Recenzja netbooka Asus Eee PC

Obserwując rynek komputerów osobistych przenośnych, nawet bez wcześniejszych spostrzeżeń z tego obszaru rynku można będzie zauważyć że netbooki zdobywają od pewnego czasu coraz większą popularność, a która rozpoczęła się z chwilą pojawienia się pierwszego Eee PC od Asusa. Mimo że urządzenie miało swoje wady, zalety z punktu widzenia czasu przeważyły w oczach użytkowników – bo o ile model 8″ nie robił zbyt wielkiego wrażenia (głównie zbyt mała rozdzielczość/wielkość ekranu, nawet jak na netbooka), tak późniejszy model 10″, reszta po nim następująca, jak również szybko poprawiane błędy konstrukcyjne oraz ulepszane stopniowo oprogramowanie, gasiły w zalążku pojawiające się słowa krytyków takich konstrukcji. Po premierze procesorów Intel Atom oraz modeli 1000, 1002 i 1005 nastał prawdziwy boom – bowiem dano do użytku sprzęt mały, bardzo mobilny, dobrze wykonany i z zadowalającymi walorami użytkowymi przy jednoczesnym zachowaniu atrakcyjnej ceny i jej stosunku do możliwości.

Jako że niedawno miała miejsce premiera „nowych” Atomów 45nm, które pozwoliły Eee PC na działanie nawet do 12h, pojawiła się okazja do wykorzystania – w postaci tańszego niż do tej pory nabycia (jakby nie patrzeć bardzo podobnego) starszego modelu Seashell’a, działającego krócej ale z taką samą mocą obliczeniową jak model P. Pytania jakie rodzą się w przypadku nie tylko tych dwóch maszyn, które kosztują obecnie średnio od 1100 do 1300zł, po pewnej już obecności wariantu HA na rynku brzmią: co sprawiło że te urządzenia są tak popularne i co w zasadzie można na nich zrobić? Czy w ogóle warto zawracać sobie nimi głowę?

Nie trzeba zbytnio rozmyślać aby udzielić jednej z najtrafniejszych i najbardziej oczywistych odpowiedzi na te pytania: kluczowa jest tu cena. Zgrabny mały netbook jest wyśmienitym prezentem dla kogoś kto nie ma zbyt wielkich wymagań a chce mieć możliwość „komputeryzowania” się w np. fotelu. Wydanie zaś odpowiedniej dla tego urządzenia kwoty nie powinno też mocno uderzyć w nasz portfel.

 

.

.

 

Eee PC jest de facto najtańszym sposobem, obok nettopa, na sprawienie sobie lub komuś z naszych bliskich, komputera osobistego, w dosłownym znaczeniu. W cenie 1100zł można próbować złożyć jeszcze low-endową maszynę stacjonarną, jednak nie wiem czy ma to do końca sens w przypadku wykraczania poza zakup tylko jednostki stacjonarnej. Umownie stwierdźmy że kupno używanych części nie wchodzi zbytnio w grę z wiadomych przyczyn. W przypadku analizy opłacalności dla szeroko pojętych obecnie konstrukcji netbookowych, granicę opłacalności ustaliłbym na poziomie 1300-1400zł za dobrze wyposażonego malucha (10-12″ i wyższy model Atoma), ponad nią tworzy się szara strefa niskiej opłacalności – nieco za drogo jak na netbooka i za mało na porządny laptop.

