AKG K240 MKII - jak dobre staje się jeszcze lepsze
W kategorii (Audio), autor EvilKillaruna dnia 30-08-2009
Gdyby podejść do wyboru słuchawek jak do wyboru podzespołów, wbrew pozorom znalazłoby się jedną dużą cechę wspólną - konceptualną. Kupując kartę ze średniej półki otrzymuje się wydajność którą potem można łatwo sprzedać, dołożyć grosze i nabyć kolejną, większą. To progresywne podejście można przełożyć na kwestie wyboru słuchawek, z tym że szuka się nie wydajności a dźwięku.
Nie tylko ja wyznaję taką koncepcję, trudno jest znać brzmienie wszystkich słuchawek jakie są na świecie, a już w szczególności ich zachowania na różnorodnym torze. Dla niektórych kresem tych poszukiwań są K530, dla innych modowane HD555, dla jeszcze innych DT880 lub HD650. Ja swoje poszukiwania póki co zakończyłem na opisywanych tu K240 MKII, wokółusznych półotwartych słuchawkach studyjnych ze środka górnej półki.
Pozycja w rodzinie
K240 MKII oraz K242 HD to modele dostępne dla zwykłego konsumenta za niecałe 650zł. Nabywca ma w tym miejscu dwa rozwiązania - albo wybierać tańszą serię nauszną w postaci modeli K141 MKII, K142 HD, K171 MKII oraz K172 HD, jak też wariant zamknięty - K271 MKII i K272 HD. Owszem, istnieje możliwość szukania K601 lub dołożenia drugie tyle do K701, ale to już jest dźwięk zupełnie innej klasy, sam sprzęt naturalnie też.
Opakowanie i wyposażenie
Słuchawki mają odmienne od serii HD opakowania, dzięki czemu wizualnie produkt odróżnia się od modeli “domowych” już na etapie pudełka. Inna jest też prezencja urządzenia na ilustracjach i w materiałach prasowych, także o pomyłce nie może być mowy. Całość, zarówno słuchawki jak i wyposażenie, są wykonane z wysokiej jakości materiałów, gwarantujących maksymalną żywotność nawet jeśli ktoś nie potrafi szanować posiadanego sprzętu.
Wewnątrz opakowania słuchawki są umieszczone dokładnie tak samo jak modele z niższej półki, w jego skład wchodzą (prócz naturalnie samych K240):
- karta gwarancyjna i disclaimer
- duża naklejka z logiem AKG
- para welurowych earpadów
- dwa kable XLR: prosty o długości 3m i spiralny o długości 5m
- nakręcany duży jack
W kwestii różnic w stosunku do modelu domowego K240 MKII wypadają na plus jako sprzęt dający więcej możliwości. Raz że możemy sobie dowolnie konfigurować earpady i np. jeśli standardowe skóropodobne się nie spodobają - bardzo łatwo można przejść na welur, tak samo jeśli dla kogoś welurowe poduszki są zbyt niepraktyczne w pewnym sensie. Oczywiście HD-kowcy nie muszą się łamać, skóropodobne poduszki są dostępne jako akcesoria i można je nabyć osobno, bardziej rozpaczać mogą tu posiadacze K14x ponieważ nie mają takiej możliwości (K141 MKII mimo że mają w standardzie tego typu earpady, ich dokupienie w przypadku uszkodzenia materiału skóropodobnego nie jest możliwe). Dwa że wymienny kabel może być bardzo pomocny w świetle niefortunnych zdarzeń lub nieuwagi i w konsekwencji - uszkodzenia kabla. HD-ki trzeba by było wysyłać gwarancyjnie do Katowic na własny koszt, MKII zadowolą się za to.. wymianą kabla - on również jest do nabycia osobno (koszt to ok. 65zł za wersję prostą).
Póki jestem na etapie wyposażenia, opiszę mocowanie tak gąbek jak i kabla. Trójbolcowe kable XLR montuje się w oparciu o specjalny zaczep z przyciskiem, przy czym można je podpiąć pod słuchawki tylko w jeden sposób. Wchodzą opornie i tak też powinno być.
Gąbki mocuje się z goła inaczej niż miało to miejsce w przypadku chociażby K142 HD. W ich przypadku welur okrywający gąbkę był zgrzewany z plastikową podstawką z otworami, którą nakładało się na słuchawki i zakręcało. W K240 i K242 montaż odbywa się poprzez nałożenie na kopułę skóropodobnego elastycznego kołnierza.
Jak widać w zakresie wyposażenia K240 MKII mają czym się pochwalić. Jedynym minusem może być tu brak drugiej nasadki na dużego jacka, wtedy możliwość migrowania słuchawkami między urządzeniami sprowadzałaby się tylko do odpinania kabla przy samych słuchawkach i podpinania drugiego, przymocowanego do innego źródła… jak to dobrze że mam DJ-ki..
