Praktyczny poradnik kupowania laptopa

Kupujemy laptopa, decyzja niby podjęta, pieniądze uszykowane, super. Jednakże pytanie jakie rodzi się w tym momencie brzmi: jaki właściwie laptop kupić? Czy powinna to być jednostka duża czy też mała? Czy będzie można ją rozbudować w przyszłości chociażby w minimalnym stopniu? Czy damy radę podpiąć pod nią wszystko to co chcemy? Czy może lepiej jest jednak kupić małą stacjonarkę albo nettopa / all-in-one? A może w ogóle pomysł jest z kosmosu i lepsza okaże się w dalszym ciągu porządna, dobrze chłodzona, cicha i jednocześnie wydajna stacjonarka?

Na te i inne pytania postaram się znaleźć odpowiedź w niniejszym artykule, powstałym za podpowiedzią jednego z czytelników, jednocześnie jednak spróbuję unikać wskazywania konkretnych modeli na zasadzie „kup to lub to”. Rynek laptopów i netbooków jest tak duży i zmienny, że nie sposób jest przygotować na tyle dobrego i obszernego artykułu wraz z zestawieniem, aby móc objąć nim konkretne produkty, ponieważ za miesiąc będzie on nieaktualny i być może prowadził nawet do modeli, których już nie ma. Ten rynek to kalejdoskop, dlatego po konkretne modele w konkretnych cenach warto udać się na jakieś forum komputerowe, tylko zaznaczam: forum, a nie zbiorowisko kretyństwa, polecające 24/7 rzeczy, których w życiu na oczy nie widziało i o których nie ma pojęcia innego niż przekazała im siostra brata kolegi wujka ciotecznego zza Odry. Tak jak każda inna gałąź technologiczna związana z podzespołami bazowymi – za miesiąc wiele się zmieni, za kwartał wszystko, a że artykuł będzie dosyć długi, to żeby nie był nudny pozwolę sobie na ubarwienie go swoją charakterystyczną „dosadnością”. Jak wyżej zresztą dało się zauważyć.

 

Dlaczego laptopy są popularniejsze od PC?

Laptop to urządzenie nawet nie popularne, ale wręcz bardzo popularne. Rozwiązania zintegrowane znajdują obecnie tak wielu nabywców, że całkowita sprzedaż przewyższa komputery PC, a na taką sytuację składa się kilka pośrednich aspektów:

– „markowe” z marketu
winę za wymieniony wyżej stan ponoszą moim zdaniem głównie producenci „markowych” komputerów PC trafiających do marketów, makro, media i innych punktów masowej sprzedaży. Można wierzyć lub nie, ale ludzie nie potrafią sobie na ogół poradzić z komputerem, nie tylko z ich obsługą, ale kupnem, złożeniem, czymkolwiek związanym z aspektami sprzętowymi. Po prostu nie dysponują dostateczną wiedzą na ten temat i póki ktoś im nie pomoże pokazując palcem jak krowie na miedzy, nie są w stanie dokonać żadnej decyzji ani wyboru. Fakt ten niemiłosiernie wykorzystują wspomniani przeze mnie wcześniej producenci komputerów „markowych”, gdzie ich markowość określa chyba tylko fakt, że taka jednostka została nazwana. Na tym kończy się jej markowość a zaczynają kłopoty, przede wszystkim spowodowane lipnej jakości obudową, zasilaczem o zerowym stopniu bezpieczeństwa a także kiepską płytą główną. Obudowa nie ułatwia przepływu powietrza przez grzejące się wewnątrz niej podzespoły, które same w sobie też mają skromniutkie chłodzenie, często pasywne, a które bez porządnego termoobiegu można sobie wsadzić. Zasilacz swoją szrotowością nie daje w zasadzie żadnych szans na przeżycie komputerowi, jeśli nastąpi przepięcie albo awaria – to co jest montowane w komputerach z marketu woła o pomstę do nieba, w dużym skrócie. No i wreszcie płyta – najczęściej przestarzała i ograniczająca rozbudowę. Dlatego jeśli już kupować zestaw, to w normalnym sklepie komputerowym, co jednak wyjdzie drożej, ale przynajmniej nie będzie tam (a przynajmniej nie aż tak dużej) fuszerkowatości i składania komputera „na czas”, bo norma wynosi np. 50 maszyn dziennie, a testy wyglądają najczęściej tak: „Działa? Działa. Następna”.

W laptopie takich rzeczy nie ma. Co prawda można nabyć sprzęt z dosyć starymi podzespołami, ale laptop w większości przypadków nie jest jednostką modularną i pozwala tylko na minimalną rozbudowę o np. pamięć czy wymianę dysku na większy. Nie trzeba martwić się też termoobiegiem oraz zasilaczem. Ale żeby była między nami jasność – laptopów z marketu TAKŻE nie polecam. Poczytajcie sobie o tym jak są składowane, jak miło na nie kapie woda z sufitu itp. historie – i to z pierwszej ręki bo od pracowników tychże marketów. Także osobiście dziękuję, postoję, a przede wszystkim w życiu nie kupię laptopa z marketu.

