Recenzja laptopa ASUS K52DE-EX016

Czasami jest tak że ślepa pogoń za wydajnością przesłania zdrowy rozsądek i logikę. W przypadku notebooków najczęściej kryterium wyboru są cena + wydajność, czy to źle? Ależ skąd… tylko czasami warto zadać sobie pytanie: „jakim kosztem?”. Rynek reagujący na potrzeby konsumentów ma tutaj o tyle swoją wadę, że owi konsumenci nie zawsze wiedzą czego chcą, nie wszystkie pomysły są trafione i nie wszystkie muszą się przydać w codziennym życiu. Jeśli ktoś był typowym gadżeciarzem a jednak wyrósł z tego, zapewne wie co mam na myśli.

W przypadku notebooków zapomina się bardzo często o wielu parametrach definiujących płaszczyznę stricte użytkową urządzenia. Wystarczy popatrzeć chociażby na dowolną recenzję na łamach notebookcheck.pl aby zauważyć że wydajność i cena są takimi samymi składowymi jak jakość wyświetlacza czy czas pracy na baterii. Jeśli dołożymy do tego oceny komfortu użytkowania wynikające z wagi urządzenia, gładzika, klawiatury, kultury pracy układu chłodzenia i jego wydajności, napędu itp. itd., to okazuje się że wcześniej wybrany notebook na zasadzie np. „bierz [nazwa produktu] bo masz i3”, wcale nie jest takim cudownym modelem.

 

Słowem wstępu

Notebooki mają to do siebie że nie są modularne, można wprowadzać im drobne zmiany w konfiguracji jak np. nowy dysk czy też więcej pamięci, ale na tym w dzisiejszych czasach na ogół koniec (pomijając ExpressCard, a także sporadyczne modularne układy graficzne oraz bardzo stare modele z wymiennymi procesorami). Matrycy nie zmienimy na lepszą, nie wymienimy gładzika, nie odchudzimy też samej maszyny gdy jest za ciężka ani nie zrobimy z dosyć prądożernej jednostki typowego power savera z 12h czasem pracy. Wybór musi więc uwzględniać wszystkie cechy, wszystkie za i przeciw, a nie tylko banalne „nie bierz tego bo w tej cenie masz i3”. Czemu akurat piszę o i3? Bo jest to pewien typ najczęściej padającego argumentu.

Jeśli szukam zatem w miarę wydajnego procesora z w miarę wydajną kartą którą łatwo będzie się zarządzało, z wysoką ergonomią i jakością wykonania, z cichuteńkim systemem chłodzenia który nie działa kosztem temperatur (bo i tak się zdarza) a także z w miarę wysokim czasem pracy i z przeciętną matrycą ale za to w bardzo odpowiedniej cenie, to może się okazać że ten „polecany i3” da mi tylko kilka cech z wyżej wymienionych, szybko okaże się że matryca jest poniżej przeciętnej, czasy pracy bardzo krótkie, klawiatura niewygodna, gładzik fatalny, konstrukcja przeciętnej jakości, tak samo wykończeniówka, a chłodzenie wyraźnie budzi się do życia przy zwykłym odpaleniu Firefox’a, do tego w dosyć wysokich temperaturach. Mam zatem wydajność, mam te swoje „bierz [nazwa produktu] bo masz i3”, ale zależało mi na mobilności która nie istnieje. Nie wezmę go sobie na kolana bo przypalę sobie spodnie przy procesorze rozgrzewającym się do 70’C, nie wykorzystam faktu posiadania baterii bo mam tylko 2h pracy z WiFi na sieci i niecałą godzinkę w stresie, bardziej jest to więc do potraktowania jako UPS niż zasilanie bateryjne. W takiej sytuacji zaczyna się żałować że posłuchało się na forum rad „bierz [nazwa produktu] bo masz i3”, teraz albo sprzedaż, albo próba oddania do sklepu w przeciągu 10 dni czy ileś tam. Więcej kłopotu niż korzyści. Oczywiście to sytuacja hipotetyczna, często spotykana ale mająca (na całe szczęście) od siebie wyjątki w postaci naprawdę fajnych laptopów bez większych wad a nadal zachowujących swoją wydajność.