Kolejną rzeczą jest mobilność – a więc zaraz po cenie czynnik decydujący o sensie istnienia malutkich laptopów i bynajmniej nie chodzi tu tylko o wymiary urządzenia. Z tego co sam zauważyłem, w klasie rozwiązań ultra-mobile można wyróżnić dwa typy, czy też tendencje, co do wyboru takich maszyn. Po jednej stronie mamy właśnie netbooki, kwintesencję miniaturyzacji do granic wartości użytkowych przy zachowaniu naprawdę ciekawych czasów pracy na baterii (w przypadku 1005P – od 10 do nawet 12,5h! 1005HA odpowiednio 8,5-10,5h), z drugiej małe laptopy 13″ o przeznaczeniu biurowym, najczęściej z procesorami CULV o bardzo niskim napięciu i ograniczonym TDP (5-5,5W, dla porównania Atom N270 w Eee PC 1005HA-M ma TDP na poziomie 2,5W), co pozwala na dobrych bateriach 6-8 komorowych na osiągnięcie maksymalnych czasów pracy na bateriach od 6 do niemal 10 godzin (nawet i 12h, choć wynik ten należy do 15″ Asusa UL50V). Te pierwsze są wybierane najczęściej jako prezenty lub „podręczne notatniki” dla studentów, może ogólnie młodych ludzi. Drugie z kolei częściej wybierane są przez klientów poważniejszych – bo biznesowych, chcących posiadać maszynę o wysokiej mobilności ale nie aż tak ograniczonej obliczeniowo. Niepodważalną więc cechą netbooka i jednocześnie siłą są jego wymiary – nadają mu sensu praktycznego, bowiem można go zabrać do plecaka (student) a także łatwo operować w podróży (biznes). Jak wiadomo ciężkie i duże laptopy nie dają zbyt dużych nadziei na sprawną pracę w autobusie, gdzie strefa jaka przypada na ruchy jest ograniczona do naszego siedzenia – i siedzenia przed nami. Nie mówiąc już o irytacji pasażera obok, który nie dość że dzieli z nami swoją przestrzeń, to jest też mimowolnym świadkiem wszystkich operacji jakie dokonujemy. Rzecz ma się lepiej w przypadku ultra płaskich CULV’ów ale urządzenia te dopiero się pojawiają, zaś prócz bardzo drogiego MacBooka Air, solidne tego typu notebooki w zasadzie nie istnieją, zwłaszcza w dobrej cenie, a o czym mogą przekonać się posiadacze MSI X340 – kiepska jakość wykonania, duża głośność układu chłodzenia oraz wysoka temperatura i bardzo niski czas pracy na baterii. Koszmar i kompletne zmarnowanie możliwości implementacji niskonapięciowca.
W przypadku Eee, podane czasy pracy na bateriach są zgodne z prawdą, rzeczywiście miałem wskazania na 8,5h, a w cyklu roboczym, tj instalując drobne programy, siedząc w necie i z odpalonym wifi – byłem w stanie spokojnie pracować przez najkrócej 5,5h. Przypomnę że tyle wynosi w szczycie czas pracy MSI Wind 123 i to przy minimalnym użyciu.

 

.

.

 

Ergonomia, głośność, ciepło

Następna w kolejce jest wartość użytkowa, ergonomia oraz kultura pracy (nie jeszcze nie wydajność). Eee PC, to trzeba zaznaczyć na początku, jest bardzo cichym urządzeniem. Jedyną rzeczą jaką słychać przez większość czasu jest dysk twardy – 160GB Seagate ST9160310AS 5400 RPM. Chłodzenie Eee PC rozkręca się tylko przy co bardziej wymagających aplikacjach lub podczas instalacji oprogramowania. Co ciekawe, okazuje się jednak minimalnie głośniejszy od mojego LLPC, co nakazuje mi uznać swoje karkołomne próby wyciszenia tej stacjonarki za wielki sukces, zwłaszcza że preferowałem koncepcję kombinowania z tego co mam ponad wymień i po sprawie. Wracając jednakże do „muszelki”, prócz hałasu ważnym czynnikiem determinującym wygodę pracy jest również temperatura układu. Jeśli układ chłodzenia jest cichy – jest to zaleta, ale niekoniecznie w sytuacji gdy dzięki temu procesor łapie z 70’C, to jakaś pomyłka, będąca chyba standardem w przypadku sprzedawanych np. 2 lata temu low-to-mid modeli HP. Jak więc przedstawia się tutaj sprawa? Całkiem fajnie – procesor w trakcie pracy bez specjalnego żyłowania (30-40% usage. Odpalone aplikacje: explorer, notepad, wifi, firefox z kilkoma zakładkami + pobieraniem plików, aimp2 z odtwarzaniem w tle muzyki FLAC z pendrive’a) wg HWiNFO32 osiąga temperaturę z przedziału 39-42’C w umiarkowanie ciepłym pomieszczeniu, co jest wynikiem dobrym. Dla porównania tyle samo ‚C osiągał mój P4 2,4 GHz HT na rdzeniu Northwood i z zamontowaną Ninją PLUS rev. B + SlipStreamem 450RPM. Temperatura dysku oscyluje w granicach jak najbardziej normalnej, bo 36-38’C. Niestety nie jestem w stanie pozyskać w HWiNFO odczytu zintegrowanego układu graficznego, ale o nim powiem jeszcze nieco w dalszej części. Ważne i tak jest stwierdzenie na tym etapie: Eee PC jest cichym i chłodnym urządzeniem. Tyle powinno wystarczyć.