– plomby i chłodzenie
dużym problemem stacjonarek chłodzonych powietrzem jest fakt, że mają sporo większą tendencję do zasysania różnego rodzaju syfu z mieszkania: brudu, kurzu, włosów i drobinek. Sprawny komputer to najczęściej dobrze chłodzony komputer, a co wymaga jego regularnego czyszczenia i konserwacji. Tu także pojawiają się problemy: ludzkie lenistwo i nieporadność oraz plomby gwarancyjne.

Ludziom po prostu nie chce się, nie mają czasu, wiedzy lub zdolności manualnych, aby wyłączyć komputer i go wyczyścić. Poważnie. Ba, oni nawet nie wiedzą w wielu przypadkach że w ogóle należy to robić, dlatego w problemach klasy „komputer się restartuje pomocy pomóżcie” zawsze będzie padała porada lub pytanie nt. stanu systemu chłodzenia procesora i karty graficznej. W przypadku zaplombowanej jednostki stacjonarnej, problemem są właśnie owe plomby. Dzięki nim zamiast samodzielnie dokonać naprawy / czyszczenia, trzeba wysłać lub oddać komputer do sklepu, a to oznacza n-czasu bez maszyny i brak gwarancji że wróci w jednym kawałku lub dokładnie taka jaką zakupiliśmy. Ciekawym aspektem będzie też bezpieczeństwo danych na dysku twardym.

Laptop ma w tym miejscu przewagę – jego podzespoły są wykonane w nieco innej technologii energetycznej, przez co zużywają mniej prądu i dzięki temu mniej się grzeją. Pozwala to na zastosowanie na ogół jednego tylko wentylatora, który poprzez system ciepłowodów połączony z układem graficznym i procesorem, chłodzi w pojedynkę wszystkie newralgiczne elementy laptopa. Łapie też sporo mniej kurzu i nie wymaga tak częstej konserwacji. Rzesze „komputerowych ciapciaków co mają dwie lewe ręce”, jak to kiedyś dosyć dosadnie powiedział mój znajomy, już się cieszą. Bez urazy oczywiście.

Ogromną zaletą chłodzenia w stacjonarce jest jednak możliwość wymiany na lepszy / cichszy model chłodziwa, albo po prostu sprawny, jeśli wentylator się zużył i istnieje możliwość dokupienia kolejnego. Laptop takiej zalety nie ma. Jeśli wentylator ulegnie uszkodzeniu, to najczęściej „umarł w butach”.

– mobilność
to największy atut każdego laptopa, w zasadzie sens jego istnienia. Dzięki podzespołom zużywającym małe ilości energii, możliwa jest praca na baterii w terenie. Stacjonarka takiej opcji nie ma, co najwyżej możliwość zastosowania UPSa jako systemu „podtrzymywania życia”, jeśli zabraknie prądu.

– gabaryty i głośność
wiele osób ceni sobie małe wymiary urządzeń na jakich pracuje. Laptop zalicza się do tych, które umożliwiają normalną pracę jak na komputerze stacjonarnym, ale w kompaktowym, przenośnym i lekkim wydaniu, oszczędzając tym samym sporo miejsca na biurku i pod nim, niwelując kilometry kabli i tony zalegającego między nimi kurzu. Na ogół też tani laptop jest sporo cichszy od taniej stacjonarki – ponieważ siedzą tam komponenty najtańsze lub po prostu standardowe, a te nie należą do najcichszych, zwłaszcza gdy użytkownik nie potrafi nawet wejść do BIOSu i włączyć systemu automatycznej kontroli obrotów wentylatora. Ale nawet i z włączonym takim systemem nie ma żadnej gwarancji, że komputer wyciszy się w cudowny sposób w stopniu znacznym.

– cena najtańszych urządzeń i transport 
a że wspominałem wyżej o najtańszym vs najtańszym – już za 1000zł można mieć 15” nowego laptopa do pracy z dosyć pojemnym dyskiem i 2-3h na baterii. W tej cenie ma się więc jakby nie patrzeć monitor + komputer + klawiaturę + swoisty UPS + w miarę ciche chłodzenie wbudowane. Często też w gratisie znajduje się torba, myszka, może jakieś oprogramowanie, także można będzie całość zabrać nawet na rower i w taki sposób dojechać do domu. Stacjonarka wyniesie więcej, będzie większa i trudniejsza w transporcie, bez jakiegokolwiek UPSa i z mniejszą ilością gratisów, choć zależy to oczywiście od oferty. Będzie też oparta o standardowe chłodzenie i stare lub kiepskie podzespoły, tak jak już nadmieniałem wcześniej. Aby dało się na nim np. grać, będzie trzeba wymienić więcej niż tylko kartę graficzną, do tego posiadać wiedzę jak to zrobić, zdolności manualne etc. Za dużo babrania się, pomyśli większość.

