Czy jest jeszcze sens pisać na forach?

Niniejszy felieton został napisany przeze mnie jako treść poważna i dotycząca problemu wymieszania się warstw socjalnych z technologicznymi, przy akompaniamencie ogólnego uwstecznienia się społeczeństwa w stopniu co najmniej dramatycznym. Jest on po prostu efektem (i swego rodzaju podsumowaniem) bardzo długich przemyśleń, kilkuletnich doświadczeń, wniosków, osiągnięć i rozczarowań, a ponad wszystkim – jednego miesiąca jaki dałem sobie na napisanie go część po części. Jest efektem zmierzenia się innego postrzegania świata z codziennością, pomnożoną przez jej zwykłych nijakich uczestników. Efektem nostalgicznego powracania do czasów, gdy Celeron 333A wystarczał do wszystkiego, karty graficzne współpracowały z osobnymi akceleratorami a Internet był oparty na dostępie modemowym, drogi i tylko dla wybranych – świadomych – użytkowników. Jednocześnie jest też próbą ciągłego i próżnego zwracania uwagi na to co się dzieje w zakresie forów i społeczności internetowych oraz poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie – dokąd to wszystko zmierza i czy jest sens w ogóle wypowiadać się obecnie na forach. Po prostu czasami mam ochotę powiedzieć „dość” i wyłożyć kawę na ławę, a co niniejszym czynię.

W gruncie rzeczy chyba właśnie we wspomnianym wyżej problemie dostępności Internetu jest cały sęk (lub jego większość), bo w tamtych czasach owym dostępem poszczycić się mogła albo osoba nie tylko nieco bardziej majętna, ale także o wiele bardziej świadoma, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie że co bardziej inteligentna. A teraz? Dostęp ma każdy, co jest w sobie tak samo pozytywne, jak i negatywne. Wg PCFormatu aż 96% ludzi w wieku od 15 do 24 lat korzysta z Internetu. Zdawałoby się że górna granica 24 lat, jest jakby zabezpieczeniem przed spotkaniem gamonia w sieci – nic bardziej (niestety) mylnego.

Od dłuższego czasu widzę nieustającą spadkową tendencję jakości wypowiedzi i wiedzy komputerowej, także dźwiękowej, przelewanej na większości większych forów u nas w kraju. O ile jeszcze można zrozumieć pojęcie niewiedzy samej w sobie, przecież każdy ma prawo do pomyłki, tak samo zdarza się coś komuś pomylić, tak i mi również się to przytrafia – w końcu jestem tylko człowiekiem. Wystarczy zwrócić na ogół takiej osobie uwagę, grzecznie, taktownie, ok – przyzna się do błędu, przeprosi i podziękuje, poprawi na przyszłość. Tymczasem obecnie jest tak że zwrócenie uwagi jest agresywne, bezczelne, prześmiewcze. Wystarczy że popełnicie drobny błąd a pojawi się delikwent (lub kilku) który wyeksponuje Waszą „niewiedzę” (zwłaszcza gdy macie bardzo mało postów na danym forum), samemu przy tym kreując się na alfę i omegę. Sytuacja odwrotna również jest kolorowa: zwrócenie grzecznie uwagi powoduje że osobnik po drugiej stronie albo ma nasze słowa ewidentnie gdzieś, albo zaczyna „rzucać się jak pchła na grzebieniu”. Tyczy się to uwag tak samo merytorycznych, jak i językowych. Można używać tu różnych określeń, wulgaryzmów, rzucać trollami na prawo i lewo, można z tym walczyć na różne sposoby, można ładować coraz to lepsze cytaty do sygnaturki, „piszę poprawnie po polsku”, ale to i tak nie da żadnego wyraźnego efektu.

Zdarzało się że na uwagę odnośnie trywialnej pisowni (najczęściej kilku wyrazów w jednym zdaniu, typu „ktury”, „pomuszcie”), adresat robił się niewiarygodnie agresywny, obelżywy, usprawiedliwiający się dysortografią, dysleksją itp. (ogólnie dysmózgowiem) czy wreszcie niespotykanie idiotycznym tłumaczeniem że „przecież to nie jest forum języka polskiego”. Nie wiem, być może po prostu jestem człowiekiem starej daty, być może jestem zbyt „głupi” aby pojąć taką argumentację, wykraczającą poza moje zdolności pojmowania, ale zawsze uważałem że nieznajomość pisowni w swoim OJCZYSTYM JĘZYKU w wieku już tych 17-18 lat, jest czymś uwłaczającym, byłoby mi przed samym sobą wstyd. Zresztą, za każdym razem jest mi wstyd gdy czegoś nie wiem, jednak wtedy sięgam przy pierwszej wolnej chwili po słownik ortograficzny – albo w wydaniu książkowym, albo internetowym, jak np. so.pwn.pl. Nawet z czystej ciekawości warto to uczynić. To ja, a inni? Najczęściej niestety idiota jeden z drugim mają to gdzieś. Nie wiem skąd to się bierze, być może z tego że młodzi ludzie traktują szkołę jak gułag i przymus, nie widząc że jest to świetna okazja do kształtowania własnego charakteru i bycia lepszym człowiekiem w przyszłości – bogatszym i pełniejszym, na przekór wszystkim i wszystkiemu. Oczywiście można powiedzieć sobie „a co mnie to obchodzi, to ich sprawa kim są i co z siebie za pośmiewisko robią”. Zgadza się, ich sprawa, mój ból oczu i gorączkowe szukanie krzyżyka zamykającego zakładkę z danym tematem / postem, najlepiej całym oknem, gorzej jeśli będą mieli 30 lat i zachce im się zamówić sobie sklep internetowy, przy którym będę musiał przekopywać się w pracy przez hektolitry ortów i bzdur, tracąc czas na korektę żałosnych wypocin jakiegoś analfabety z trzydziestką na karku, który nie potrafi napisać w Wordzie poprawnie jednej strony treści gotowej do wrzucenia. Nikt mi nie płaci za bycie korektą, raczej za zaprojektowanie wizualizacji interfejsu z gotowymi treściami. W takich chwilach lorem ipsum ma dla mnie większy sens niż zazwyczaj.