.

Gładzik i klawiatura

Jakkolwiek jednak nie podeszłoby się do pojęcia ergonomii i kultury pracy, trzeba wspomnieć o jeszcze kilku rzeczach: chociażby tych które bezpośrednio mają wpływ na pracę: gładziku, ekranie oraz klawiaturze. Gładzik jest rozwiązaniem nieco nietypowym – bo zamiast wydzielonego obszaru jest po prostu częścią obudowy, jego granice są wyznaczone tylko za pomocą wypustek, właściwie cały jest nimi pokryty. Przy standardowyn mappingu bardzo łatwo o „skończenie się” gładzika w momencie np. przeciągania plików z okna do okna, a co niezmiernie irytuje, tak samo button L-click i R-click, wciskający się zbyt opornie i pozostający w sprzeczności z delikatnymi ruchami wykonywanymi na gładziku.

Klawiatura za to jest bardzo dobra – pisze się na niej szybko i sprawnie, choć ułożenie prawego alt-u jest jak dla mnie bardzo niewygodne, nauczyłem się że mam tam krawędź spacji a ta teraz kończy się za szybko i w efekcie uderzam nie w R-alt a w przycisk menu kontekstowego. Jest to bardziej efekt jednakże mojego stacjonarnego przyzwyczajenia i trudno mi mieć większe pretensje do urządzenia za to że mam taki a nie inny zakodowany styl. Niezmiernie dziwię się też osobom które w podobnej sytuacji do mojej użalają się nad tym faktem, ignorując tu czynnik taki jak one same – słowem: preferencje i przyzwyczajenia testującego. Przy okazji opinii o Samsungu R580, spotkać można było coś podobnego ale o wyglądzie – no to zaraz zaraz.. po co ktoś kupuje urządzenie które „kiepsko wygląda”? Zakupu dokonał świadomie.
Na szczęście do wyglądu Seashell’a nawet skrajni esteci i regularne marudy laptopowych kadłubków nie powinny mieć większych uwag krytycznych – netbook jest cienki, smukły, a do tego wytrzymały i nie odkształca się. Nie ma najmniejszego wrażenia że wyciągając go w autobusie czy pociągu się nam dosłownie w rękach rozleci (vide X340), to zwarta konstrukcja i daje się to odczuć.
Nieco gorzej sprawa ma się z estetyką już podczas używania – ślady palców są widoczne w zasadzie wszędzie. Ciekawym i ładnym za to rozwiązaniem są diody – sygnalizują one chociażby pracę dysku, stan baterii czy wifi nie tylko z góry, podczas pracy z Eee, ale też w poziomie gdy netbook leży sobie na stole a my w np. łóżku. Przyznaję że należę do osób dosyć wygodnickich – po całym dniu spędzonym w pracy w pozycji siedzącej, w domu operuję już właśnie z wersalki i takie rozwiązanie zostało chyba specjalnie stworzone z uwzględnieniem mojej skromnej osoby.

.