– system w zestawie
ogromna ilość laptopów dostępnych na rynku ma w sobie preinstalowany system OEM, który wynosi tyle samo lub nieco mniej niż wersja OEM dostępna osobno w sklepie. Systemy OEM z rodziny Windows jednak mają to do siebie, że jeśli zmieni się jakiś kluczowy element konfiguracji sprzętowej komputera, zaczną ryczeć o ponowną aktywację, w takiej sytuacji już tylko telefoniczną. Dlatego o wiele większy sens ma posiadanie systemu OEM na laptopie, niż na stacjonarce.  Niestety większość, jak nie wszyscy, producenci nie dają płytki z systemem a jedynie możliwość stworzenia obrazu z instalacji, która jest na dysku w ukrytej partycji. W efekcie:

– osoba korzystająca z laptopa musi stworzyć backup, może w ogóle nauczyć się go robić
– ma przypięty na stałe system do laptopa, nie może z nim nic innego zrobić
– w przypadku awarii dysku i bez posiadania owego backupu / obrazu, może się pocałować

To niestety aspekty, z którymi należy się liczyć. Istnieje możliwość kupna laptopa co prawda bez systemu lub z Linuxem, ale tych pierwszych jest jak na lekarstwo w zakresie ofert całościowych producentów, a tych drugich nie kupi szary Kowalski, bo z Linux kojarzy mu się z hakerami i bardzo wysokim poziomem zaawansowania i problemami, przez co na pewno nie podoła wyzwaniom jakie postawi przed nim ten system.

 

Kiedy zatem warto kupić laptopa i jakie mamy alternatywy?

Najprościej odpowiadając, laptopa warto kupić wtedy, gdy jest to opłacalne i niezbędne. Zakup powinien być usprawiedliwiony poniższymi aspektami, które odpowiadają na pytanie – jakich cech szukam, że chcę zdecydować się na laptopa? Np.:

– czy mobilność i praca na baterii to rzeczy z których naprawdę będę korzystał? Jeśli laptop ma sobie tylko stać w miejscu, gdzie wcześniej stała stacjonarka, a ja mam tylko rżnąć baterię ciągłym pełnym naładowaniem, to czy jest ku temu sens? Może lepiej pomyśleć o all-in-one?

– czy brak możliwości rozbudowy to cena, którą jestem w stanie zapłacić? Kupno laptopa to swego rodzaju kajdanki, jest się przykutym do jego możliwości i mocy obliczeniowej, nie da się go na ogół podkręcić w żaden sposób z poziomu BIOSu a i z perspektywy samej logiki byłoby to ryzykowne ze względu na skromny układ chłodzenia, zaprojektowany by radzić sobie z konkretną wartością TDP.

– bardziej stać mnie na taniego laptopa niż na stacjonarkę, którą dodatkowo musiałbym gdzieś upchać w pokoju?

– jak wielkiej mocy obliczeniowej potrzebuję? Czy wystarczy mi maszyna do Internetu i komunikatorów? Czy też chcę mieć pełnowymiarowego laptopa na którym zrobię wszystko prócz zaawansowanych aplikacji i gier? A może coś mocniejszego graficznie, aby i takie programy udźwignąć? Wszystko zależy od tego co chce się robić.

No właśnie. Spróbujcie odpowiedzieć sobie na powyższe pytania, a wiele rzeczy powinno już na tym etapie stać się jasnych i oczywistych.

Laptop to dobra opcja dla każdego kto jest w biegu – często podróżujących osób, studentów, nauczycieli, czy też naturalnie biznesmenów i handlowców. W przypadku osób które rzadziej wyjeżdżają, staje się najczęściej energooszczędną maszyną codziennego użytku (zwłaszcza gdy samemu płaci się rachunki za prąd) lub drugim komputerem np. backupowym + przeznaczeniu nocnym, bowiem można wykorzystać go do trzymania zsynchronizowanej kopii danych z komputera stacjonarnego i wykorzystywać jednocześnie jego mobilność zabierając go do łóżka. Brzmi może dwuznacznie, ale to świetne i wygodne zastosowanie, do tego ciche i nie zakłócające snu innym domownikom hałasem oraz łuną bijącą z monitora. Laptop więc w roli maszyny drugorzędnej może sprawdzić się bardzo dobrze i być idealnym uzupełnieniem stacjonarnej stacji roboczej (w końcu czy do YouTube’a potrzebny jest aż i7?).