Podobnie jak z ortografią dzieje się z „wiedzą” reprezentowaną przez niektórych „forumowiczów” i jeśli ortografię da się jeszcze jakoś przełknąć, to przemycania debilizmów w tzw. „poradach” już niezbyt, bo w grę zaczynają wchodzić potencjalne straty czasu, danych i pieniędzy, ale nie tylko. Zakładanie idiotycznych tematów z idiotycznymi pytaniami i jeszcze bardziej idiotycznymi odpowiedziami, potem pretensje do całego świata że wyszło się na idiotę albo że nikt z forumowiczów nie chce udzielić idiotycznych odpowiedzi pod przymusem jaki generuje swoją osobą tenże idiota. Wystarczy przyjrzeć się kilku-kilkunastu przypadkom tego typu aby stwierdzić, że zadanie danego pytania klasy „skąd Litwini wracają” zamiast użyć Google, albo po prostu mózgu, pada z ust kogoś, kto albo dopiero zaczyna swoją „karierę” forumowicza i chce zintegrować się ze społecznością jaka tworzy dane forum poprzez sztuczne animowanie dyskusji na jakikolwiek temat, albo kogoś, kto wrzuciwszy sobie w sig tekst „Mam 13 lat za pomyłki na forum sorry” uważa, że jest całkowicie usprawiedliwiony z tytułu snucia farmazonów jak w Modzie na Sukces. Wraz ze wzrostem popularności i dostępności Internetu, o której mówiłem na samym początku, spadła także średnia wiekowa jego użytkowników, spadła bardzo mocno, a przy uwstecznieniu się społeczeństwa na poziomie obecnie obserwowanym, skutki są tragiczne. Szkoła zaś zbyt przypomina swego rodzaju studia z przymusem, przymus uczenia się konkretnego materiału wedle wskazówek z jednoczesnym wymogiem uczenia się w domu po godzinach szkolnych. Czyli system który się totalnie w świetle ogromnego polskiego lenistwa nie sprawdza. Dlatego na forach wychodzą potem różne tego rodzaju smaczki i animozje, mądrość nie przychodzi do człowieka na drugi dzień przecież, człowiek mądrzeje z czasem, pytanie tylko jak dużym.

Jak widać wyżej, uczestnictwo w dyskusji jest bardzo bolesnym procesem, bolą oczy, mózg, a także prawy policzek, najczęściej od łapania się za twarz prawą ręką (czyt. legendarny już facepalm). Oczywiście można mnie zaatakować w tym momencie, oczywiście można użyć tego jednego jedynego argumentu na jaki większość ludzi jest w stanie w tym momencie się zdobyć: „nie podoba Ci się? To nie wchodź”. Ależ oczywiście! Jest to jak najbardziej słuszne i naturalnie będzie miało miejsce, z tym że to właśnie takim osobom będzie można potem podziękować za to, że swoją głupotą i wyżej wymienionym bezsensownym zamknięciem jakiejkolwiek dyskusji nt. problemu, spowodowały stan w którym na danym forum zostało się albo mało użytkowników, albo wielu, ale nie reprezentujących sobą nic szczególnego. Ci którym na czymś zależało, którzy chcieli coś zmienić z punktu widzenia zwykłego użytkownika (bo przecież to właśnie użytkownicy tworzą daną społeczność internetową i generują content forum) i mieli przy tym wiele naprawdę sensownych i przemyślanych sugestii / problemów / uwag (nie tych bzdurnych, bo i takie się zdarzają i najczęściej w większej ilości od tych sensownych), po prostu wzięli sobie do serca „nie podoba się, to nie wchodź” i … nie wchodzą. Super. Dzięki temu rozwój danej społeczności został w tym momencie ograniczony, ponieważ osoba wnosząca coś więcej w swoich wypowiedziach po prostu przestała się pojawiać na łamach forum – albo dała sobie spokój albo przeszła na inne forum, które dzięki temu zyskało kolejnego usera generującego wartościową treść.