Ekran i preinstalowane oprogramowanie

No i na koniec rzecz krytyczna: display oraz zainstalowany OS. Ekranik jest niemiłosiernie chłodny i trzeba go korygować albo za pomocą skrajnie topornego Asus Eee Splendid, albo panelu karty Intela (polecam ten drugi sposób). Jego wielkość (10,1″) pozwala na uzyskanie maksymalnej rozdzielczości 1024×600 co jest przy takim zachowaniu wartości co prawda wystarczającym obszarem do większości zadań + zachowaniem dobrego czasu pracy, jednakże w wielu miejscach będzie brakowało go nieco. Da się przeżyć na szczęście, a co najważniejsze – jest matowy, osoby korzystające z niego w podróży powinny być zadowolone z takiego stanu rzeczy.

 

.

.

 

Dla porównania, aby każdy mógł sobie sprawdzić jak wiele informacji może przedstawić na swoim ekraniku Eee, zrobiłem zdjęcia m.in. z przeglądania Polecanych na forum czy też podczas słuchania muzyki na AIMP2 (sprawdza się tu lepiej niż Foo).

Z kolei na preinstalowanego Windows 7 Starter będzie sobie można nieźle pokląć już od nowości – dzięki Asusowi. Na stałe posiada całą masę najzwyklejszych śmieci (swoją drogą jak każdy nowy laptop), w tym Office 2007 60-dni, Skype, Adobe Reader, Windows Live i wiele więcej. System na starcie zjada ponad 700MB i jest bardzo ociężały, usuwanie zbędnych aplikacji pozwala jednakże mocno go odchudzić, ograniczając zużycie pamięci do ok. 550MB, a po brutalnym wtargnięciu w usługi zostaje się 39 procesów z poziomem użycia pamięci na poziomie 380MB -jestem pewien że gdyby darować sobie jeszcze więcej usług, można byłoby dojść do poziomu nawet 300MB. Ekstremalnie okrajając interfejs nadal można pozostawić go w miarę atrakcyjnym wizualnie (mimo że na Starterze nie na możliwości ani zmiany schemki, ani włączenia Aero glass, ani nawet zmiany tapety – workaround dla tego systemu zapostuję jednakże później, także bez obaw) i jednocześnie znacznie zwiększyć responsywność całego interfejsu. Po prostu Windows 7 ze wszystkimi dodatkami już bez glass’a potrafi przyprzeć całą platformę do muru.
Zaznaczę sobie w tym miejscu na plus bardzo łatwe i proste przywracanie systemu. Starter jest podany nie tylko na dołączonej płytce (z jednoczesną gwiazdką w postaci braku posiadania napędu optycznego przez Eee), ale też na partycji Restore na dysku twardym. Przywracanie jest bardzo proste ale to również opiszę osobno, ponieważ większość osób poprzestanie i tak na informacji że w razie kłopotów nie będzie problemu z odtworzeniem systemu. Dopowiem tylko ciekawą rzecz: system jest multi-lang, można bez przeszkód wybrać podczas przywracania wersję EN i korzystać z normalnego angielskiego systemu. Większość osób i tak pewnie będzie trzymała się PL, ale w moim przypadku siedzenie od ładnego kawałka czasu na angielskiej Viście Business zrobiło swoje – szybciej jest mi się połapać o co chodzi w wersji angielskiej niż naszej. Jedyną wadą jest to że mam tendencję do używania angielskich zamienników odruchowo (jak nawet w aktualnie czytanym tekście) a także muszę specjalnie myśleć nad tłumaczeniem co niektórych czynności aby dana osoba na forum w ogóle zrozumiała co ma kliknąć.

 

.

Chipset i układ graficzny

Jako że zintegrowana karta to GMA950, a więc wraz z całym chipsetem – 945GSE + ICH7 szału to nie robi, czuję się jakby mi ktoś odgrzał po raz 100-tny ten sam kotlet. Moje zdegustowanie tym faktem jednakże jest redukowane przez cenę i w zasadzie i tak dosyć wysokie możliwości aktualnej konfiguracji, zmierzające do wykreowania zadziwiającej myśli – „stary ale udany chipset”, choć na pewno dałoby się go ulepszyć i osiągnąć więcej niż tak mój aktualny czas pracy na baterii jak i też te 12,5h na 1005P. Niestety nie ode mnie to zależy a jeśli miałbym się kiedykolwiek bawić w kucharza to znaleźć mnie będzie można w kuchni…

Chipset jak i sama konstrukcja netbooka dają podstawowe na szczęście możliwości co do podłączania urządzeń przez chociażby USB (3 sztuki – HUB FTW). Doliczyć można też bardzo łatwo dostępny D-Sub oraz czytnik kart pamięci.