Jeśli dążeniem przyszłego posiadacza jest jednak osiągnięcie po prostu większej ilości miejsca na biurku i nie chce wychodzić poza wydajność, jaką można byłoby przypisać laptopowi biznesowemu, powinien zastanowić się nad kupieniem nettopa albo all-in-one, ewentualnie złożyć sobie malutkiego MMPC. Nettop to miniaturowy komputer o pełnej integralności, będący stacjonarnym odpowiednikiem netbooka, tyle że o nieco większej mocy i z większą ilością wyjść. Wystarczy dokupić monitor, standardową klawiaturę, myszkę i zacząć pracę.

Często jednak bardziej kuszącą opcją jest AIO (All-In-One), czyli monitor ze zintegrowanym w sobie komputerem, w wielu przypadkach będącym wydajnościowo dosyć mocnym laptopem mainstreamowym. Urządzenia takie produkują Apple, Dell czy też Asus, a ich największą zaletą jest zakup wszystkiego w jednym i bardzo duża oszczędność miejsca, zwłaszcza w połączeniu z urządzeniami bezprzewodowymi. Problemy mogą zacząć się w momencie, gdy monitor wbudowany w taką maszynę okaże się niewystarczający, może nawet nie rozdzielczością, a jakością generowanego obrazu, ew. zaczną się z nim problemy. Na szczęście wtedy przychodzi z pomocą osobny output i możliwość podpięcia dodatkowego monitora, które rozwiąże każdy z tych problemów. Poza tym jakoś nie widać aby posiadacze np. iMac’ów narzekali na kwestie jakościowe lub tego typu ograniczenia (choć tak po prawdzie to w większości przypadków nawet gdyby zaistniały, to i tak by nie narzekali). Tak czy inaczej AIO wydają się ciekawszą opcją niż nettopy i jeszcze bardziej oszczędną w kontekście dostępnego miejsca na biurku. Czasami może to być spora różnica mimo wszystko.

Istnieje także alternatywa w postaci MMPC (MultiMediaPC) i wszystkiego, co jest możliwe do złożenia na płytach od mATX w dół (głównie ITX i pochodne). Jest to jednak opcja realna tylko dla osób z doświadczeniem w składaniu i planowaniu takich urządzeń. Koszt jest większy niż w przypadku maszyny stacjonarnej, jednak zajmuje ona o wiele mniej miejsca i jest tak samo cicha, jeśli zastosuje się przemyślane rozwiązania i dobre komponenty. Poza tym złożenie takiego komputera daje sporo frajdy.

Wracając jednak do tematyki laptopów – laptop działający jak stacjonarka musiałby być ciągle podpiętym pod prąd, a to wymusza specyficzne obchodzenie się z baterią, co też 99% ma totalnie gdzieś. W efekcie mają zawsze w pełni naładowane ogniwo, co wydatnie skraca żywotność baterii. Także radziłbym poczytać sobie o kwestiach zapewnienia baterii maksymalnie długiej pracy (podpowiem: bateria rozładowana do 50-40% pojemności, wyjęta i trzymana w suchym chłodnym miejscu), jeśli wybór mimo wszystko padnie na laptopa, a który będzie zastępował komputer stacjonarny, reklamowany swego czasu jako „DTR”.

DTR to skrót od DeskTop Replacement – marketingowego hasełka wymyślonego po to, aby posiadaczy komputerów stacjonarnych, głównie tych wysłużonych, skusić na zakup mocniejszego i droższego laptopa. Oczywiście nikt nie wspominał o tym że sens posiadania laptopa który działa i tak w pozycji stacjonarki, jest skrzywiony niczym obraz polskiej polityki, a w cenie tegoż urządzenia można byłoby nabyć wydajniejszą jednostkę stacjonarną.

 

Decyzja – jednak kupujemy laptopa. Jakie zatem mamy opcje?

Opcji jest wiele, choć można byłoby podzielić na oko na cztery segmenty, ze względu na jeden tylko wskaźnik: stosunek mobilności do wydajności (oczywiście ceny są mocno uśrednione):

 

 

Netbooki, smartbooki i tablety PC – najmniejsze urządzenia jakie możemy kupić, a które zaoferują nam przede wszystkim maksymalny czas pracy na baterii, wahający się średnio od 5 do 14 godzin, a także stały dostęp do sieci i możliwość kontaktu ze znajomymi. Oczywiście na netbooku można pracować tak samo jak na zwykłym komputerze, tyle że na sporo mniejszym ekranie, mniejszej klawiaturze, do której niewątpliwie trzeba będzie się przyzwyczaić, beznadziejnym gładziku dla osób o dużych dłoniach oraz ogólnej wydajności na poziomie leciwych Pentium III, jeśli mowa konkretnie o Atomie, bo takie też wrażenie miałem osobiście pracując na tym procesorze.

