Kiedy i czemu potrzebny jest wzmacniacz słuchawkowy?

wzmacniacz słuchawkowyW tym tygodniu postanowiłem zająć się pewnym problemem, na który natrafiłem w zasadzie przypadkowo. Problem ten jest o tyle ciekawy że przeczący pewnej teorii, której przyjęcie jest z założenia najmniejszą linią oporu, a także rodzący tytułowe zapytanie: kiedy i czemu potrzebny jest wzmacniacz słuchawkowy?

Odpowiedzenie na to pytanie, a przynajmniej na pierwszą część, samo w sobie jest niestety trudne, bowiem nie da się tego stwierdzić na 100% w żaden sposób. Najlepszą metodą jest tutaj, jak zawsze zresztą, ta organoleptyczna, w skrócie „jak człowiek sam nie sprawdzi to nigdy się nie dowie”. Pytanie też jest tutaj uzależnione od przedziału cenowego słuchawek i źródła, także nie będzie to dobieranie sobie wzmacniacza do modeli pokroju K701 i HD650, ani też wielu jeszcze mainstreamowych. Będzie to wyjaśnienie zjawiska, zależności i przedstawienie kilku przykładowych modeli słuchawek, które odpowiednio nie wymagają, lubią, a także bezwzględnie wymagają owego wzmocnienia.

Czym jest wzmacniacz słuchawkowy i jakie można wyróżnić?
Wzmacniacz słuchawkowy, upraszczając wiele rzeczy i formułując najbardziej bezpośrednią definicję, to urządzenie wzmacniające sygnał audio na wyjściu. Dzięki niemu możliwe jest dostateczne napędzenie słuchawek, tj. dostarczeniu im mocy niezbędnej do pełnego wykorzystania potencjału jaki tkwi w ich przetwornikach, jak również wpłynięcie na finalny kształt ich brzmienia.

Na rynku dostępne są przede wszystkim:

- wzmacniacze tranzystorowe (najpopularniejsze, czasami zintegrowane nawet z kartą dźwiękową – modele Asus Essence oraz Xence),

- wzmacniacze lampowe,

- wzmacniacze hybrydowe (połączenie obu powyższych).

Istnieje też unikatowy typ wzmacniacza, jakim jest energizer, łączący cechy wzmacniacza słuchawkowego i zasilacza, jednakże jest to konstrukcja spotykana tylko i wyłącznie przy słuchawkach elektrostatycznych.

Wzmacniacze lampowe różnią się od solid state głównie brzmieniem, ale też i np. zakresami oporności słuchawek jakie są w stanie zasilić. Generalizując różnice, można przyjąć że z SS uzyskuje się na ogół brzmienie bardziej analityczne, z kolei z lamp bardziej muzykalne i posiadające swój unikatowy czar. W przypadku słuchawek do 600-650zł jednak nie opłaca się kupować systemu lampowego, ponieważ takie konstrukcje po prostu są za drogie, a słuchawki za taką cenę raczej nie wykorzystają tego co lampowy wzmacniacz może im dać. No, chyba że ktoś planuje z czasem kupno innego modelu – wtedy zakup taki nabiera sensu.

Relatywnie tanimi i dobrymi wzmacniaczami „dla ludzi pracy” są m.in.:

- MxM

- Forum608 (również w rewizji 2)

- Holdegron H1 (dawniej FMB Nano)

Ich ceny wahają się między kwotami 300 a 500zł.

Z kolei lampowe konstrukcje to głównie rodzimy White Bird Amplification, którego bardzo dobry Sensauris kosztuje 1600zł, co, jak na lampę i to z takimi właściwościami jakie oferuje, jest naprawdę małą kwotą.