W gąszczu myśli jednakże pojawia się zalążek pewnego stwierdzenia: „do more with less”. Co by było gdyby zdobyć laptopa o niższej wydajności ale lepszych właściwościach użytkowych? To swego rodzaju powrót do sensu – podkreślę jeszcze raz – sensu komputerów przenośnych, obejściu bardzo drogich maszyn klasy DTR (ang. DeskTop Replacement) a skupieniu się na posiadaniu komputera dosyć poręcznego, stricte osobistego, umożliwiającego pójście z nim w plener na parę godzin, posiadającego na tyle sporą wydajność aby można było bez problemu uruchomić na nim nawet co poważniejsze aplikacje graficzne (nie, nie mówię tu o Photoshopie, jego „optymalizację” pod tym względem przemilczę, a przynajmniej pod Windowsem).

Wychodząc z aktualnego podziału rynku, mamy obecnie dwa przeciwległe do siebie bieguny – DTR i netbooki. Pierwsze mają maksymalną wydajność kosztem czasu pracy na baterii, głośności i temperatur. Z kolei drugie są cichutkimi maratończykami baterii, gdzie kosztem wydajności osiąga się 5h z WiFi i 8h w spoczynku w przypadku Eee 1005HA-M, opisywanego już wcześniej na Techfanatyku, czy też 8h z WiFi i 12h w spoczynku w przypadku Nokii Booklet 3G. Są też takie tuzy jak rodząca się aktualnie klasa „smartbooków”, a których przedstawicielką póki co jest Toshiba AC-100, oparta na 1GHz Tegrze od nVidii, osiągająca imponujące 5-8 dni w standby mode. Można więc jak widać dopasować sobie konkretne rozwiązanie do własnych potrzeb, ale nie jest to wolność wyboru o jakiej można sobie pomarzyć. Mimo że jesteśmy w XXI wieku, nadal technologie mobilne są skazane na ograniczenia – nie da się pogodzić póki co wysokiej wydajności z bardzo długim czasem pracy na baterii, nie da się pogodzić niskich temperatur z ciszą i jednoczesną wydajnością (cały czas mowa o rozwiązaniach mobilnych). Dlatego osoby szukające uniwersalnych maszyn o wielu atutach muszą albo się nieźle naszukać i spocząć na czymś co jest „dobre we wszystkim ale nigdy nie będzie bardzo dobre w czymś jednym”, albo nieźle zapłacić. Kwestia wyboru.

Z tego też względu, jako że na swój sposób wiem na ile wycenić wydajność, możliwości i przydatność danego rozwiązania, mogę szybko ocenić czy ktoś próbuje sobie na mnie po prostu zarobić (mówiąc kolokwialnie: oszwabić), czy też faktycznie daje mi produkt o dobrych właściwościach i w dobrej cenie. Tym bardziej że znam dokładnie swoje potrzeby i mogę precyzyjnie określić swoje preferencje. Jeśli spotkałbym się z poradami jakie cytowałem wyżej, tj. „bierz [nazwa produktu] bo masz i3”, osobiście zapytałbym się na pewno o resztę parametrów, takich jak głośność chłodzenia, czasy pracy (realne, bo czytać sklepowe wypiski też umiem) oraz poprosił o jakieś testy. Gdybym nie otrzymał takich informacji i wyszłoby że polecono mi tego [nazwa produktu] tylko dlatego że wyskoczył w ceneo, to zapytałbym się jego autora jakim prawem śmie (tak, miało to tak zabrzmieć) doradzać w wątkach „Co kupić, co złożyć” jeśli nie ma zielonego pojęcia o tym co poleca. Nie lubię ptasich móżdżków, niestety pełno ich na forach ostatnimi czasy, bo mogą wyrządzić więcej szkód niż to warte. Doradzanie z niewiedzy jest takim samym złym doradzaniem jak polecanie Fatal1ty. Gdybym posłuchał takiej opinii (zakładając że jestem w miejscu autora wątku, mam problem wyboru, nie znam się, chcę jak najlepiej ulokować swoje pieniądze i nie kupić czegoś czego będę żałował), byłbym wpuszczony w naprawdę niezły kanał – nie tego bowiem chciałem, opisałem czego szukam, polecono mi coś co ma wysoką wydajność kosztem wszystkiego innego.