Można się spodziewać że „nie podoba się to nie wchodź” będzie padało ze strony co bardziej, mówiąc kolokwialnie, „kozaczących” użytkowników (głównie podlizujących się na różne sposoby moderacji – tak było kiedyś na jednym z większych for w Polsce i chyba nadal tak tam jest). Niestety bywa i tak że pada ze strony przedstawicieli administracji forum. Jak widać, nie tylko użytkownicy nie mają pojęcia co się w zakresie tworzenia i rozwoju forum liczy, administracja również. Okazuje przy tym skrajną niekompetencję w tej materii, trudno bowiem nazwać inaczej sytuacje, w których na rzeczowe i grzecznie przedstawione uwagi w np. Sprawach forum czy innym przeznaczonym do tego dziale, kontrargumentacja wygląda tak: przyczepienie się do najmniej istotnej rzeczy z postu użytkownika + próba przesunięcia tematu na „powództwo osobiste” (o ile były ku temu sytuacje, choć nie musiały być) + równie legendarne co facepalm „zamykam”. Z doświadczenia jako moderator wiem, że nawet sprawiający problemy użytkownik jest w stanie się „wyrobić” lub przytoczyć naprawdę rzetelne i mocne argumenty, z tym że trzeba w ogóle chcieć takiej osoby wysłuchać. Jeśli się nie chce, to wtedy każdy powód będzie dobry aby pokazać swoją władzę, pozycję na danym forum i zakończyć dyskusję niemal w tym samym miejscu w którym się ona zaczęła. Niektórzy nie lubią rozmawiać o własnym podwórku, nie lubą tym bardziej zmian, lubią mieć za to władzę i nie myślą o forum jak o społeczności, raczej jak o własnym folwarku. Dzięki temu takie fora zawsze będą stały w miejscu i generowały coraz więcej śmieciowego contentu – jak to zwykłem nazywać swego czasu. Zawsze będzie tam uciążliwa standardowość, przeciętni użytkownicy i przeciętna wiedza nt. problemów, a które najlepiej aby były tymi powszechnymi – standardowymi – w przeciwnym razie w danym dziale będzie wisiało od groma wątków mających 100-200 odsłon i jednocześnie 0 odpowiedzi. Spróbujcie zwrócić na to uwagę, jeśli jesteście na forum w którym trudno o wątki mające 0 odpowiedzi i w nawet kosmicznie się zapowiadających (specyficzne problemy, wysoki poziom znajomości sprzętu i oprogramowania, elektronika, DIY) będą racjonalne odpowiedzi z których widać wyraźnie że dana osoba być może ma wiedzę potrzebną do rozwiązania problemu, to oznacza to że Wasze forum jest wysoko rozwinięte z dobrym community. Tymczasem konkurencja będzie miała problem nawet z naborem na moderację, doprowadzając do tego że w odpowiednich działach zaczną grasować użytkownicy, których określić można byłoby mianem „komputerowych znachorów”, „technowróżek” i „cyberwieszczy”, piszących w taki sposób że na pozór można zakwalifikować ich do userów obrośniętych w wiedzę. Nic zresztą dziwnego że potem jeden użytkownik zakłada ten sam temat na kilku forach i sumuje odpowiedzi jakie otrzyma, a raczej poziom otrzymanej wiedzy. Niestety po bliższych oględzinach jest to często wiedza najczęściej wyssana z palca, najbardziej widać to w kontraście, jaki kreuje się między postami delikwenta, a np. rozmową na PW. Moderator, który nie ma pojęcia o rzeczach pojawiających się w jego własnym dziale, nie wykryje takiego stanu rzeczy. Jeśli w sytuacji konfliktowej rozdaje % równo każdemu – tak prowodyrowi wypisującemu bzdury jak i komuś kto wiedzę na dany temat posiada i spiera się z piszącym owe bzdety – ogłaszając przy tym że „nie wie kto zaczął i kto ma rację”, powinien na moje oko przestać być moderatorem. Zresztą, skargi do administracji forum nic nie dadzą – najczęściej ma ona jeszcze mniejszą wiedzę niż owy moderator, przez to nie będzie w stanie zająć stanowiska, które najczęściej i tak by było po stronie moderatora. Racja mojsza niż Twojsza, zaś na pytania odnośnie kompetencji danego moderatora uzyskuje się czasami nawet inwektywy.

Chcę zatem zadać tutaj sobie i Wam pytanie – po co pchać się na siłę w miejsce gdzie nie jest się mile widzianym? Po co generować komuś wartościowe treści swoimi wypowiedziami i służyć pomocą, skoro ta osoba ma gdzieś podstawowe rzeczy związane z zarządzaniem własnym forum? Forum jest w zasadzie generatorem zysku dla jego posiadacza – i to staje na pierwszym miejscu, przed profitami z tytułu wypowiedzi i rozwiązań codziennych problemów. Jeśli mam być szczery, tylko głupiec lub osoba uzależniona od forów / Internetu siedziałaby w takiej sytuacji na miejscu nadal wypowiadając się na forum w świetle oczywistych faktów na które przymyka się w taki sposób oko.

Co tyczy się samej administracji forum, najczęściej i tak jest ona w dużym stopniu papierowa, mówiąc wprost: jest ale jakby jej nie było. Na większości forów na jakich się udzielałem, tego typu problem albo był, albo jest i raczej będzie już dożywotnio. Odgórny „mamciewdupizm”. Osoby takie dawno już przestały podchodzić do forum z punktu widzenia osoby odpowiedzialnej w jakimś większym stopniu, osoby dbającej o community i poziom wiedzy jaka się tam wylęga, a bardziej od strony właściciela folwarku. W takiej sytuacji akcje typu np. „ANTY-PCF!” są dla mnie niezrozumiałe. „Marnuje się tylu wspaniałych ludzi”? Raczej to oni marnują swój czas. „Czas na zebranie siły i stworzenie nowego forum!”? Niech zgadnę: phpBB by Przemo i mozolne przechodzenie przez wszystko jeszcze raz, od domeny, przez zebranie „kadry” i ustalenie regulaminu oraz zasad wewnętrznych, po bardzo długie zbieranie od nowa społeczności i wybijanie się ponad poziom ustalony przez normalne fora komercyjne, takie jak właśnie PCF? Powodzenia: płatny silnik + dobra domena + minimum kilka ładnych lat na rozwój. „Wielka rewolucja”? Raczej kolejny grzybek po deszczu, zwłaszcza jeśli chodzi o phpBB… „Twoim zadaniem jest zebranie jak najwięcej ludzi ze starego forum PCF i uczestniczenie w życiu nowego forum!” – zadaniem? Jakim zadaniem, każde forum jest dobrowolne więc nikt nie może mi narzucić żadnych „zadań”, to raz, dwa – nigdy nie lubiłem tego typu „podpieprzania” komuś userów, tępiłem to już za czasów swojej własnej moderki, nawoływanie takie uznaję, obojętnie czy w dobrej czy złej wierze, z dobrych czy złych pobudek, za bardzo wątpliwe moralnie.