Czy mogę użyć słuchawek wymagających wzmocnienia bez jego posiadania?
Oczywiście. Nic nie stoi na przeszkodzie aby podpiąć słuchawki o sporych gabarytach pod urządzenie nie posiadające wzmacniacza słuchawkowego – ale tylko jeśli mówimy o samej możliwości. Czemu? Bo będzie można zanotować spore niedobory mocy, a o czym mówi dosadnie kolejny akapit:

Jakie są objawy niedoboru mocy?
No właśnie. Najczęstszą rzeczą jaką można wyróżnić przy problemach natury napędu jest problem z niskimi tonami, w zasadzie wszystkimi rejestrami jeśli zaczniemy patrzeć na słuchawki od strony całokształtu. Cały balans między zakresami brzmieniowymi idzie w rozsypkę, niskie tony brzmią jakby ich nie było, średnica jest oschła a góra krzykliwa, tak można najczęściej opisać problem niedoboru mocy w słuchawkach. Oczywiście ponownie zgeneralizowałem zjawisko, ponieważ różne słuchawki różnie na ten problem reagują, ale na ogół tak to właśnie wygląda.

Zatem jakie słuchawki potrzebują wzmacniacza i co ma na to wpływ?
Błędnie przyjęło się że wzmocnienia potrzebują tylko słuchawki posiadające wysoki opór – nie jest to prawdą. Bardzo dobrym przykładem będą tutaj dwie pary słuchawek – Denon AH-D2000 oraz KOSS UR40. Te pierwsze posiadają opór na bardzo niskim, niższym niż większość popularnych słuchawek, poziomie 25 Ohm, te drugie zaś 60 Ohm. A to właśnie te pierwsze wymagają wzmacniacza słuchawkowego i czerpią z niego największe korzyści, co zresztą jest raczej oczywiste patrząc na taką a nie inną cenę obu modeli. Z tym że dobierając Denonom do porównania np. AKG K701 o oporze 62 Ohm, będą tak samo prosiły o wzmacniacz jak i one. Przeczy to więc teorii że tylko opór się liczy. Oczywiście że słuchawki o większym oporze zagrają ciszej, ale nie świadczy to jeszcze o konieczności posiadania wzmacniacza (mówiąc w kontekście UR40), rzecz jasna w granicach rozsądku, bo owe stwierdzenie nie może być przełożone na modele posiadające opór np. 250 Ohm. W drugą stronę, jak pokazały wspomniane tutaj Denony – ta zasada również nie funkcjonuje.

Kolejnym aspektem w przypadku słuchawek jest efektywność i to chyba element kluczowy w przypadku próby teoretycznego określenia wymagań słuchawek. Efektywność (skuteczność) opisuje parametr SPL – Sound Pressure Level. Jest to głośność wyrażona w dB w stosunku do 0 dB (totalna cisza), oznacza skuteczność i głośność jaką osiągnie głośnik mierzoną w pewnej odległości i po podaniu mu określonej mocy. Im większa efektywność, tym mniejsze wymagania co do mocy źródła. Dobrym przykładem są tu słuchawki przenośne, jako że cechują się zarówno niskim oporem jak i dobrą efektywnością, co przekłada się na ich bardzo dużą głośność, jednakże porównując dwa modele o tym samym oporze, te które będą miały większą efektywność płynącą z mW, będą na tym samym ustawieniu grały głośniej bo pobiorą mniej mocy aby uzyskać takie samo ciśnienie akustyczne. Duże słuchawki z dużymi i mocnymi magnesami mogą mieć większą skuteczność, ale nie jest to reguła.

Co ciekawe, na ilość wymaganej mocy może mieć też wpływ konstrukcja samej membrany oraz jej zawieszenie, generujące opór fizyczny zamiast elektrycznego. Na pewno jednak pierwsze skrzypce będą grały właściwości elektryczne przetworników słuchawek.

Tyle teorii, a praktyka?
Cóż.. w praktyce stwierdzenie które słuchawki wymagają wzmocnienia, do tego o jakich właściwościach i w jakim stopniu, jest w dużej mierze niemożliwe, dlatego najbardziej wiarygodne są testy „organoleptyczne”, które jasno wskazują czy dany model potrzebuje wzmacniacza. Jeśli różnice między wyjściem bezpośrednim a wyjściem wzmacniacza jest małe, przy naturalnie założeniu że oba te komponenty są należytej jakości, są minimalne, stwierdza się że słuchawki poradzą sobie bez ampingu.