Wracając jednak do sedna – jeśli szuka się więc czegoś uniwersalnego, pozostają maszyny które mają wszystko kwalifikujące się na określenie „w miarę porządne” lub „wystarczające”. Klawiatura nie musi być ze złota ale po prostu ma działać w miarę przyzwoicie, aby pisanie nie było koszmarem. Gładzik nie musi być super precyzyjny co do piksela, ale aby nie sprawiał problemów przy korzystaniu z niego na co dzień kiedy nie ma się miejsca na myszkę, lub też samej myszki. Chłodzenie niech będzie dosyć wydajne ale też zachowując się kulturalnie, lekki szumik jest akceptowalny. Matryca nie musi powalać narodów na kolana niczym najdroższe S-IPSy ale niech nie fałszuje kolorów i wyświetla dobrą skalę szarości, zaś zawiasy nie pękały pod naporem czasu. Bateria nie musi mieć rekordowych osiągów, bo to niemożliwe, zwłaszcza w niższych cenach w przypadku notebooków, ale niech też nie ogranicza mnie przesadnie w dół. Wydajność niech też będzie na dobrym poziomie, niech wystarcza do codziennej pracy, nie musi to być od razu i7 ale też niech nie dławi się jak Intelowskie Atomy albo AMDowska stara Geode (swoją drogą, nie wiem kto u Asusa wpadł na pomysł wypuszczenia 1201K ale musiał mieć chyba nieźle wypite, osobiście nie chciałbym aby mojego netbooka projektował człowiek, który odkrył w garażu karton starych procesorów AMD, dzień wcześniej budząc się na podłodze z bielizną założoną na głowę pośród bezkresnych gór puszek po piwie i zwłok innych biesiadników).

Pozostaje więc kwestia znalezienia sobie maszyny z takimi właśnie parametrami, nie wybijającymi się przesadnie z tłumu ale i nie jakimiś przestarzałymi czy też ściągającymi całe urządzenie w dół, ograniczając jego możliwości. Przed takim wyborem stanąłem sam i efektem jest urządzenie wymienione w tytule tej bardzo długiej grudniowej recenzji: Asus K52DE-EX016.

 

Polityka pre-install i kwestie wyboru systemu

Czemu upatrzyłem sobie konkretnie ten model? Ze względu na ogólne mieszczenie się w opisie wymagań jaki zawarłem wcześniej, niską cenę (niższą w Gralu niż w np. X-KOM.pl) a także nieposiadanie systemu operacyjnego, co jest dla mnie czymś w zasadzie podstawowym i żadne argumentowanie mi przy sklepowej ladzie że „partycja restore jest wygodniejsza”, a co naturalnie miało miejsce, nie zmieni mojego zdania, jedynie nastawienie do argumentującego.

Partycja restore to w moich oczach dobrowolne oddanie płytki z systemem OEM na rzecz posiadania wersji „niemal” zainstalowanej, właśnie na owej partycji. Uruchamia się notebook, wybiera się kilka rzeczy (w tym język) i system jest już zainstalowany. Nie jest prawdą że inne języki się usuwają, spotkałem się z takim stwierdzeniem jakiś czas temu przy bodajże jakimś opisie pewnego Acera. Po prostu stworzenie płytki / obrazu systemu uniemożliwia przywrócenie wyboru wersji językowej. Jeśli ktoś zainstalował sobie system w wersji angielskiej (np. ja, przy okazji opisu Eee PC) i zrobił obraz, będzie miał obraz tej dokładnie wersji, bez możliwości powrotu to wersji polskiej czy też japońskiej etc., o ile nie zrobi kompletnego przywrócenia z dysku, wracając tym samym do punktu wyjścia. Mało tego – spróbujcie nie zgodzić się na EULA systemu i zażądajcie zwrot ceny produktu OEM – powodzenia, zwłaszcza że respektowanie tego, zdawać by się mogło oczywistego, prawa wynikającego z licencji jest jak ten ślepy i kulawy…

Rozwiązanie non-restore jest poza tym o tyle wygodniejsze, że w przypadku laptopa z napędem optycznym wbudowanym, mogę sobie zainstalować na samym początku jedną z dystrybucji Linuxa i w ten sposób zaoszczędzić przynajmniej 300-330zł za kupowany na Allegro system Windows 7 w wersji 32bit. Jeśli bowiem ktoś szuka, generalizując, taniego laptopa do Internetu ale wygodniejszego o wiele niż Eee i oferującego jednocześnie większą moc obliczeniową (tak jak ja pod Paintera, tak kto inny pod GIMPa chociażby), a także potrafi korzystać z Google i nie boi się zainstalować oprogramowania z konsoli za pomocą np. su root + yum install, to takie rozwiązanie jest dla niego idealne.

