieco bardziej zredukowana, jest łatwo wyczuwalna - swego rodzaju środek między UR-kami a DJ-kami. A więc zgodnie z planem.
Może komuś wyda się dziwne że porównuję słuchawki za 500zł z drugimi o wartości 140zł, otóż UR-ki prezentują wg mnie nie tylko ciekawy dźwięk, ale też i pewną schematykę brzmienia określonego typu słuchawek - stąd też porównuję je z HD-kami, ale na zasadzie bardziej podstawowych zasad konstruowania sceny i przestrzeni.
Ale wracając do rzeczy, przyznam się że podczas losowego odsłuchu padło na jakiś tam mix DjBj’a - Beautiful 5, gdy w pewnym momencie usłyszałem kobiecy półszept w lewej słuchawce “this is..” to aż wierzgnąłem ze strachu jak długi na fotelu - myślałem że ktoś coś do mnie powiedział stojąc metr na lewo! Te słuchawki naprawdę potrafią zaskoczyć..
To do czego trudno jest, przynajmniej mi, się przyzwyczaić to jakby nieco rozciągnięta (wręcz przesterowana?) średnica, choć może być to tylko wrażenie po przesiadce z K518, które to są dosyć specyficznym modelem “rozrywkowym” a których dźwięk po prostu mocno wgryzł mi się w uszy i w gust. Podejrzewam że wrażenie takie powstaje też przez fakt iż HD-ki cechuje niemal chirurgiczne rozmieszczenie dźwięku, ma się wrażenie sterylności aż do bólu w kwestii separacji - każdy dźwięk ma swoje miejsce na scenie i w przestrzeni. Tam gdzie gubiły się dotychczasowe modele zamknięte a nawet i niektóre otwarte, te zachowują neutralność i nie faworyzują żadnego. Kwestia że nie każdemu jednak musi się taki stan rzeczy podobać, wszak każdy z nas ma własne gusta.
Takie podejście do realizacji dźwięku to według mnie strzał w dziesiątkę, szczególnie przy wysokiej jakości nagraniach z wielką dawką “skakania dźwięku po scenie”, jak ma to miejsce w ambiencie. Przykładowo album Hibernation - Some Things Never Change dostaje na nich po prostu skrzydeł, można poczuć finezję z jaką zostały stworzone te ścieżki, kwintesencją jest w tym miejscu utwór Reflected, który pozwala na rozkoszowanie się dźwiękiem próbującym wkraść się do uszu z każdej niemal strony. Również dobrze pod kątem operowania przestrzenią wypada utwór The Art Of Living And Dying. Ciekawie brzmią i inne gatunki, jak np. electropop w postaci albumu Ladytron - Velocifero. Tu można poczuć na własne uszy majstersztyk odseparowania dźwięków od siebie, utwór Lovers brzmiał na DJ-kach tak jednostajnie i zmieszanie jak puszka paprykarza, tak samo Deep Blue - na HD-kach za to słychać dokładnie każdy dźwięk osobno, bardzo rzadko ze sobą kolidują a i tak nie ma problemu z orientacją. W zasadzie można to przypisać każdemu utworowi z tego albumu, z Witching Hour z kolei znany Destroy Everything You Touch demonstruje znów scenę i pozycjonowanie.
Dla mnie DJ-ki były bardzo ciekawym modelem który oferował nie tylko, jak już wspomniałem wcześniej, rozrywkowy dźwięk z “bassiorem” ale i dobrą izolację. Nadawał się dzięki temu, jak również dzięki swoim kompaktowym rozmiarom oraz elastycznej konstrukcji nasad nauszników, na doskonałego kompana w podróży. Z HD-kami można o takich rzeczach zapomnieć - to słuchawki stricte stacjonarne, mocno uzależnione od warunków w jakich pracują jak również i źródła pod które są podłączone. Ich domeną jest odsłuch w domowym zaciszu i proponuję aby właśnie tak na nie patrzeć.
Podsumowanie
Przede wszystkim pytanie: czy jestem zadowolony z tych słuchawek? W zasadzie tak, choć przeszkadza mi moje przyzwyczajenie się do DJ-ek, które generowały dźwięk głównie przede mną i nie rozciągały sceny. HD-ki robią to tylko częściowo stąd po prostu czasami brzmią dziwnie.. bądź po prostu tak prawdziwie że aż mi głupio - jest aż tak specyficzny. Ale najczęściej dźwięk jest przepiękny, wręcz niesamowity. Potrafi rozmarzyć lub wręcz zaskoczyć przestrzenią, a przy tym jest perfekcyjnie zbalansowany i dopasowany jak klucz do zamka. Oczywiście jeśli mamy dobre nagrania i dobre źródło. Słuchawki są dosyć wybredne i należy mieć baczenie pod co je się podpina.








Oczywiście artykuł jak zawsze bogaty i elegancki ;]
Sam jestem posiadaczem słuchawek Sennheiser-a, a mianowicie HD 202.. Jest to kilka półek niżej.. ale jak by nie patrzeć to grają wyśmienicie..
Oczywiście na integrze jest masakra ;E Ale już choćby na SB Audigy SE widać wyraźna różnicę i można całkiem fajnie poszaleć ;D