Spokojnie da się pracować z MS Office, zagrać w stare gry typu Heroes III lub Anno 1503, przeglądać Internet, nawet oglądać filmy – i to wszystko w wydaniu mini + sporym czasem na baterii. Z kolei tablety PC robią obecnie niezłą furorę i wybijają netbooki z rynku – wyobraźcie sobie dotykowego, przerośniętego smartfona z Androidem, na którym zrobicie wszystko co jest związane z Internetem, w dodatku korzystając z całej masy darmowych aplikacji dostępnych na ten system. Dotykowość przy tak dużym ekranie jaki ma nowoczesny tablet PC ma spory sens, choć cena tych urządzeń może być wyższa niż samego netbooka i oscylować w granicach budżetowego, biznesowego, pełnowymiarowego laptopa. Tyle że taki laptop nie pojeździ 14h na baterii…

Laptopy biznesowe – to najbardziej rozpowszechniony typ maszyn, które cechuje zazwyczaj atrakcyjna cena i bardzo zrównoważone osiągi. Wydajność bowiem stoi na poziomie typowego komputera PC zorientowanego na CPU, na matrycy 15” da się zobaczyć sporo więcej niż na netbooku, czas pracy na baterii jest optymalny a i da się odpalić co lepszy tytuł na low-med detalach, nie mówiąc już o pojemnym dysku twardym i 2GB pamięci, które pozwalają na spokojną pracę z wieloma programami jednocześnie. Niestety często w parze z atrakcyjną ceną idą problemy natury konstrukcyjnej i jakościowej, objawiające się niskiej klasy wykończeniem, kiepskimi klawiaturami, wolnymi dyskami twardymi, których jedyną zaletą jest chyba wymieniona przeze mnie wcześniej pojemność, czy też dziwnym i niepraktycznym rozplanowaniem gniazd oraz otworów wentylacyjnych.

Dlatego też zanim zdecydujemy się na kupno takiego laptopa, warto poszukać jego recenzji, np. na notebookcheck, dysponującym też ogromną bazą informacji nt. podzespołów mobilnych stosowanych w laptopach.

Laptopy mainstreamowe – zaraz po biznesowych są najczęściej rozchwytywane przez co bardziej wymagających użytkowników, którzy planują sobie nieco więcej pograć lub potrzebują po prostu zadowalającej mocy w wydaniu mobilnym. Cena jest co prawda większa, ale dostanie się za te pieniądze przede wszystkim nowoczesną maszynę z Sandy Bridge z dosyć dobrym wyposażeniem i wydajnością. Pod tym względem jest to bardzo zrównoważony zakup, choć bateria zaczyna już schodzić czasami na dalszy plan.

Laptopy średniego szczebla są przeznaczone głównie dla tych osób, które w pełni chcą przesiąść się z klasycznego komputera PC na laptopa i ponieść przy tym jak najmniejszą ilość potencjalnych wyrzeczeń oraz kompromisów, choć i tak częściowo muszą się z nimi liczyć. Nie ma to być maszyna na jeden sezon, tylko na długi okres czasu. Przy dobrze utrzymanym systemie i regularnych konserwacjach zarówno samego sprzętu jak i oprogramowania, szansa na spełnienie tych oczekiwań z tymi urządzeniami jest bardzo duża.

Laptopy dla graczy – co tu dużo mówić, maszyny przeznaczone dla najbardziej wymagających, z mocnymi procesorami wielordzeniowymi, kartami graficznymi i dyskami twardymi nierzadko spiętymi w dualu, no i oczywiście ceną potrafiącą dochodzić do 8-11k złotych. Sprzęt o największym stopniu dewaluacji i jednocześnie najmniej mobilny – grubszy i cięższy od normalnego laptopa, z zupełnie niespotykanym w tamtych segmentach systemem chłodzenia wielowentylatorowego oraz baterią dołożoną chyba tylko jako dodatek.

Laptopy dla graczy leżą wydajnościowo dalej niż DTR i są jakoby ich rozwinięciem, ale ze względu na unikatowość konstrukcji takich urządzeń, są one zagadnieniem odosobnionym od zakupu normalnego laptopa. Są głośniejsze gdyż mają w/w rozbudowane systemy chłodzenia, a bateria służy im za typowy kilku-kilkunastominutowy UPS, także z pracy mobilnej najczęściej są nici, zaś cena potrafi zaskoczyć niejednego amatora konfiguracji dla graczy. Także pytanie zasadnicze jakie się tu rodzi to sens zakupu czegoś, co w teorii miało być mobilne a w praktyce wyszedł potwór.

Z drugiej strony, pomimo wszystkich jej wad, jest to nadal maszyna przenośna, więc zabranie gdzieś ze sobą na wyjazd otoczenia w którym się gra i które jest już odpowiednio skonfigurowane, jest niebagatelne. Oczywiście o ile użytkownik będzie w stanie wytrzymać przy nim ten czas, w którym nie gra i nie siedzi w słuchawkach, skutecznie zagłuszających szum jego wentylatorów.