Gdy jako rangiści daliśmy sobie spokój z forum z którym była podobna sytuacja jak z PCF obecnie, tj. administracyjny „mamciewdupizm”, to nie bawiliśmy się w jakieś wklejanie haseł i userbarów w sygnaturki, po prostu poszliśmy sobie w siną dal, najczęściej robić wszystkie te rzeczy, na które do tej pory nie mieliśmy czasu i które przez to okrutnie zaniedbaliśmy, czasami aby wręcz nauczyć się żyć bez forum na którym siedzieliśmy do tej pory. I z perspektywy ponad roku od tego wydarzenia jakoś nikt do nikogo nie ma pretensji, przynajmniej z naszej strony.

Wracając do sedna problemu i wspominanej wyżej akcji – znów pytam się w świetle powyższego przykładu: po co siedzieć na forum na którym nawet administracji nie zależy, z drugiej strony po co to jątrzyć i działczeć za nowym forum? Aby było to ideowo „własne i oryginalne społeczeństwo forumowe”? Bzdura na kiju. Powtórzę się: community tego typu musiałoby być naprawdę elitarne i spójne aby utrzymało poziom kwalifikujący się na przebicie ugruntowanej pozycji for komercyjnych, zaplecze również powinno być spore, a i same forum powinno przy czymś stać – przy czymś co ściągnie uwagę potencjalnych osób tak dużego kalibru (np. portal albo czasopismo). Tymczasem wspomniana wyżej akcja to po prostu odzew na brak moderacji i kontroli trollstwa, stworzona po to aby uzyskać dostęp do narzędzi administracyjnych i samemu odfiltrować to co nie jest odfiltrowywane na PCF, problem w tym że na malutkim forum nie będzie czego odfiltrowywać, bo całe trollstwo i tak siedzieć będzie, wraz z użytkownikami regularnymi, na wszystkich większych forach w tym kraju. Skala troski pomysłodawcy akcji jak i wszystkich którzy wezmą w niej udział jest tutaj po prostu pozbawiona sensu, jednocześnie dziwi i zdziwienie te jest identyczne jak przy każdej innej takiej akcji, walce „za forum nasze i wasze”.

Po jaką więc cholerę się w to pchać na siłę? Żal postów które się nabiło? Żal komentarzy które się napisało? Żal gwiazdek i ocen w profilu? Żal znajomych, z którymi najczęściej i tak ma się kontakt via GG, Skype, FB, NK? A może żal atmosfery jaka towarzyszy tego typu społecznościom? Tak, przyznaję, jest ona unikatowa i na swój sposób ekscytująca, ale bez przesady…

Do czego zmierzam? Do dwóch rzeczy – dwóch pojęć:

– do uzależnienia od forów internetowych

– oraz szeroko pojętego sensu wypowiadania się na forach w dzisiejszych czasach – w dobie miniaturyzacji, informatyzacji i globalizacji.

Te dwie rzeczy łączą się ze sobą w sposób znaczny – z jednego wynika drugie.

Czy uzależnienie to przypadkiem nie za mocne słowo? Nie. Jeśli śpicie po 3h dziennie, każdą wolną chwilę spędzając na forum, przypłacając to jednocześnie zdrowiem i nerwami, przy okazji także i pracą oraz domem, który zaniedbujecie, budżetem, bo przecież trzeba kupić sobie np. N150 aby być stale w kontakcie + jakiegoś HTC aby nie wyciągać nic większego w podróży a wciąż móc się komunikować i debatować, co też zrobicie na forum jak wrócicie do domu. To NIE jest normalne, wiele osób również tak stwierdzi, a mimo wszystko ludzie tak właśnie robią. To prawdziwe uzależnienie, takie samo jak ładowanie ogromnych sum w komputery i podzespoły „dla entuzjastów” – z tym że tutaj użyta została nazwa marketingowa. Dla mnie jest to uzależnienie, takie samo jak w przypadku szaleńczego (podkreślam – szaleńczego) pędu ku jak najwydajniejszym podzespołom (np. kupno trzech drogich monitorów do Eyefinity + dwie karty graficzne z najwyższej półki za 2000zł każda, do tego wymiana tego i owego na pozycje ze szczytu cennika etc.). Tak samo też jak kupowanie kolumn stereo, kabli i monobloków za 670 000 USD… tak samo jest też często ze wszelkimi FB i NK i bądź co bądź to nie jest normalne, bo osobiście nigdy bym nie kupił netbooka tylko po to, aby sobie popisać jakimś tam forum czy portaliku społecznościowym, jeszcze na tyle jestem zdrowy na umyśle aby tego nie uczynić. Jedynym powodem zakupu byłaby dla mnie realna potrzeba albo na maszynę tego typu prywatnie – głównie do przeglądania sieci na wyjeździe lub w nocy – albo w celach zawodowych, choć na szczęście moja praca wymusza posiadanie zupełnie innego sprzętu i zupełnie innego bycia w kontakcie niż za pomocą takiego urządzenia. Nie zmienia to jednego – musiałby mi być taki sprzęt naprawdę potrzebny i to do rzeczy naprawdę usprawiedliwiających wydanie tego 1k zł abym się na niego zdecydował. Kupowanie go tylko po to aby tylko być bardziej online na forum czy FB jest dla mnie nienormalne, niepoważne i całkowicie nieusprawiedliwiające taki zakup.