 

.

.

 

Dźwięk

Ważną sprawą dla mnie jest też dźwięk, to wie chyba każdy, ale zanim jeszcze spojrzałem dokładnie na Eee sam wiedziałem, że nie będzie tu szału. I miałem rację. Na pokładzie znajduje się okrojony funkcjonalnie do minimum (tylko I/O, sygnał 2.0) Realtek ALC269, który co prawda generuje poprawną jakość dźwięku ale niczego spektakularnego się od niego nie uświadczy. Korzystając z K450 i K330 byłem w stanie stwierdzić dużą analogię foniczną do … E100. Na K240 zaś ktoś po prostu spłaszczył mi słuchawki i choć jest lepiej, niedosyt jest odczuwalny i potęgowany przez świadomość czego można się spodziewać faktycznie po tych słuchawkach. Także każdy kto chce słuchać muzyki na Eee – posłucha i to bardzo sprawnie choć bez nieludzkich lotów i „dźwiękgazmów”, najważniejsze jednak że nie wykrzywi jednocześnie twarzy z bólu. Sugerowałbym więc zakup jakiegoś mobilnego M-Audio, np. bardzo dobrego Transit. Ew. Xonara U1 lub też … najtańszego COWON’a i7, co będzie miało o wiele większy sens (chociażby niezależność prądowa i mniejsze obciążenie i tak mocno zarobionego zazwyczaj procesora – aby uniknąć mocnego CPU util i szarpania, trzeba zejść z jakością do przynajmniej 96 KHz). Zresztą, trudno mieć do Eee za to jakieś większe pretensje ponieważ i tak w ogromnej większości przypadków zintegrowany kodek będzie uznany za wystarczający. Przecież to netbook a nie przenośna orkiestra…

.

Co więc można tak naprawdę zrobić na Eee?

Wiele, choć nie wszystko. O poważniejszych zadaniach graficznych można zapomnieć (a o zawodowej „pracy z grafiką” już w szczególności), przynajmniej do czasu uporania się z chłodem ekranu (regulację z poziomu panelu GMA950 można sobie darować) oraz małą ilością RAM-u. Tutaj jest dodatkowy problem, ponieważ Eee może przyjąć jedną tylko kość a ta w standardzie ma 1GB pojemności. Dokupienie więc nie wchodzi w grę a jedynie wymiana na maksimum, a więc 2GB – zostawiając nas z nieużywaną 1GB kostką zapasową. Tak przy okazji – memki to jedyna rzecz jaką można wymienić bez rozbierania Eee na części pierwsze. A wymienić można wiele – baterię na dwa razy pojemniejszą(nie liczę tego skoro jej łatwa wymiana jest oczywista) lub też dysk twardy (32GB SSD od Patriota można było dostać już za 300zł).
Wracając do grafiki – nawet po dorzuceniu RAM-u będzie częściowy problem z i tak niską wydajnością samego Atoma. Można przyjąć założenie że do pracy z grafiką na pakietach Corela (X3, X4) minimum jest wydajny jednordzeniowy procesor (ew. tani dwurdzeniowiec) oraz przynajmniej 2GB RAM przy zoptymalizowanym Windows 7 lub Vista, ew. XP i już bez tego typu odchudzania. Naturalnie i tak 90% osób będzie wykorzystywało takie maszyny do pracy z tekstem oraz surfowania po sieci, ale dla mnie, przy poczuciu cierpliwości wynikającym z faktu niezaprzeczalnej mobilności tej maszyny i tego że pracowałem na Corelu jeszcze za czasów gdy miałem (i nadal mam!) Celerona 333A na slot1, nawet proste prace graficzne w poważnym pakiecie jakim jest CGS mają tu pewien sens. Polecam więc eksperymentowanie z GIMP’em, Paint.Net’em etc. bo może się okazać że stwierdzicie iż faktycznie nie jest aż tak źle. Na pewno jest to świetna podstawa dla ceniących sobie mobilność osób o wysokich wymaganiach co do pozostawania w ciągłym kontakcie przez różnego rodzaju komunikatory oraz pracujących w aplikacjach biurowych.
Pograć można za to w tak stare tuzy jak Settlers III, Starcraft, Baldury czy też Anno 1602 a także wykorzystać go jako storage i ładowarkę do urządzeń USB (np. większość przenośnych playerów audio z wbudowanym akumulatorem). Jest to też dobra opcja dla osób które lubią obejrzeć sobie film w podróży czy też zostawić komputer ściągający jakieś „dziwne pliki” na noc, kompletnie nie zważając na aspekt poboru prądu.