Można więc powiedzieć że moja „niedzisiejszość” – przywiązanie do perfidnej płytki i napędu optycznego – była jednym z czynników decydujących o zakupie. Drugim zaś była naturalnie cena: 1877zł w Gralu oznaczało, że mogę zaoszczędzić prawie 200zł w stosunku do tego co ma u siebie ów X-KOM.pl (pomijając że przy pustym stanie magazynowym). Trzecim było to o czym już wspominałem – poszukiwanie niedrogiego laptopa o uniwersalnym nacechowaniu, którego zakupu nie będę żałował czując, że każda złotówka ma swoje usprawiedliwienie. Zwłaszcza że cena ostatnio bardzo mocno skakała i w stosunku do ceny za którą dokonałem osobiście zakupu, tj. niemal od samego początku wprowadzenia do ich katalogu, różnica potrafiła sięgać nawet 175zł, a przecież sprzęt nie miał nawet miesiąca. Jednakże to co potęguje intratność tego zakupu to fakt, że po tym miesiącu o którym wspomniałem, przy cenie 2020zł, laptop finalnie został wycofany z oferty Gral.pl ze względu na problemy z dostępnością, a zatem, w przeciwieństwie do K52DE-EX016V – wariantu z preinstalowanym systemem i wyższą ceną – który również jest niedostępny, EX016 nie będzie można będzie już tam kupić. „Spieszmy się kupować sprzęt, tak szybko odchodzi”.

Ale wracają do tematu systemów – instalując bez podania klucza dowolną wersję Windows 7 czy też Vista, można dodatkowo sprawdzić jak będzie działał na naszym laptopie przez 30 dni. W taki też sposób testuję wszystko co mogę w zakresie przyszłego zestawu docelowych aplikacji jakie się na nim znajdą, aby kupić daną wersję z pełnym przekonaniem że nie musiałem np. dopłacać do wersji Professional (+ok. 150zł) czy też wybierać wersji 32bit tylko dlatego, że coś ważnego nie działa na wersji x64, albo w ogóle zrezygnować z zakupu systemu Windows na rzecz Linuxa. Poza tym, nie muszę męczyć się z ogromem niepotrzebnych preinstalowanych śmieci, którymi raczy mnie wbrew mojej woli producent. Nie znoszę uszczęśliwiania na siłę, podejrzewam też że nie tylko ja, zwłaszcza gdy jeszcze każą za to zapłacić.

Zatem wszystko pięknie i wspaniale, ale jak ma się sprawa wyboru systemu w praktyce? Przyznam że niestety nieco mniej kolorowo, choć to zależy i tak w dużej mierze od producenta i upodobań posiadacza urządzenia.

Mimo że mogę w teorii zainstalować na K52 dowolny system, to jednak Asus postarał się abym miał sytuację ekstremalnie utrudnioną w tym zakresie. Oczywiście mogę zainstalować sobie Vistę chociażby – nie ma problemu do momentu w którym nie zechcę wrzucić sterowników np. od układu graficznego. Okazuje się że Catalysty nie chcą się w pełni zainstalować, aby mieć więc działającą gfx, muszę zainstalować sterowniki … od Asusa. Ok, co więc znajduję na płytce dołączonej do laptopa? Sterowniki tylko pod Windows 7. Na stronie Asusa – to samo. Z Windowsem XP prawdopodobnie będzie identyczny problem.

Powinienem stwierdzić że to zakrojony na szeroką skalę spisek Asusa, mający na celu wymuszenie na mnie kupno Windows 7 ponad innymi wersjami. Kupno systemu do którego notabene nie mam chyba zbytnio szczęścia. Podczas gdy w sieci w dowolnym wątku o Windows 7 vs. Vista można przeczytać co krok jakieś opinie typu „Vista to g****, polecam Windows 7”, pozbawione naturalnie cienia argumentacji, jakiejkolwiek ściślej mówiąc, nawet od strony logiki, to jednak jak na ironię, dosłownie ironię, to właśnie z V mam po podliczeniu mniej przykrych niespodzianek zaliczonych, aniżeli z W7. Ekscesy typu wieszająca się Avira przeżyję i przetrawię – tu raczej winny jest soft niezależny od systemu. Ale gdy po wybudzeniu przy wersji x64 np. profile zasilania przestają działać – robi się niewesoło. Mi. Zwłaszcza że sytuacja ma miejsce po wszystkich możliwych aktualizacjach.