 

No dobra, model upatrzony, na co mamy patrzeć?

Jeśli już wiemy co chcemy zakupić, sprawa będzie łatwa aby przenieść ją na forum i tam kontynuować wybieranie już konkretnego egzemplarza. W teorii. W praktyce będę z Wami szczery: nie ma co liczyć że traficie na 100% mądrych odpowiedzi, czasami trudno będzie zdobyć i te marne 20%. Przygotujcie się na to, że po drugiej stronie będą siedzieć ludzie, którzy mają ujemne pojęcie o tym o czym mówią. Dlatego ZAWSZE proście o dobry opis i argumentację, ale ponad wszystko szukajcie w sieci poważnych recenzji. Czemu? Bo w sieci każdy głupi jest mądry, a każdy mądry jest głupi. Ja też mogę siedzieć i pajacować przed komputerem, będąc na drugim końcu Polski i wmawiać Wam jaki to dany model laptopa jest super mega wspaniały … wnioskując tylko po opisie na aukcji czy też w sklepie. Takich mądralińskich jest na pęczki i chyba żaden z nich nie wie, jak wielką krzywdę wyrządza innym, naciągając ich na kupno sprzętu który wcale nie jest taki super jakby tego się oczekiwało. A na każdy problem jaki potem wyrośnie, skomentują użytkownika że „się nie zna” i stąd problemy, albo nie będą odpowiadali w ogóle. Zatem na co patrzeć?

– realny czas pracy na baterii
Jeśli laptop ma działać na baterii, nawet od czasu do czasu, to warto założyć że podane wartości na aukcji to stek bzdur albo totalne maksimum, jakie można wykroić z danej konfiguracji, tyle że nic nie robiąc i mając wyłączone WiFi.  Pod tym względem należy też szukać recenzji, w których czas pracy jest realnie testowany i laptop poddawany jest faktycznemu obciążeniu.Warto też przyjrzeć się systemom umożliwiającym oszczędzanie energii takim jak np. nVidia Optimus, który pozwala wyłączyć układ graficzny tegoż producenta i działać wyłącznie w oparciu o słabszy i jednocześnie mniej prądożerny układ wbudowany w procesor.

– układ klawiatury i gładzik
Te dwie rzeczy będą ustalały łatwość pisania i nawigacji podczas korzystania z laptopa na wyjeździe. W przypadku klawiatury w zasadzie zawsze. Dlatego warto przyjrzeć się jej konstrukcji i układowi, czy nam pasuje. Zwróćcie uwagę na oznaczenia na klawiszach, ponieważ naciśnięcie klawisza Fn i któregoś z symboli spowoduje uaktywnienie się danej funkcji. Można w ten sposób łatwo sterować np. głośnością czy też jasnością matrycy. Człowiek ma tendencję do przyzwyczajania się, ale jeśli laptop będzie miał inny układ klawiatury niż ten, do którego przywykliście, będzie to oznaczało sporadyczne lub częste problemy.

– matryca LCD
Niestety tutaj trzeba będzie sięgać bardzo głęboko w wyniki wyszukiwania w Google, bowiem na jej temat, poza podstawowymi parametrami takimi jak wielkość i rozdzielczość, nie dowiecie się nic, a przynajmniej nie tego o czym za chwilkę powiem w akapicie nt. czego nie da się sprawdzić.

– liczba gniazd USB
Inną istotną kwestią jest ilość gniazd USB, ponieważ będzie ona ustalała maksymalną ilość urządzeń podpinanych do przyszłej maszyny. Tak, są HUBy, ale wątpię aby komuś się chciało latać z wiszącym na kablu HUBem po podwórku lub w pociągu.

– układ chłodzenia oraz rozplanowanie otworów
Co producent to inne chłodzenie, a głośności nie da się sprawdzić przed zakupem bez klarownego opisu w jakiejś recenzji. Da się za to sprawdzić rozmieszczenie otworów chłodzących. Powietrze musi przepływać aby rozpraszać ciepło nagromadzone w radiatorze wewnątrz maszyny, toteż musi mieć nie tylko otwór wylotowy ale też i wlotowy. Z tym pierwszym nie będzie zapewne problemu bo nikt nie jest na tyle tępy aby go czymś przykrywać (tak sądzę). Problemem jednak może być wlot, bo bywa on umieszczany w różnych miejscach. Samsung R580 na ten przykład ma wlot i wylot jednocześnie na krawędziach w lewym górnym rogu, jak najbliżej siebie, aby wydajność chłodzenia była jak największa. Asus K52DE z kolei powietrze zasysa od spodu i z przodu, na wysokości gładzika.