David Carr na łamach New York Times’a, bardzo trafnie opisuje:

„(…) Internetowe życie towarzyskie rodzi również swego rodzaju narcyzm. Kreując i aktualizując rozmaite awatary, rezerwujemy sobie miejsce przy stoliku dla „fajnych dzieciaków”. Jedną z najbardziej kuszących atrakcji aktualizowanych non stop mediów jest możliwość dowiedzenia się, co myślą o nas inni. Liczba znajomych, komentarzy i przesłanych dalej wiadomości określa codzienny kurs niestabilnej waluty zwanej ego. (…)”

Co zatem można nazwać „normalnym”? Każdy ma własną definicję normalności, jednak czy normalnym jest że człowiek jest gotów jechać do Warszawy na spotkanie z właścicielem forum (i portalu przy którym ono stoi) bo wiele osób ma problem z jednym z jego moderatorów? Przecież to jest bzdura totalna i czyste szaleństwo – jechać przez pół Polski aby porozmawiać z kimś tylko dlatego że na jego forum się coś dzieje – a jednak, sytuacja jest autentyczna, byłem jej świadkiem, choć na całe szczęście osoba ta zrezygnowała z podróży. Może „opadły emocje”, nie wiem.

Wracając więc do pytania – czym jest normalność? Jest umiarem. Umiarem i balansem między tym co się robi i mówi a tym co się zyskuje. W przypadku forów jednak coś się zyskuje? Z perspektywy zakładającego temat – tak, zyskuje się odpowiedź na pytania i problemy, których nie dało się rozwiązać drogą „użyj Google”, ale tylko w teorii – czemu, o tym powiem za moment. Z perspektywy piszącego (odpowiadającego) w temacie – tak, można zdobyć pewne doświadczenie w kwestii rozwiązania danego problemu. Również tylko w teorii.

W praktyce wygląda to tak, że osoba zakładająca temat, nagminnie ma gdzieś:

– Ciebie

– Twoje uwagi co do swojego tematu

– większość elementów Twoich wypowiedzi (czytanie wybiórcze)

– opcję Szukaj

– Google

– wolę samodzielnego rozwiązania problemu

Czasami nie przejawia nawet chęci współpracy, wszystko ma być gotowe, na już, na teraz, napisane i pokazane, filmiki i zapisy video, cały świat nie istnieje bo AUTOR MA PROBLEM. Zdarza się że na swoje uwagi co do tematu lub szukajki czytałem „forum jest od tego żeby pomagać, jak nie masz nic ciekawego do napisania to się nie wypowiadaj”. Raz nawet dostałem raport. Interesujące. Tyle właśnie owej teorii a jak to wygląda w praktyce – sami widzicie.

Głupota użytkownika wybijająca się ponad przeciętną jest, przy swojej powszechności, niestety dowodem na to że komputer potrafi uwsteczniać, przyzwyczajać do szybkości uzyskiwania informacji tak bardzo, że zatraca się realne poczucie czasu potrzebnego na ich uzyskanie i oczekuje, że wszystko wykona się w życiu realnym tak samo szybko jak na swoim i7. Uzależnienie z kolei jest punktem, w którym człowiek kapituluje przed maszyną i tzw. postępem cywilizacyjnym, gdy staje się niewolnikiem technologii którą sam stworzył aby mu służyła.

Jeśli widzę człowieka, który rozmawia ze mną przytakując wciąż, że „mam rację”, że sam również widzi to i owo i zapowiadając się, jak to zaraz będzie kończył z wypowiadaniem się na forach NADAL się na nich wypowiada, podsyłając mi coraz to nowsze wypowiedzi i tematy które wywołują w nim wyraźne podniecenie i frustrację, to niestety nie pozostaje mi nic innego jak stwierdzić że jest to kolejny przykład czystego uzależnienia od Internetu. Jeśli nie chcę to nie wchodzę – po prostu. Czemu zatem jest tak trudno się odzwyczaić od włażenia na fora i przypatrywania się kolejnym przykładom ludzkiej głupoty, skoro jest to tak frustrujące i męczące? Pewnie dlatego że tak samo trudno się odzwyczaić od alkoholu czy papierosów, nie, nie żartuję.

Nawiązując do zmęczenia o którym wspominam wyżej, obserwuję u siebie owe zmęczenie już od dłuższego czasu. Gdy człowiek się uczy, jest na studiach – cały czas ma czas… wtedy faktycznie łatwo jest się udzielać, gromadzić wiedzę i się nią dzielić, byle na normalnych forach z przyjaznym, wysoko wyspecjalizowanym community. Jednak im dalej w las tym człowiek ma tego czasu mniej, pojawia się praca, dom, czasami i rodzina. Gdy dochodzi się do wniosku że „o Boże, ale ja do tej pory czasu przetraciłem”, czasami jest bardzo trudno zrezygnować z dotychczas prowadzonego cyfrowego życia. Dochodzi się też do przemyśleń na temat sensowności prowadzonej w ten sposób działalności. Zaczyna ważyć się czas który pozostał po odjęciu wszystkich ważniejszych rzeczy, pracy i chwili dla siebie na wypoczynek przed kolejnym, zaczyna ważyć się posty które się pisze, coraz częściej stwierdza się że „szkoda mojego czasu” na danego delikwenta. I nie jest to uciekanie od konfrontacji a faktyczne oszczędzanie cennego czasu. Praca i utrzymanie się w dobrym nastroju (jak najmniej stresu i problemów, zero rozpraszania się tym że „ktoś coś tam napisał na mój temat na forum”) staje się bardzo ważne, bo pozwala się skupić podczas całego dnia, nie myśleć o tym co działo się na forum, co się ma stać, jak to odbiorą inni, przeżywać tego tak, jakby od wyniku danej debaty czy też (co częściej ma miejsce) sprzeczki, zależało czy straci się twarz w oczach innych. Gdy dochodzi się do tego punktu warto zejść ze ścieżki i popatrzeć na jej długość i sensowność. Okaże się że jest bardzo długa i bezsensowna. Niektórzy nie wytrzymują presji i stresu związanego z tym co dzieje się na forum, są gotowi do naprawdę panicznych działań, przeżywają wszystko tak, jakby miało wydarzyć się coś najgorszego. A może – bo właśnie tak rodzą się depresja, nerwica czy też myśli samobójcze.