Wymieniałem wcześniej także Linuxa, jak więc tam się sprawy mają? Lepiej, choć to nadal Linux, wraz ze wszystkimi swoimi bolączkami i dolegliwościami, a także ograniczeniami. Po tygodniu roboczym testów, jestem w stanie stwierdzić że każdemu normalnemu użytkownikowi Linux by wystarczył, nawet na dłuższy czas. W praktyce jednakże – dla mnie – obie użyte przeze mnie dystrybucje, a więc Fedora 14 i Kubuntu 10.10 okazały się albo niedostosowanymi do pracy na laptopie (Fedora), albo unaoczniły bolączki których się obawiałem (Kubuntu). Tymi bolączkami był chociażby support sterowników Wacoma czy też uproszczony brush tracking w GIMPie, co w zasadzie zdyskwalifikowało ten program z użycia. Dla pewności sprawdziłem wersję pod Windows – jest to samo. Także z przykrością stwierdzam że, zaznaczając – dla mnie, wybór i tak został ograniczony do jednej z wersji Windows 7, ponieważ Linux nie jest dla mnie realną alternatywą, taką byłby chyba tylko MacOS. Dodając do tego fakt że nie przepadam za najnowszymi systemami Microsoftu, łatwo zgadnąć że nie do końca jest to dokładnie taka sytuacja jakiej oczekiwałem, ale jednocześnie mam świadomość że w większości obecnie nabywanych maszyn (nowości na rynku) spotkałbym się z podobnym problemem. Dlatego nie mam wyjścia i muszę się przystosować do pracy w tym systemie, zaczynając od services.msc i usuwania komponentów systemu…

Tak czy owak sądzę, że ten bardzo szeroki ustęp dot. systemów operacyjnych przyda się każdemu, kto będzie chciał znać zakres możliwości instalacyjnych w tym zakresie na najnowszych konstrukcjach Asusa. Z marszu ma to swoje przełożenie na wszystkie warianty K52 i K72, a maszyny te są coraz bardziej popularne. Oczywiście z moimi wnioskami można się nie zgodzić – pisałem je z perspektywy zamiaru określonego użycia tego laptopa, dla osoby która jest zwyczajnym użytkownikiem wady które dla mnie są prawdziwymi wadami, wcale nie muszą nimi być.

Zanim przystąpię do części właściwej artykułu, zaznaczę że, tak samo jak w przypadku Eee, nie będę tworzył jakiejś kosmicznej metodologii do opisania tegoż urządzenia, nie będę też udawał że potrafię pisać „profesjonalne recenzje laptopów” jak na pewnym portalu, prowadzonym przez ekipę jednego z for na których się ogromnie rok temu udzielałem. Zamiast tego podzielę się swoimi wrażeniami z zakresu poręczności i ergonomii K52DE, a więc rzeczy, które są dla mnie sensem i podstawą istnienia / posiadania notebooka, a na których zapewne bardziej zależy przyszłym kupującym niż na suchych i typowo recenzenckich frazesach. Postaram się więc opisać wszystko nie z punktu widzenia recenzenta podchodzącego do tematu jak do jakiejś kary, ale z perspektywy klasycznego użytkownika o konkretnych oczekiwaniach, które w mniejszym bądź większym stopniu powinny być spełnione, a który jednocześnie z niejednej klawiatury już pisał.

Stąd też moje testy wydajnościowe ograniczą się do kilku wyników syntetycznych w Sandrze Lite 2011 oraz porównania do swojego odvoltowanego Semprona 140 2,7GHz z LLPC (nie ma go na liście wyników w Sandrze). Skromnie, głównie dlatego że bardziej będę starał się skupić na sprawdzeniu procesora tego notebooka w akcji a nie w syntetykach – w aplikacji, z której korzystam na stacjonarce: Painterze X, a który będzie jednocześnie najważniejszym programem jaki znajdzie się na tej maszynie.

Jego wybór jest zresztą nieprzypadkowy – po godzinach zajmuję się rysunkiem, więc laptop na Święta oznacza dla mnie nic innego jak dziubanie na tablecie, tyle że „na wyjeździe” a nie w mieszkaniu. Ci z Was, którzy już pracowali lub grali na cudzych komputerach zapewne wiedzą, jakie to uczucie i często również dyskomfort. W przypadku rysowania na tablecie taki dyskomfort zmienia się czasami w dyskwalifikację lub mizerność efektów, dlatego pracowanie „na swoim” może być bardzo pomocne, czasem nawet kluczowe.