 

To tylko przykłady, ale pokazują, że w przypadku R580 raczej niemożliwe jest zablokowanie / utrudnienie przepływu, w K52 już tak = laptop na kolanach i przygnieciony brzuchem może dosyć szybko się nagrzać i osiągnąć wysoką prędkość obrotową, ponieważ wentylator nie ma skąd brać powietrza. Dlatego trzeba się bacznie przyglądać otworom na zdjęciach i pozyskać ich jak największą ilość przed zakupem.

– dostępność do podzespołów i możliwości rozbudowy
Ten aspekt jest szeroko pomijany przez użytkowników, ale każdy kto potrafi obsługiwać śrubokręt i lubi utrzymywać swoją maszynę w dobrym stanie bez wybebeszania wszystkiego ze środka tylko po to, aby dostać się do jednej zakichanej śrubki, powinien zwrócić na to uwagę. Zdjęcia spodu laptopa jak najbardziej wskazane.

Warto też prześledzić opcjonalną rozbudowę laptopa. Dołożenie pamięci na ogół jest możliwe, także 4GB powinny spokojnie móc się znaleźć. To samo tyczy się dysku twardego, którego wymiana często magicznym sposobem przyspieszy działanie całego komputera (głównie jest to opcja realna dla posiadaczy laptopów bez przypisanego systemu OEM). Gorzej z pozostałymi komponentami, laptopy dla graczy umożliwiają pod tym względem sporo więcej, choć sytuację co do urządzeń drugorzędnych ratuje rozszerzenie ExpressCard, o ile laptop takowe posiada.

– gwarancja producenta, gwarancja i opinia o sklepie, wyprzedaże
Nie wszystko złoto co się świeci, dlatego są to ostatnie, ale także ważne, aspekty, którym warto się przyjrzeć. Przede wszystkim gwarancji producenta, bowiem różne firmy różnie ją egzekwują i formułują. Sklep w którym dokonujemy zakupu również jest ważny i czasami dopłacenie np. 50zł do takiego samego modelu w Gralu czy X-KOMie może wyjść w przypadku ewentualnych problemów posiadaczowi laptopa bardziej na zdrowie, niż kupując z firmy Krzak z miejscowości Bobki Małe z drugiego końca Polski. Uwaga także na wyprzedaże na Allegro, ponieważ trafiają tam najczęściej modele przestarzałe i z drobnymi wadami i ograniczoną czasowo gwarancją, o których albo nie zostało nigdzie napisane, albo zostało, ale drobnym druczkiem.

– cena
O tak, na to patrzą wszyscy, ale cena nie zawsze jest odzwierciedleniem faktycznej opłacalności, bardziej jest to wskaźnik że z danym modelem jest coś nie tak jak być powinno. Laptop w atrakcyjnej cenie najczęściej oznacza że po prostu ktoś chce się produktu pozbyć – przyjmując tą jakże brutalną zasadę, człowiek nabiera podejrzliwości, która nawet jeśli jest nad wyraz, przy zakupie jest mocno wskazana. Z kolei zbyt wysoka cena może oznaczać burżujską marżę sklepu, toteż warto przed zakupem rozejrzeć się na ceneo czy skąpcu, ale nie w zakresie najtańszych cen laptopa, a tych uśrednionych, występujących najczęściej.

 

Czego z kolei NIE DA się sprawdzić?

Mimo że użytkownik przed zakupem może sprawdzić wiele, nie sprawdzi wszystkiego. Nie da się bowiem określić często:

– platformy, chipsetu, producentów wewnętrznych urządzeń
Na ogół nawet w recenzjach potrafi być na ten temat bardzo skąpo. Na pewno aukcja o tym przemilczy. W kolokwialnym skrócie: kupujecie netbooka, wszystko pięknie, wszystko super, odpalacie HWiNFO… płyta główna na chipsecie Intel 945GME. Niestety ale producenta touchpada, WiFi czy sieciówki też nie da się sprawdzić z fotela przed dokonaniem zakupu, jeśli model ten nie został bardzo wnikliwie opisany w recenzji albo na stronie producenta.

– jakości i skoku klawiatury
Jeśli tego nie napisali w recenzji, to trudno będzie dowiedzieć się jak dana klawiatura się sprawuje. Nawet jeśli ktoś ma już podobny model i mówi że „dla niego wszystko jest OK”, to nadal jest to dla niego ok, a nie dla kogoś innego.

– dysku twardego
Poza pojemnością najczęściej bez recenzji nie da się stwierdzić co faktycznie kryje się wewnątrz zakupywanej maszyny. Można nastawić się że będzie to jakiś Momentus 5400 RPM 8MB i że poza pojemnością nie zaoferuje zbyt wiele, skutecznie ściągając wydajność dyskową w dół. Problem ten dotyczy głównie tańszych laptopów.