Ktoś może dojść do zaskakująco prostego wniosku że „a może fora nie są po prostu takim ludziom pisane”? Owszem, można taki wniosek wysnuć, pytanie tylko dlaczego zatem ci ludzie nie potrafią z tym skończyć, ba, nawet dojść do takich wniosków? Uzależnienie… lub po prostu nieświadomość pozycji w jakiej się znaleźli. A świadomość ta jest bardzo ważna, kluczowa aby móc zadać sobie pytanie: „jakim cudem ja się zacząłem tak mocno przejmować tymi wszystkimi bzdetami”? No właśnie, dlaczego? Czy to przez dążenie do tego aby regularnie „moje było na wierzchu”? Czy może przez zwykłe, przyziemne pozowanie na wizerunek na tyle atrakcyjny, aby zostały nadane prawa moderacyjne? Aby pokazać wszystkim gdzie raki zimują? Upajać się „właaaaaaadzą”? Aaaaale mam właaaadzę 111!!!oneoneone.

Moderacja nigdy nie była niczym przyjemnym, poza tym że ktoś Was docenia biorąc w ogóle pod uwagę. Ale tak czy owak jest to strata czasu i nerwów o wiele większa niż z pozycji usera. User nie musi przecież regularnie odwiedzać forum, sprzątać jakiegoś działu itp. Zaryzykuję stwierdzenie że to właśnie moderacja i jakakolwiek forma „belkowatości” przyczynia się w największym stopniu do degradacji tak smaku jaki płynie z faktu wypowiadania się na danym forum, w danej dziedzinie, jak i cierpliwości i opanowania w stosunku do użytkowników, może nawet ogólniej – ludzi. To nie wszystko, bowiem może się tak zdarzyć że w razie jakichś komplikacji na wyższym szczeblu, będziecie musieli się pożegnać. Wtedy cała Wasza praca zostaje tak czy siak zmarnowana, posty zostają, content zostaje, poradniki na ogół też – wszystko to to wartościowe rzeczy. Poza tym cały Wasz effort w utrzymaniu danego działu idzie w diabły, na Wasze miejsce postawi się kogoś w zastępstwie, kogoś kto nie potrafi rozróżnić najpopularniejszych OPA na rynku, a na polecanie słuchawek „dla graczy” reaguje tylko dlatego że Wy swego czasu to robiliście, a kto na ewidentne sianie głupot w Waszym byłym dziale nie zareaguje z prostego powodu – nie ma o tym zielonego pojęcia. To tylko przykład, ale gdy się to widzi, na pewno pojawia się w środku jakiś ból. Czy słusznie? Cóż, na swój sposób może, w końcu był tu czynnik emocjonalny tak czy inaczej, jakieś przywiązanie. Ale trzeba sobie przyłożyć w pysk – to nie jest moje forum, nigdy nim nie było, od samego początku. To nie miejsce w którym te materiały zawsze mogłyby być, bo przecież nic nie jest wieczne. To samo tyczy się użytkownika.

O ile moderacja jest wypadkową egzystencji na forum, a która może mieć miejsce tak samo jak i nie musi, to naprawdę naiwne jest celowe dążenie do uzyskania moderacji, tak jak już wspominałem – pozorowanie swojego wirtualnego „ja” na kogoś, kto zdaje się być ku temu idealnym kandydatem. Taka gra pod publikę jest nie tylko żałosna z punktu widzenia moralnego, ale też ogólnego. Bo i co Ci to cymbale da? Jeśli masz za dużo czasu a za mało nerwów, brakuje Ci „pałera w łapie” to faktycznie, brnij dalej. Ale pamiętaj że ostrzegałem, albo z tego wyrośniesz prędzej czy później, albo Ci się to po prostu znudzi.

Wracając do kwestii uzależnienia – nie tylko fora są groźne. Ostatnio czytałem przypadek kobiety, która utopiła dziecko w wannie, bo podczas kąpieli poszła grać na FB i zostawiła je samo sobie. Pomijając komentowanie zachowania tej kobiety, każdy zapewne w mniejszym bądź większym stopniu obszedł tą wiadomość z wnioskiem że „jego to nie dotyczy, ma kontrolę”. Czyżby? Alkoholicy też tak mówią, tymczasem okazuje się inaczej. Pozwolę sobie na zacytowanie jednej z wypowiedzi, którą znalazłem w sieci swego czasu, a która w zasadzie pokrywa się w 99% z tym co sam uważam (1% – bo jedyna różnica jest taka, że nie mam żadnych kont, w przeciwieństwie do autora cytatu).

@Bofain:

„Nie mam oficjalnego konta na naszej-klasie i jak na razie nie mam zamiaru takowego zakładać (mam konto fikcyjne bez znajomych tylko żebym mógł wejść na forum mojej uczelni). Przeraża mnie głupota ludzi mająca konta na nk i podobnych portalach (oczywiście nie wszystkich ale dużej części). Idea serwisu może i była dobra ale wyszło jak widać. Mój ojciec (w wieku ponad 60 lat) ma konto na naszej klasie i odnalazł znajomych (chyba 6 osób) z lat młodości kiedy chodził do technikum i ostatnio razem się spotkali. Bardzo się ucieszył, że ich odnalazł. Chyba o to w tym chodzi, a nie dodawanie znajomych z którymi widuje się codziennie w szkole i nawet z nimi nie porozmawia tylko wymienia komentarze na nk i pisanie właśnie jem, śpię, sram. Dzieci wyjdźcie z domów i porozmawiajcie na żywo z prawdziwymi znajomymi. Nie wiem ale widząc co się dzieje w TV (np. MTV) i Internecie (nk, fotka) myślę że albo nie potrafię się dostosować albo jestem z innej epoki. Chyba jestem INNY.”