Główną zaletą Paintera jest poza tym to, że niemiłosiernie „spawa” procesor, nawet samym machaniem kursorem po ekranie można uzyskać 100% użycia CPU, a co wykorzystam aby określić czy komfort pracy w tej aplikacji jest wystarczający.

Ok, zatem wiadomo już co i jak będzie opisywane, można zatem przejść do konkretów.

 

Złącza i podzespoły

To czym laptop może się poszczycić oraz możliwości co do przyłączania dodatkowych urządzeń to pierwsza rzecz od której chciałbym zacząć.

Sercem K52DE jest dwurdzeniowy Athlon II P320 na rdzeniu Caspian. Jego taktowanie wynosi 2,1 GHz, spadające do 800 i 1500 MHz w zależności od obciążenia wynikającego z działania C’n’Q. Cache tego procesora to 64+64 (kod+dane) +512kb dla każdego z rdzeni, łącznie 256+1024kB. Napięcie wynosi 1,625V, spadające w razie potrzeby do 1,025V. Maksymalne TDP, jak już wspominałem, kształtuje się na poziomie 25W.

 

 

Kręgosłupem jest z kolei Asusowska płyta główna oparta o chipset AMD 785G (RS780) oraz mostek południowy SB750.

Układem graficznym jest Radeon HD5470, posiadający 512MB własnej pamięci DDR3. Całość uzupełnia jedna 2GB kostka pamięci DDR3 marki A-DATA o częstotliwości 1066MHz. Wg. HWiNFO timingi wynoszą odpowiednio 7-7-7-20, płyta zaś pozwala na rozbudowę pamięci aż do 8 GB.

Dysk twardy to 500GB Seagate ST9500325AS z 8MB cachem, napęd optyczny został wyprodukowany przez firmę Optiarc. Jakościowo nie wypadają zbyt dobrze, to znaczy: napęd lubi często wpadać w drgania, jest bardzo podatny na kiepsko wyważone płyty CD/DVD. Z kolei dysk jest klasycznym przedstawicielem urządzeń ładowanych do tego segmentu i wydajnościowo jest po prostu przeciętny, co najbardziej czuć podczas dużych operacji na plikach albo w systemach mocno opierających się na operacjach dyskowych (Vista chociażby). Viście każdy Raid, wydajny pojedynczy dysk czy nawet SSD (przynajmniej na początku, jako że nie posiada ona wbudowanego systemu TRIM) daje olbrzymi zastrzyk responsywności. Po prostu prawda jest taka, że dysk ciągnie wydajność w dół, obojętnie czy to Asus, Samsung czy Dell, stosowanie dysków 5400RPM lecących hurtem do marketu, a takim niewątpliwie są te właśnie Seagate’y, zawsze powoduje wrażenie, że sprzęt, nawet z relatywnie słabymi wnętrznościami, mógłby chodzić czasami „nieco” szybciej. I nie pomoże tu np. CHIPowy bełkot jaki to ten dysk jest wspaniały i cudowny, jak szczytuje w ich rankingu itp. marketingowe bzdury, że nadaje się do „wydajnego laptopa”. Chyba w snach.

Całość waży skromne 2,5 kg.

W kwestii złącz – K52DE ma wystarczającą jak na notebooka ilość gniazd, a przynajmniej ja nie odczułem jakiegoś niedoboru pod tym względem. Z lewej strony znaleźć można wylot układu chłodzenia, dwa złącza USB, złącze D-SUB oraz HDMI, a także gniazdka mikrofonowe i słuchawkowe. Z prawej – tackę napędu optycznego z przyciskiem wysuwania oraz dziurką do awaryjnego otwarcia w razie potrzeby, trzecie gniazdo USB, czytnik kart pamięci oraz klasyczną sieciówkę RJ45 i gniazdko zasilacza. Fakt że może niektórym brakować złącza ExpressCard, eSata czy innych cudów, ale to nie ta klasa cenowa.