.

Eee kontra tanie laptopy

Czasami umiejętny dobór aplikacji potrafi zwiększyć komfort pracy w stopniu bardzo zauważalnym (np. zamiast Adobe Reader’a zainstalować szybszego Foxit Readera). To też jest powód dlaczego można natrafić na sporą ilość „problemów” dot. Eee, a co działo się też w przypadku sprawy Radeon Problem. Prawdą jest jednakże że to urządzenia na swój sposób specyficzne i bardzo szybko przestają sobie radzić z zawaleniem je tym wszystkim co normalnie funkcjonuje na desktopach, zapominając że posiadają o wiele większą moc obliczeniową. Tak samo można podejść do konfrontacji z laptopem. Często pojawia się stwierdzenie że zakup netbooka (niekoniecznie Eee) jest nieopłacalny bo „za 1700 już można mieć lapa” – z tym że jaka cena taki „lap” – kiepskiej jakości, przeciętnej wydajności i nie potrafiący wyciągnąć na baterii więcej niż 3h max. Generalizuję oczywiście ale zazwyczaj tak właśnie jest, poza tym jest to 15,4″ więc o wiele gorsza poręczność niż dowolny notebook 13″ a już w szczególności 10-12″ netbooki. Podczas gdy na takim „lapie” użytkownik ledwo zdąży przejrzeć pocztę i już musi go w pociągu pakować do torby, ja na Eee z włączonym maksymalnym oszczędzaniem i wifi będę w stanie pracować przez większą część drogi jadąc IC z Krakowa do Gdańska, pisząc tylko sam tekst – przez całą (ok. 7h). Biorąc pod uwagę oczywisty fakt że w wielu branżach czas to naprawdę namacalny pieniądz, mając takiego „głupiego” Eee, który jest ponoć „nieopłacalny”, nie dość że zapłacę mniej za samo urządzenie, to zrobię na nim więcej niż na najtańszym laptopie którego mocy nawet nie wykorzystam. Zawsze też mogę powiedzieć „eee tam”, po czym odpalam sobie jakiś film. Oczywiście na wyciszających szumy kompaktach lub DJ-kach, aby nikt mi nie psuł wrażeń estetycznych…