Swoją drogą, ostatnie zdanie tegoż cytatu jest bardzo wymowne. Faktycznie, czy naprawdę ludzie takiego pokroju są niedostosowani społecznie, czy po prostu inni? I kto ma w tym wszystkim rację, tj. kto stoi w świetle, a kto w cieniu? Osobiście jestem głęboko przekonany o tym że znam odpowiedzi na te pytania, ale jest to moja własna kalkulacja, a każdy z Was powinien sam znaleźć sobie własne. Pomóc może w tym, jeśli już mówimy o NK, sprawa counter-blogów na pinger.pl. Swego czasu, tj. jeszcze przed przemianowaniem naszej-klasy w nk.pl, było nieco blogów które piętnowały osoby wrzucające swoje zdjęcia na ten portal społecznościowy. Teoretycznie można byłoby nazwać to szkalowaniem itp., gdyby nie fakt, że zdjęcia te były obelżywe, głupie, erotyczne, zaś ich autorzy (często będący automatycznie bohaterami takich zdjęć) w naprawdę szerokim zakresie wiekowym, albo usuwali zaraz takie zdjęcia, albo mieli wielkie pretensje do wszystkich i wszystkiego, jakim prawem ktoś „ośmiela się” publicznie krytykować to co wrzucają na naszą-klasę. Na ich miejscu paliłbym się ze wstydu, np. przed swoimi dziećmi, które też przecież na nk pewnie swoje konta mają, ale z drugiej strony ciężko jest zobaczyć zażenowanie z powodu roznegliżowanych zdjęć mamusi na twarzy dziecka, które pozuje na własnych do tańca na rurze. Wymowne na tyle że nie trzeba dalej tego komentować.

Od Internetu w zasadzie nie da się uciec, tak samo od znajomych – bo chociażby z powodu społecznościowego charakteru rasy ludzkiej, od forów również – bo to ogromna baza wiedzy i platforma helpdeskowa, której społeczności są w stanie pomóc rozwiązać nawet skomplikowane problemy komputerowe, ale także i z innych dziedzin, nie tylko sprzętowych. Problemem są jednak sami ludzie – ich konfliktowość, różnice w kulturze słowa i obyciu, skłonność do przesadyzmu, poprzez podatność na uzależnienie, bezmyślność, lenistwo i brak samodzielności, aż po skrajną głupotę i brak jakiegokolwiek zdrowego myślenia, logiki i poczucia wstydu. Problemu by nie było, przynajmniej w teorii, gdyby tendencja do pogłębiania się tych najbardziej negatywnych zjawisk nie istniała. Ale jednak istnieje i daje o sobie coraz bardziej znać.

Dzięki takiej sytuacji człowiekowi jednak coraz bardziej odechciewa się istnieć online. Zwłaszcza, gdy okazuje się jak bardzo relacje z innymi, np. via GG, FB, były na zasadzie „gadam z Tobą bo możesz mi się przydać, a potem ciao”. Pada coraz mniej postów, są coraz krótsze, wreszcie znikają całkowicie i pojawiają się ponad innymi już tylko sporadycznie, bez mocy i wyrazu, bowiem wizerunkowo zrównuje się wtedy z innymi osobami, zwłaszcza takimi, które mają bardzo dużo postów ale o słabej wartości merytorycznej. Autor wątku nie jest w stanie określić kto pisze bzdurę a kto prawdę. Zdarza się wręcz że taka osoba jest zakrzyczana w danym dziale przez gromadę trolli. Najczęściej wszystko to ma miejsce dzięki moderacji, a raczej jej brakowi.

Gdy jednak zaczyna się kalkulować czas pod kątem wagi, już nawet na zdrowy rozsądek wychodzi że lepiej zainwestować go w porządny obiad i wyspanie się przed kolejnym dniem w pracy (o ile dana osoba pracuje) niż w jakieś tam fora. Problem w tym że trzeba dojrzeć do takiego wniosku, ponieważ pokazałem już wcześniej że jest możliwe iż delikwent o tym WIE ale nie robi z tym NIC. Nawet nie wiem jak to nazwać, chyba po prostu oszukiwaniem samego siebie. Gdy widzę wątek ze słuchawkami, w którym połowa osób przekleja lub pisze w kółko to samo (bo autor jest gamoniem nie potrafiącym użyć forumowej szukajki, Google lub po prostu oczu, aby zauważyć przyklejone wątki, które są bardzo często skrupulatnie aktualizowane przez ich autorów za free), zaś druga połowa najzwyczajniej w świecie albo nie ma zielonego pojęcia o czym pisze, albo udaje że wie o czym pisze ale pozuje na wielkich znawców tematu, albo wchodzą z postem „a ja mam <nazwa produktu> i polecam” i w długą z tematu, to po prostu wyłączam zakładkę wzdychając ciężko i nie marnuję więcej czasu na ścieranie się z takim czymś. Po prostu szkoda czasu i siły, bo cokolwiek by się nie powiedziało, cokolwiek nie napisało, jeden raz, drugi, czterdziesty, to i tak w kółko powtarzać się będzie ten sam schemat, te same bzdury, ta sama przerażająca głupota. A autor takiego wątku, zwłaszcza w sytuacji gdy jego problem z wyborem sprzętu do zakupienia będzie interesujący i na tyle nieszablonowy, że nawet i Polecane nie będą w stanie dać konkretnej odpowiedzi, będzie zdany na łaskę tego typu delikwentów, którzy ledwo liznęli słuchawki za 300zł max i już uważają się za nie wiadomo jak kompetentne towarzycho z „wydziału audiofilii stosowanej”, którym wydaje się że to co mają to jakiś mega uber dźwiękowy top, a którzy niejednokrotnie swoje doświadczenie budują w taki sposób na cudzych portfelach i uszach, sami nie wiedząc nawet jak słowami można byłoby opisać dźwięk, który sami słyszą. Autorzy tematów również im nie ustępują pod tym względem. Pierwszy z brzegu przykład tematu, który potrafi rozbroić:

„Cześć!

