Fałsz.pl – czyli FAKEopinie sposobem na biznes

Fora dyskusyjne IT są jednymi z najlepszych źródeł zarówno informacji jak i pomocy. Bardzo często również recenzji użytkowników. Wiarygodność jednak niektórych wypowiedzi może budzić wątpliwości, powodem jest dosyć specyficzny i „dziwny” kontekst, niejednokrotnie doskonale ukryty.

Tak właśnie wygląda „marketing szeptany”, opisany na łamach Gazety.pl i przyznam się szczerze że mnie to jednocześnie denerwuje jak i przeraża.

Treść artykułu:

Kupiłeś laptopa, bo ktoś zachwalał go w internecie? Armię osób, która będzie polecała telewizory, książki czy telefony, można dziś wynająć za grosze.

Monika Czaplicka, studentka socjologii, przez rok na różnych forach i w przeróżnych blogach podszywała się pod internautów robiących zakupy. Udawała dzieci, kobiety, mężczyzn – w zależności od potrzeb. Każda „jej” postać na czymś się znała, coś testowała lub rekomendowała. Czaplicka dziennie pisała po sto postów. O batonikach, jogurtach i chipsach. W komentarzach zachwalała odtwarzacze MP3, których nie używała, zachęcała do książek, których nie czytała, rozpływała się nad filmami, których nie obejrzała.

Razem z nią pracowały cztery osoby. – Nie chodziło o ordynarną reklamę: kupujcie podpaski X, a nie Y, tylko raczej delikatne sugestie. Jakich używacie? Dlaczego tych? Ja używam Y, ale słyszałam, że X są chyba lepsze – opowiada Monika.

Takich osób są w polskim internecie setki. Zatrudniają je agencje marketingu, agencje PR albo same firmy sprzedające swój towar w sieci. – Mamy z tym problem na co dzień – mówi Anna Siwińska opiekująca się forum Gazeta.pl. – Gdybyśmy puścili to samopas, forum szybko zmieniłoby się w słup ogłoszeniowy.

Część akcji jest szyta tak grubymi nićmi, że internauci sami się orientują. Ale Siwińska przyznaje, że ani oni, ani moderatorzy nie są w stanie wszystkiego wyłapać.

Pokusa fałszowania opinii jest silna, bo rekomendacje znajomych to dziś główne źródło wiedzy konsumentów o produktach i usługach. Zwłaszcza w internecie – wciąż uważanym za medium wolne od reklamy. Z grudniowego raportu firmy Nielsen Online wynika, że aż 81 proc. kupujących w internecie czytało opinie innych konsumentów.

Fałsz.pl wygląda tak: – Mam lapa ze sprawdzonego sklepu, ale obawiam się, że może nie wytrzymać dłuższej wyprawy – pisał Krzysztof Borsuk. – Ale lapik z Vobisu byłby chyba spoko – odpowiadał Egon. – Ja też mam tego kompa. Jeżdżę z nim na spotkania biznesowe, na wakacje i nie miałem problemów. Nawet mi upadł parę razy – to z kolei opinia Mastertona. Tę ciekawą wymianę poglądów zakończył administrator strony internetowej magazynu PC Format, gdy zorientował się, że Borsuk, Egon i Masterton to nicki pracownika agencji Core PR. Używając służbowego maila, stworzył pięć kont.

Agencje same zaśmiecają internet albo płacą za to wynajętym internautom. Niewiele, 10-20 groszy od wpisu. Same dostają dużo więcej – kilka-kilkanaście tysięcy złotych.

– Obklejamy wszystkie fora w Polsce i nie tylko. Niskie ceny, doświadczenie, dużo adresów IP – takie ogłoszenie zobaczył w styczniu Łukasz Macheta, szef serwisu Mediarun.pl. Odpowiedział na nie, podszywając się pod przedsiębiorcę, który chce wypromować wchodzący na ekrany kin trójwymiarowy film dla dzieci. Dowiedział się, że kampania będzie kosztowała 9,5 tys. zł. Za te pieniądze oferowano mu m.in. dyskusje na forach dla matek o tym, jak filmy trójwymiarowe pobudzają wyobraźnię.

Nazwy agencji pośredniczących przy tym procederze wypływają rzadko i przy wpadkach. – Słuchajcie, właśnie odkryłem nową opcję. Supersprawa! – zachwalał na różnych forach serwis Grono.net niejaki Piotr F. Gdy wyszło na jaw, że Piotr F. to pracownik agencji Neuron PR, ta przepraszała i tłumaczyła, że stażysta, zamiast sprawdzać, co piszą o usłudze w blogach, wklejał tam komentarze.

– Bez żenady i wstydu oszukuje się konsumentów, a firmy tłumaczą, że przecież wszyscy tak robią – zżyma się Piotr Gotkowski, szef agencji Streetcom, pioniera marketingu szeptanego w Polsce. Zdaniem Gotkowskiego, jeśli ktoś bierze udział w dyskusjach o produkcie, a jednocześnie uczestniczy w jego promocji, powinien to ujawniać. A co z fałszerzami? – Rada Reklamy powinna takie praktyki publicznie piętnować – uważa Gotkowski.

Choć fałszowanie opinii podlega ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, UOKiK interweniować nie zamierza. Jeśli konsument kupi telewizor na podstawie sfałszowanych opinii klientów, może co najwyżej poskarżyć się na fałszerzy do sądu. Szanse na wygraną ma jednak mizerne. – W praktyce jest to trudne do udowodnienia – mówi Małgorzata Cieloch, rzecznik UOKiK.

Źródło: Gazeta.pl

Jak widać do wszystkiego co się na forum przeczyta należy podchodzić z dystansem, miejscami bardzo dużym dystansem…

There is one comment

Comments are closed.