Możliwości jak widać faktycznie jest wiele a to czy Eee okaże się naprawdę przydatny swojemu nabywcy, zależy od tego czy stawia on przed nim adekwatne dla niego wymagania. Z mojego punktu widzenia – jako świadomego użytkownika który nieco już MHz w życiu przejadł – mam nad pewną częścią użytkowników tą przewagę że moje wnioski, oczekiwania i spostrzeżenia nie są bezpośrednie, a przefiltrowane przez pewien pryzmat. Nie będę bezpośredni i nie wypunktuję temu komputerkowi takich „wad” jak wygląd (po co więc go kupiłem skoro mi się nie podoba?), mała wydajność (kompromis między wydajnością a czasem pracy jest bardzo trudny do osiągnięcia – Eee skupia się po prostu na tym drugim, a posiadana przez niego wydajność CPU jest wystarczająca do standardowych prac wykonywanych na komputerze), mały wyświetlacz (bo to netbook?), mała ilość RAM (a na diabła więcej skoro w większości przypadków 1GB jest w zupełności wystarczające + nie podnosi ceny sprzętu dodatkowym GB-tem?), brak napędu DVD (i tak będziecie korzystać w olbrzymiej większości z pendrive’ów – nawet Startera obecnego na płycie DVD dołączanej do Eee da się zainstalować z pendrive’a jakby zaistniała taka potrzeba – np. pad dysku po okresie gwarancyjnym), mały gładzik (kupcie sobie myszkę albo Bamboo Touch – bo na gładzik w netbookach i tak przeznaczono sporo miejsca). Jak widać wady są względne – zależy z której pozycji się je komentuje. To potwierdza tezę że netbooki nie są urządzeniami dla każdego i tak samo – nie każdy powinien naturalnie za takimi urządzeniami się rozglądać.

.

Więc jak mi się na nim operuje?

Przyznam że ciekawie. W tym urządzeniu, jak już mówiłem, widzę wszystko przez pryzmat, nie tylko sensowności ograniczeń narzuconych platformie przy dzisiejszej technologii i mającej swój konkretny powód – chociażby w targecie samego sprzętu, ale także przez pryzmat tego co wszyscy sobie cenią: ceny do możliwości. Jestem sobie w stanie na spokojnie chodzić po sieci przy uruchomionym odtwarzaczu, pisać teksty i w razie potrzeby – wyedytować niezbyt specjalnie skomplikowaną grafikę. Rzeczy przy których nawet mój S140 nie jest potrzebny w aż takim stopniu. Fakt że jest wolniej niż na LLPC, fakt że czuć mocny impact na responsywności systemu w porównaniu do Windows 7 na jakimś dobrze taktowanym C2D, ale przecież nie zabiorę C2D na 5h do pociągu.

.

Podsumowanie

Ciężko jest nie sklasyfikować powyższych rozważań jako recenzji w formie felietonu, bo i chyba było to moim zamysłem od początku, podobnie jak w przypadku recenzji E100. Nie sztuką jest bowiem opisać sprzęt jak wiele innych osób: oooo to jest to a to jest to i podsumowanie -> koniec. Chciałem się na swój sposób podzielić pewnym sposobem myślenia, punktem odniesienia w postrzeganiu urządzeń które są traktowane jako coś co teoretycznie nie ma prawa stanąć obok normalnego laptopa. Jednakże jak pokazałem, Eee i każda podobna mu maszyna nie będzie miała problemu z udowodnieniem w pewnych sytuacjach swojej wyższości nad tańszym, pełnowymiarowym laptopem, podając przykład za 1700zł miałem na myśli np. pewien model Asusa z procesorem Turion M, faktycznie trzymającym tak krótki okres czasu i do tego mocno się grzejącym. Pokazałem, a przynajmniej mam taką nadzieję, że netbook to przedmiot o bardzo warunkowym sensie istnienia – ponieważ są to pozytywy przeplatające się z negatywami w zależności od pozycji i oczekiwań opisującego. Nie można sklasyfikować np. ekranu 10,1″ jako kompletnie przekreślającej go wady bo z drugiej strony netbook musi być mały, ekran ma być wystarczający i nie zjadający zbyt wiele prądu (pomaga mu w tym technologia LED akurat). Z tego też powodu nie będzie podsumowania tym razem oraz wypunktowania co jest dobre a co złe, musiałbym bowiem wpisać wszystko jako cechy neutralne. Dlatego jeśli dobrnęliście do końca tekstu, usiądźcie w fotelu i zastanówcie się co dla Was będzie wadą a co zaletą – zapewniam że każdemu wyszłoby coś innego. Jeśli jednak widzicie więcej zalet niż wad, macie 1200zł na wariant HA (lub jeszcze lepiej – P) i uważacie że jego bardzo długi czas pracy na baterii jest bardzo interesującą opcją, być może warto zapoznać się z nim bliżej.

There are 5 comments

Comments are closed.