Wygoda, izolacja i dopasowanie
Tryb życia jaki prowadzę potrafi czasami wymusić na mnie siedzenie w słuchawkach wręcz cały dzień, czasami nawet spanie w słuchawkach było koniecznością (!). Po tym co pokazywały K142 HD podczas niemal 7h rajdów, byłem bardzo ciekawy czy 240-stki okażą się tylko trochę czy o wiele bardziej wygodniejsze. Po dwóch tygodniach używania w różnych warunkach okazuje się że to drugie. Słuchawki bez problemu obejmują całe moje, bądź co bądź duże, uszy i w konfiguracji ze skóropodobnymi earpadami jedyną rzeczą, łatwą nawet do przewidzenia, było grzanie w głowę. Ale wystarczy nałożyć welury aby problem zniknął. Nie ma się w sumie czemu dziwić – K240 to słuchawki wokółuszne, K142 były nauszne.
Nawet opaska samoregulująca jest inna - w K142 jest usztywniona na górze, przez co cały czas ma określony kształt. W K240 jest giętka i jeszcze lepiej dopasowuje się do różnorodnych głów.
Jeśli chodzi o pojemność słuchawek w stosunku do głowy - jest większa od K14x i K17x, więc każdy miłośnik dobrego dźwięku z dużą głową będzie jeszcze bardziej zadowolony. Czuć wyraźny luz w możliwej regulacji opaski więc nawet i większa głowa od mojej nie będzie dla tego modelu wyzwaniem.
Jak przystało na słuchawki półotwarte - izolacji jako takiej nie ma. Dynamiczna muzyka może co prawda próbować zagłuszyć szumy dochodzące z zewnątrz, ale jedynie na krótką metę. Nie pozostawię tu też nadziei jeśli chodzi o dobór earpadów - zauważalnej różnicy między skóropodobnymi a welurowymi nie ma.
..
Brzmienie
A więc jak zawsze to co stanowi część najważniejszą - jak te słuchawki się sprawują. Odsłuchu dokonywałem w trzech warunkach, starając się zasymulować trzech różnych użytkowników: outdoorowca z zamiłowaniem do dużych słuchawek, zwykłego użytkownika nie mającego zbyt dużej wiedzy co w zasadzie kupił i pod co chce to podpiąć oraz świadomego właściciela lepszej klasy karty dźwiękowej z wbudowanym bądź osobno podpinanym wzmacniaczem średniej klasy. W tych rolach odpowiednio wystąpili: iRiver iFP-895 (512MB, UMS 1.85 US, EQ Normal), Realtek ALC 888A (EQ flat, Effects off) oraz Asus Xonar Essence STX (Normal gain, DSP off, Effects off).
Muzyką jak zawsze były gatunki wykorzystujące naturalne właściwości słuchawek o tej konstrukcji, a więc ambient, ambientronica, electronica, a także standardowo electropop, club, chillout, new age, trip hop. Zakres plików obejmował od mp3 128kbps po flac.
Przed wygrzaniem słuchawki rzucały się w uszy mocnym i niekontrolowanym bassem. Dopiero po wygrzaniu uspokoiły się, także nowi nabywcy powinni bezwzględnie dać im czas do dojrzenia, inaczej wszelkie wnioski i wrażenia nadają się do kosza. Przypominam też że, jak wiele modeli AKG, słuchawki potrafią w czasie wygrzewania zmienić swoją charakterystykę nawet kilkakrotnie.
Nie mogłem sobie też pozwolić na brak porównania do nieco tańszych K142 HD (520-550zł) i odpowiedzi na pewne pytanie, które pojawiło się w moim umyśle jeszcze przed odsłuchem, także takowe się znajdzie w tym tekście i to w bardzo dużej ilości.
Spośród tych trzech źródeł na starcie można skreślić dwa pierwsze. Słuchawki owszem, są 55-ohmowe i Austriacy deklarują że można ich używać z odtwarzaczami mp3 lub po prostu szeroko pojętymi słabymi źródłami.. “można”, ale nie powiedziałbym żeby było to najprzyjemniejsze. Dźwięk znacząco różni się od tego jaki powinien być. Jest pokaleczony, przygaszony, bez niczego. Czułem się jakby ktoś mnie postawił pod szarym murem w deszczowy dzień. Żaden odtwarzacz nie jest w stanie zasilić tych słuchawek i dać słuchaczowi tego co powinien otrzymać bez korzystania z przenośnego wzmacniacza słuchawkowego. Z kolei żadna, nawet najlepsza karta zintegrowana czy też kodekowa (tak, mowa tu o tak znienawidzonej przez Michała Audigy SE) nie pozwoli cieszyć się dobrą jakością źródła po analogu.