 

 

Matryca

Wariant DE posiada matrycę taką samą jak model K52JR – a więc klasyczną biznesową TFT 15,6″ od LG, która jest standardem w tym segmencie. Kąty więc są przeciętne, glare utrudnia wyjście w plener, są pewne problemy z kontrastem a także bardzo chłodnymi kolorami, których wyważenie zajmuje sporo czasu, zaś efektem jest i tak ich „wyblakłość”, zwłaszcza w zakresie żółci i czerwieni, która lubi poza tym szybko wpadać w magentę. Mogę tak marudzić bez końca, ale to dla mnie raczej zrozumiałe – przecież moja praca na tym polega, także widzę na ogół więcej wad obrazu niż przeciętny człowiek. Ten przeciętny człowiek zresztą i tak „nie rozróżnia więcej niż 16 kolorów”, jak usłyszałem jakiś czas temu w rozmowie ze znajomym. Mi się udaje, więc opis w tym miejscu zaczyna przypominać opisywanie przeze mnie dźwięku z perspektywy elektrostatów – mam definitywnie zbyt wiele do powiedzenia. Nigdy też bym nie przypuszczał że będzie to problemem.

Kolory więc to, przynajmniej dla mnie, największa „wada” tego modelu, choć nie przypominam sobie aby na Eee było lepiej, może tylko ze względu na to że miał on matrycę matową, nie zmienia to faktu że zachowanie było podobne i kolory tak samo w większości sytuacji przekreślające bezstresową pracę na tym urządzeniu. Normalny człowiek ma to gdzieś, dla niego kolory będą idealne – mój były znajomy potrafił pracować w CGSie na nieziemsko wychłodzonym (pełne 9300′) Flatronie od LG, więc życie potrafi naprawdę zaskakiwać. Mi jednak to nieco przeszkadza a w przypadku CGS’a – wyklucza możliwość pracy zawodowo z grafiką użytkową na dłuższą metę. Posiłkowanie się co rusz color pickerem nie jest zbyt komfortowe, toteż tego typu zadania nadal realizować będę zapewne na LLPC, w końcu 4GB RAM piechotą nie chodzi.

W przypadku sketchingu jednak – po zbalansowaniu relacji kolorów w CCC jest idealnie. Matryca typu glare ze słabymi kątami potrafi nieco wkurzyć, ale gdy się przyzwyczai, pozwala na kontrolę kresek bo rozjaśnia niektóre fragmenty, odkrywając np. niedociągnięcia. Tak więc tutaj jest dokładnie to czego oczekiwałem i praca z Painterem stoi otworem.

 

 

Matrycę nawet budżetowego laptopa można najlepiej wyważyć kolorystycznie między kanałami właśnie pod skalą szarości. Kolory takie jakie są na mojej 19″ 1980S1 MVA to poziom nie do osiągnięcia dla TFT, dlatego jeśli chodzi o sprzęt mobilny zaadaptowany do pracy z cyfrowym szkicownikiem, o wiele łatwiej jest osiągnąć cel w zakresie ceny tego urządzenia. Jeśli mówimy o pracy typowo graficznej, gdzie kolory mają znaczenie krytyczne, niestety bez oddzielnego monitora lub wydania znacznej kwoty na egzemplarz z dobrej klasy matrycą się raczej nie obejdzie. Koniec, kropka.

 

Pokrywa matrycy i zawiasy

Matryca naturalnie musi w czymś siedzieć aby można było na nią marudzić, także kilka słów chciałbym rzec w kierunku obudowy oraz użytych materiałów. Pokrywa matrycy jest lakierowana, toteż łapie wszystkie paluchy szybciej niż czas w jakim zdążycie zrobić sobie kawę, jeśli tę z Biedronki to ok. dwie minuty.

To co zauważyłem przy okazji zawiasów klapy matrycy to fakt, że są solidne, ale stawiają też niezły opór – aby otworzyć urządzenie, trzeba przytrzymać jedną ręką spód i lepiej by było, gdybyście podnosili ją na środku a nie po bokach. Rozkłada to siłę równomiernie i jest przekładalne także na inne modele, nie tylko Asusa, ale stwarza także ryzyko podniesienia całego laptopa wraz z klapą matrycy. Jeśli w tym momencie wyślizgnie się on z palców, to w zasadzie jest już po sprzęcie, a przynajmniej dysku twardym. Nowy dysk twardy do laptopa: 250zł, odgłos głowicy wrzynającej się w talerz: bezcenny.