Na urodziny, chciałbym sobie sprawić prezent w formie słuchawek. Gram w CS’a, Metina i SAMP (może niedługo w Call Of Duty Modern Warfare). Zastanawiam się nad tymi: <link do Sennheiser HD201> … Ale mój procek to : 3.06 Ghz Intel Celeron, a ramu mam 2GB. I nie wiem, czy te słuchawki nie zamulą mi kompa?Jak te nie są zbyt dobre, to może podajcie jakieś ogarnięte słuchawki.”

Słuchawki jak słuchawki ale to raczej autor powinien się ogarnąć moim zdaniem, bo naprawdę nie wiem jakim cudem słuchawki analogowe mają mu coś „zamulić”, poza tym przed dwukropkiem nie stawia się spacji. Niewiedza? Najzupełniej, ale takich przykładów jest dosłownie multum i jeden lepszy od drugiego. To niby nic wielkiego, ale jednak jeśli przetwarzasz takich wątków dziesiątki dziennie, to zaczyna Ci to ciążyć coraz bardziej.

To popularne wątki audio, a jak sytuacja ma się w działach sprzętowych? Niewiele lepiej. Tam można z jednej strony powołać się na testy, suche konkretne liczby, które opisują daną kartę czy procesor dokładnie takimi jakimi są, nie poprzez subiektywne doznania i próby przełożenia dźwięku na słowa go opisujące, z drugiej jednak można takie testy podważać (patrząc po kompetencjach niektórych domorosłych polskich „portalików” – bardzo słusznie) i trafić na fanbojstwo, ludzi ogarniętych swego rodzaju obsesją i zaślepieniem na punkcie danego produktu lub jego producenta, ignorujących jakiekolwiek rzeczowe argumenty a trzymających się kurczowo swoich własnych przywidzeń, no bo przecież „oni mają, więc to musi być najlepsze”. Mimo że głupota jest tu ewidentna, męczy tak samo jak ta ukryta w wątkach audio.

Poza wszelkimi granicami tolerancji na głupotę pozostanie chyba już na zawsze duet epuls + fotka.pl. Nie ma nawet sensu argumentowania tego stwierdzenia, wystarczy po prostu wejść i samemu przekonać się, jak bardzo ludzie potrafią być płytcy i puści w środku.

Czy nie lepiej byłoby po prostu się zamknąć, usiąść i zacząć zagospodarowywać czas, który pochłania całe te wielkie „social life” i wreszcie zainwestować go w siebie? W rzeczy na które „zawsze brakowało czasu”? Których nie dało się dokończyć bo coś tam coś tam się złamało i zesrało na fejsie czy nk? Nie lepiej zacząć robić coś dla siebie? Coś, co pozostawi po sobie trwały ślad albo wewnątrz człowieka, albo na zewnątrz? Niektórzy inwestują go w malowanie kwiatów, inni w naukę rysowania mangi, jeszcze inni uczą się programowania i projektowania graficznego, aby za jakiś czas zacząć parać się freelancerką i dorobić sobie na boku parę groszy. Czy to talent, czy to wiedza, wykorzystują ją w praktyce, zainwestowany czas przekłada się na realne i wymierne efekty, nawet nie pieniądze, bo najczęściej ktoś robi to po prostu dla samego siebie. Gdy jednak nagminnie siedzi się do późnych godzin nocnych dzień w dzień na FB, NK, fotce czy klepiąc hektolitry tekstu na forach, a co i tak idzie w las najczęściej, trudno jest mówić o jakimkolwiek rozwijaniu samego siebie w którymkolwiek kierunku prócz do tyłu. Oczywiście utrzymywanie kontaktów samo w sobie absolutnie złe nie jest, to oczywiste, ale potrafi wciągnąć w przerażający sposób, a z czym skończyć potem może być bardzo trudno, o czym pisałem wcześniej. Zatraca się wtedy tą pierwotną kontrolę czasu, a którego ilość jest niestety ograniczona z góry i na pewno nie mam tu na myśli skali ograniczonej do jednej doby.

Dokąd zatem to wszystko zmierza? Trudno powiedzieć. Moim zdaniem w jeszcze większą próżność i płytkość. Do wniosków jakie tu zawarłem dochodzi się z czasem, czy się tego chce czy nie. Można się opierać, zapierać, wypierać, spierać, ale prędzej czy później trzeba będzie je zaakceptować, a przynajmniej ich część. Czy z kolei warto wypowiadać się aktualnie na forach? Jeszcze tak, ale tylko gdy naprawdę dochodzi się do wniosku że warto i tylko wtedy gdy nie wiążą się z tym żadne, nawet najmniejsze wyrzeczenia i uszczerbek, tak po stronie psychiki i emocji, a nawet zdrowia, jak i najzwyklejszego czasu. Tego bowiem, powtarzając się, zaczyna w naturalny sposób brakować i na to niestety nie da się nic poradzić. Dni zmienią się w tygodnie, tygodnie w miesiące itd. Potem jednak może się okazać że znów zabrakło czasu, bezcennego czasu. Czy udało mi się przez te kilka lat coś zmienić w tej sprawie? Nic. Czy udało mi się cokolwiek? Poza zdobyciem doświadczenia życiowego, wyżej opisanych obserwacji, dojścia do konkretnych wniosków i założeniu bloga – nic szczególnego. Ale może komuś innemu się uda… o ile będzie miał na to czas.

There are 25 comments

Comments are closed.