Wady powiększają się wraz z odtwarzaniem coraz to gorszych jakościowo utworów, gdzie na integrze i mp3 128 można osiągnąć dosłownie “dno dna”. Sprawa jest tu prosta: jeśli nie słyszeliście tych słuchawek na lepszym źródle i wzmocnieniu – to lepiej abyście nigdy ich nie usłyszeli na takim sprzęcie.. inaczej o chlebie i wodzie a będziecie zbierać pieniądze na dobrą kartę, czy to z wzmocnieniem zintegrowanym, czy też osobnym.
Muszę jednak przyznać w tym miejscu: K142 HD były pod tym względem lepsze, wady były nieco mniej widoczne, łatwiejsze do zakamuflowania, mimo identycznego oporu i teoretycznie tych samych wymagań. Słuchawki te były w tym momencie po prostu praktyczniejsze, także możliwość ich podpięcia pod słabsze źródła powinna być rozpatrywana i tłumaczona sobie jako “po prostu da się to zrobić” i nic więcej. Dopiero z STX-em zagrały tak jak powinny.
Przesłuchując kolejne utwory które, jakby nie patrzeć, bardzo dobrze przecież znam, brzmiały tak samo dziwnie przy przechodzeniu naprzemiennie z K142 na K240 i na odwrót, jak swego czasu K420 i K142. Po chwili doszło do mnie gdzie tkwiła różnica i po której stronie leży zmiana in plus, tak samo jak przy K142 miałem tu bowiem nieodparte wrażenie przesterowania, dźwięku który dostawał czasami efektu high pass. Otóż wynikało to z prostej rzeczy - K240 mają wyraźnie mocniejszą separację kanałów, po prostu jeśli coś się znajduje z maksymalnie lewej strony, w K240 będzie jeszcze bardziej oddalone. Łączy się z tym szersza scena, bardziej szczegółowa na końcach, wychodząca dalej niż K142, a która jak mniemam ma swoją podstawę we większych otworach tych słuchawek - większych niż K142 i mających lepsze ujścia wewnątrz samej słuchawki. Do tego dochodzi też brak przykrywania ich przez podstawkę w earpadem.
W K240 środek muszli to 6 dużych otworów zasłoniętych materiałem i bardzo dużym płatem podszytej materiałem gąbki - brzmi znajomo odkąd bawiłem się DJ-kami, z tą różnicą że bass jest tu idealnie na swoim miejscu, wyraźniejszy niż w K142 ale nie ogłuszający. Bierze się właśnie ze specyficznej budowy krążka i wraz z ulepszeniami konstrukcyjnymi dot. otwartości tych słuchawek, buduje całościowy obraz zmian jakie dokonały się w porównaniu do modeli z niższej o oczko półki. Wszystkie te cechy brzmieniowe zdają się być uwypuklone w K240, biegnąc jednocześnie w kierunku słuchawek zamkniętych (bass) jak i otwartych (przestrzeń). Te dwa kierunki splatają się w jedną całość, tworząc produkt grający dosyć chłodno ale bogaty dźwiękowo, elastyczny i dostosowujący się w zależności od słuchanej muzyki i nie negując się wzajemnie. Z tego też powodu wszelkie modyfikacje w tym zakresie są, w przeciwieństwie do DJ-ek, zamachem na wierność i balans brzmienia aniżeli próbami jego przywrócenia - po prostu w tych słuchawkach nie ma czego przywracać, bo wszystko jest w jak najlepszym porządku.
I tak przesłuchując club w postaci np. “True North” Erica Jordana (swoją drogą przestał już miksować aby skupić się bardziej na rodzinie i pracy – w razie czego wszystkie jego 40 miksów można ściągnąć za darmo z http://neverrain.com) słuchawki czynią niebywały użytek z wzmacniających bass gąbek. Zostały one jednak tak dobrane że góra nie zostaje przykryta, nie zostaje zdominowana i wszystko utrzymuje się w jak najlepszym porządku. Z kolei ambientronica, w postaci kilku przepięknych mixów z serii Labs of Perception, pokazuje jak bezbłędnie można uzupełnić przestrzenność o rytmiczność. Te dynamicznie zmieniające się utwory sprawiały wrażenie że są same z siebie sterowane przez słuchawki i to one dostosowują się do nich a nie odwrotnie. Naprawdę coś niebywałego.