– matrycy LCD
O jakości matrycy żadna aukcja ani forumowicz Wam nie powie, bo nie zwróci uwagi na jej jakość, jedynie na wymienione wcześniej wielkość i rozdzielczość. Przygotujcie się zatem do wspomnianego grzebania po Google i recenzjach za opisami matrycy w Waszym przyszłym modelu, ale przede wszystkim nastawcie się mentalnie: Wasz ekran na ogół będzie najtańszym jaki mógł wmontować producent laptopa, chłodny do bólu i ze zbyt mocno podbitym kontrastem. Da się to co prawda skorygować z poziomu driverów układu graficznego, ale tylko do pewnego stopnia. No i nic nie da się zrobić na mocny contrast shifting, jeśli matryca jest naprawdę niskiej jakości, a o czym jegomość polecający na forum pewnie nawet nie miał najmniejszego pojęcia, bo nie napisali o tym na aukcji w Allegro…

– temperatur pracy i głośności chłodzenia
Jeśli nie ma tego w recenzji to nie macie zielonego pojęcia jak dany model się zachowa. Tutaj pomocne mogą być opisy innych użytkowników, ale pamiętajcie – różni ludzie pracują w różnych środowiskach i pojęcie „ciche” jest pojęciem bardzo względnym. Dla mnie osobiście jeśli coś jest ciche, to oznacza to niemal bezgłos, najwyżej lekki szumik, dla kogoś innego już niekonieczne.

– kompatybilności sterowników
Wielu producentów modyfikuje obecnie DeviceID układu graficznego, przez co wymuszają sztucznie na użytkowniku instalację sterowników tylko i wyłącznie poprzez pobranie ich z własnej strony internetowej. Oczywiście są one najczęściej nieaktualne i tylko pod określony system operacyjny, co w przypadku laptopów bez systemu i chęci korzystania np. z Visty albo Linuxa jest bezczelnością i kutafoństwem w biały dzień. W przypadku innych wersji Windows niż 7 można próbować zmodować sobie sterowniki ręcznie lub instalować je z obejściem instalatora – ten drugi sposób przydaje się wtedy, gdy po prostu chcemy zainstalować sam sterownik lub sterownik od producenta naszego laptopa, ale rzekomo przeznaczony tylko do Windows 7 (ponieważ w 98% przepadków tylko taki teraz jest oferowany). Użytkownicy Linuxa mogą za to się pocałować, przynajmniej jeśli chodzi o „zaszmacone” w ten sposób DeviceID kart z serii Radeon, gdzie nie można włączyć normalnie lub przez konsolę pobranych repo wprost od ATI. A teraz najlepsze: tego nie da się sprawdzić, bo nawet w recenzji o tym nie będzie zapewne ani słowa. O Linuxie już w szczególności – HD5470 udało mi się uruchomić dopiero na Ubuntu 11.04, reszta distro = no luck. Wkurzające prawda? Więcej na ten temat (oraz o potencjalnych solucjach) można przeczytać w recenzji laptopa Asus K52DE z grudnia. Jest to też powód dla którego znalazł się chociażby przy akapicie nt. chłodzenia – na jego przykładzie łatwo było mi opisać niektóre rzeczy.

– producenta baterii
Wydaje się to głupie, żeby sprawdzać producenta baterii, ale niestety nie jest to czynność pozbawiona sensu. Od jakości wykonania ogniwa zależy bowiem jego żywotność – dobrej jakości bateria Li-ion, np. Panasonica, w dobrych rękach potrafi spokojnie przeżyć do 4 lat, zanim zacznie wykazywać jakiekolwiek oznaki zmęczenia. Bateria marki „Samniewiem” z kolei poszczyci się połową tego okresu. Wszystko zależy od producenta danego urządzenia oraz użytych materiałów, a których na ogół również nie da się sprawdzić. A wystarczy tylko wyjąć ogniwo i przeczytać plakietkę.

 

Podsumowanie

Jak zaznaczyłem na samym początku, intencją moją było stworzenie uniwersalnego poradnika, który przeprowadzi czytającego przez cały proces kupowania laptopa, od chwili gdy wpadł na ten pomysł, po aspekty i przesłanki, którymi warto się kierować podczas zakupu. Wolałem uczynić właśnie tak, niż wytypować listę modeli, które warto będzie brać „tu i teraz”, ale „tam i jutro” już niezbyt. Mam nadzieję, że mi się udało i wyjdzie z tego o wiele więcej pożytku i wiedzy dla kupujących, tych teraz jak i przyszłych. Teraz bowiem powinno być jasnym na co patrzeć w kilku kluczowych zagadnieniach, również czego nie da się sprawdzić i na co uważać w zakresie radzenia się innych.

There are 8 comments

Comments are closed.