Istnieje także przekonanie że nawet model nie wymagający na gwałt wzmocnienia będzie osiągał z jego użycia profit. Jest to prawda, przy posiadaniu odpowiedniego źródła, zastosowanie dobrego wzmacniacza słuchawkowego o odpowiedniej jakości elektronice, nie tylko zapoda należytą ilość mocy na wyjście, ale też wpłynie na odbiór muzyki zgodnie z charakterystyką brzmieniową samego wzmacniacza. Z tym z kolei wiąże się kolejny aspekt, a mianowicie:

Czy każdy wzmacniacz będzie dobry dla danych słuchawek?
Nie. Niestety nie. Wzmacniacze to urządzenia o unikatowych często właściwościach akustycznych, pozwalające na uzyskanie różnych sygnatur. Odpowiednie dopasowanie jest tutaj kluczowe, nie tylko pod kątem gustu ale i sprzętu do siebie. Wiele urządzeń oferowanych na naszym rynku, takich jak cenione wzmacniacze Moonlight czy Holdegron, są konstrukcjami domorosłymi DIY, zaś ich autorzy często optymalizują je pod kątem posiadanych przez zamawiającego słuchawek lub też życzeń co do upragnionego kształtu brzmienia. A jako że i sam rynek ma swoją szerokość, wzmacniacze różnią się od siebie czasami w stopniu dosyć znacznym, dlatego jeden, mówiąc potocznie, „klocek”, nie musi pasować do wszystkich słuchawek – i na ogół nie pasuje.

Dobrym przykładem są AKG K701 i K702, słuchawki uznawane za bardzo wybredne, potrafiące zgrać się średnio z np. bardzo cenionym Twin-Headem, ale z kolei ładnie komponujące się z Heed Canampem – którego główną zaletą jest duże napięcie na wyjściu, z którego oba modele korzystają w bardzo znaczący sposób. Najlepszym z kolei kompanem dla tych słuchawek jest bardzo drogi Leben CS300, na co wskazują odsłuchy ich posiadaczy, a więc znów mamy tu testy organoleptyczne ponad teoretyzowaniem. Są to jednak przedziały cenowe i jakościowe w których każdy detal zaczyna mieć znaczenie, stąd też podpięcie słuchawek mainstreamowych pod chociażby Holdegrona H1 nie będzie miało tak dużych konsekwencji i rozbieżności. Heed, mimo że ładnie się zgra z K701, czy też ze względu na swoją wydajność prądową, nawet takimi unikatami jak AKG K340 (naturalnie mowa o starych hybrydach, nie aktualnie dostępnych dokanałówkach), może okazać się gorszym kompanem dla innych słuchawek takich jak Sennheisery HD650, a którym z kolei w jego cenie (1400zł) dobrać będzie można sprzęt o wiele bardziej dopasowany. W droższych systemach audio z kolei, jego naturalne właściwości korygujące jakość źródła mogą już tylko przeszkadzać.

Podsumowanie
Jak się okazuje, wzmacniacze funkcjonują nie tylko jako dodatkowe zasilanie na wyjściu, ale mają także swoje właściwości brzmieniowe o cechach unikatowych i niepasujących do wszystkich słuchawek jakie są na rynku, bardziej do pewnej określonej grupy, a będącej inną dla każdego modelu. Dlatego też nie jest możliwe wskazanie „na sucho” perfekcyjnego wyboru i tak cenne są wskazówki i relacje osób posiadających różnorodne wzmacniacze słuchawkowe na forach dziedzinowych audio i potrafiących je ze sobą rzetelnie porównać. Nie jest też możliwe jednoznaczne stwierdzenie które słuchawki czerpią korzyści ze wzmacniacza, ponieważ jest to uzależnione od wielu cech, w tym ukrytych. To jednak nadaje wyborom takiej maści pewnego smaku, uroku niepewności i odkrywania unikatowości połączeń. I chyba właśnie to jest w wielu przypadkach motorem napędowym przy testach zgrywania się sprzętu ze sobą.



Komentarze zostały wyłączone.