Słuchawkom jest jeszcze bliżej liniowości niż K142 ale są jednocześnie jeszcze bardziej nastawione na odsłuch. K142 HD były od nich nieco bardziej muzykalne, bliżej im tak po prawdzie do K530, gdzie owej muzykalności można doświadczyć przy dobrym źródle jeszcze więcej. Również punktowały niedoskonałości i również posiadały te same cechy brzmieniowe jak choćby umiarkowana przestrzeń, jednak K240 wszystkie je uwypuklają, słychać więcej niedociągnięć zawartych w utworach, lepszą separację, większą klarowność całkowitą sceny, rozszerzoną na boki przestrzeń której bliżej o dziwo do K601 oraz podkreśloną obecność bassu, co nadaje im bardzo elastycznego brzmieniowo wyrazu.
Jeśli porównywać je tu dodatkowo do konkurencji - Sennheisery, począwszy od HD555 po HD650, są nastawione bardziej na przyjemność płynącą z odsłuchu niż bezwzględną wierność tego co jest w nich odtwarzane. K240 MKII bezlitośnie i z chirurgiczną precyzją pokazują gdzie znajduje się każdy dźwięk oraz czy ma jakieś niedoskonałości. Owszem, potrafi to czasem zepsuć przyjemność słuchania w pewnym sensie, bo słychać pomyłki podczas nagrywania i tworzenia, tak samo jeśli posiadane utwory są gorszej jakości, ale ogólnie można im to policzyć na olbrzymi plus.
U droższych AKG ten dźwięk trzeba po prostu zaakceptować i podążyć jego śladem świadomie. To szkoła klarowności i detalu, biały stół o idealnej płaszczyźnie na której postawione są wszystkie dźwięki jakie znajdują się na scenie w danym momencie. Jeśli w tej chwili czyta te słowa osoba dla której tego typu dźwięk jest czymś, czego szukała przez całe życie - będzie z zakupu tworu Wiedeńskich inżynierów naprawdę kontent. Wreszcie bowiem usłyszy go takim jakim został nagrany, bez cenzury i ciemnych kątów - zakamarków w których nie wiadomo do końca co się znajduje.
Z kolei jeśli czyta je osoba która szuka modelu czarującego muzykalnością i da rozrywkowy dźwięk o zawsze przyjemnym wyrazie, nawet jeśli utwór zawiera niejasności i błędy - raczej powinna zaopatrzyć się w więcej gotówki i zwrócić w stronę konkurenta z Niemiec. Jak mówiłem, to są dwie różne szkoły dźwięku, zawsze nimi były i zawsze będą, stąd większe porównania w zasadzie nie mają między nimi akurat sensu, bo zalety i wady wynikają tu z ściśle obranej strategii realizacji dźwięku. Perfekcja kontra muzykalność, co jest lepsze - odpowiedzi należy szukać w swoim guście i własnych uszach… a czasem i portfelu.
Podsumowanie
Ze swojej strony mogę powiedzieć jedno - osobiście nie rozczarowałem się, ani komfortem ani brzmieniem. Już dźwięk w K142 HD był dla mnie rewelacyjny, w zasadzie nadal takim jest i nadal go bardzo lubię. Ale ten z K240 podkreśla wszystko to czego często mi w o oczko niższym modelu brakowało - podkreślony w granicach rozsądku bass gdy pojawiają się dynamiczne utwory, czy też szeroka przestrzeń i separacja gdy słucham kawałków ambientowych w wysokiej jakości, najczęściej złożonych z kilkunastu różnych dźwięków znajdujących się w określonych obszarach sceny. Tu też przypomnę się z pytaniem o którym wspominałem wcześniej – mianowicie czy warto dopłacać do nich względem tańszych K142? Odpowiedź jest prosta – jeśli tylko jest taka możliwość: jak najbardziej, zwłaszcza że różnica w cenie nie jest wcale aż taka duża.
Sprzęt oferuje nie tylko bardzo dobry dźwięk, ale też duże możliwości w zakresie użytkowym - wymienne kable, wymienne earpady, coś naprawdę interesującego. Doliczyć tu również należy cenę (650zł za wersję studyjną i 670zł za domową), która sprawia że obie 240-stki są naprawdę łakomym kąskiem dla każdego, kto szuka przystępnego cenowo, wysokiej jakości liniowego sprzętu do odsłuchu, niekoniecznie w studiu.
















Evil co Cię nie ma na pclab ?? w ogóle konta Twojego nie ma co jest ?
Odpiszę mailowo, mam nadzieję że podałeś prawdziwy
Zastanawiam się nad tymi sluchawkami ale mam dylemat bo nie wiem czy to nie za wysokie progi od względem brzmieniowym. Mam dużą ilość muzyki w mp3(staram sie na flac przerzucic ale to musi troche potrwac), karta w kompie to jakis starusienki soundblaster do tego wzmak dual cv-1260. Jesli autor ma wolna chwile to chetnie na gg rozialbym moje wątpliwości.
pzdr