Kąt rozwarcia klapy mógłby być minimalnie większy, jako że mam z tym wiele problemów przy wzroście ponad 1,90m. To problem w sumie dot. niemal wszystkich modeli, chlubnym wyjątkiem jest Nokia Booklet 3G ze swoimi pełnymi 180′, ale wystarczy minimalnie posunąć urządzenie na kolanach do przodu lub po prostu rozgościć się na całego w fotelu, aby problem w dużej mierze zniknął. Niestety, duzi mężczyźni tak mają.

 

Obudowa

Bardzo ciekawy jest za to środek kadłubka. Pokryty został fakturowanym matowym plastikiem, dzięki czemu jest sporo odporniejszy na efekt palcowania, ale nie całkowicie. Efekt jest taki że uzyskuje się wrażenie tłustych plam po pewnym czasie, jednak i tak jest o niebo lepiej niż miałem przyjemność podziwiać na lakierowanym kadłubku Eee PC. Zresztą, sprawdzałem niedługo potem wersję matową i efekt był równie opłakany. K52 ten problem niweluje jak może i należy to wypunktować in plus, tak samo jak diodki, które w przeciwieństwie do Eee nie działają jak lampka nocna. Dlatego też z jednej strony możecie spokojnie iść spać, z drugiej część będzie rozczarowana faktem że nie uda im się poczytać książki w łóżku korzystając z samych niebieskich diodek jakie były w Eee.

 

 

Czemu uczepiłem się tak porównań do Eee? Być może dlatego że spodobały mi się tego typu urządzenia (mimo swojej relatywnie małej mocy), być może też dlatego, że na swój sposób mam wrażenie wyciągnięcia pewnych wniosków przez Asusa z tego, co zostało już opisane i odkryte przy okazji EeePC. Swoją drogą, kluczową rolę odegrały w tym dwa aspekty – gadżeciarze i to że to właśnie Asus zaczął wypuszczać tego typu urządzenia z parametrami i marketingiem pozwalającym na dostęp do tych urządzeń przez biedne masy współczesnego społeczeństwa. Zainteresowanie było niebotyczne i wielokrotnie większe niż np. Aristo Pico – taka pierwsza próba stworzenia UMPC jaką mam w pamięci – a to dlatego że pierwsze Eee miały białe obudowy. Stwierdzenie brzmi idiotycznie, jednak coś w tym jest, poważnie. Dzięki temu + ogólnie panującej modzie na Maca oraz wszelkiego rodzaju multimedialne gadżety i miniaturyzację tego czego jeszcze się nie zminiaturyzowało, Eee odniósł mocny sukces, którego światło przyćmiła w pewnym zakresie konkurencja oraz takie urządzenia jak iPad, Toshiba AC-100 czy wspomniana już Nokia Booklet 3G (poza AC-100 nie widziałem innych modeli – uwaga – pasywnych takich urządzeń). K52 i K72 nie są zwykłym rozwinięciem w rodzinie, polegającym na odświeżeniu zawartości , w drobnych detalach widać że ergonomia się podnosi i obojętnie czy trzyma się na kolanach K52 czy 1005HA, jest ona w wydaniu Asusowskim dosyć wysoka.

Choć może po prostu przypadły mi one do gustu.

 

 

Najprościej jest myślę stwierdzić że Asus nie zawiódł na polu obudowy, całość została wykonana z dobrej jakości plastików, nawet spód – traktowany najczęściej po macoszemu – jest z „taniego plastiku ale droższego od tego w Samsungu R580”. Tak czy owak, wad na tym polu nie stwierdzam, zwłaszcza że kadłubek jest ładnie zaprojektowany również od środka. Nie ma tu ssania powietrza przez klawiaturę tak jak w np. starszych HP 6820s, jest za to od spodu i przez dodatkowe otwory z przodu obudowy. Pozwala to na usuwanie ciepła i gorącego powietrza z:

– procesora

– układu graficznego

– pamięci

– dysku twardego

– sekcji zasilania

Aby np. przeczyścić wentylator, wystarczy jedynie odkręcić klapkę z tyłu – uzyskuje się wtedy dostęp do wszystkiego co wymieniłem wyżej.

 

Klawiatura i gładzik

Ma ona taką samą wadę jak w modelu K52JR – uginanie się na środku, jednakże czy jest to prawdziwa wada, polemizowałbym. Zjawisko nie jest jakieś straszne, nie wpływa też na komfort pisania, a ten z kolei jest dosyć wysoki. Pewnego przyzwyczajenia wymagają klawisze, a dokładniej odstępy między klawiszami, płaskimi o małym skoku. Ich wyczucie to również kwestia wprawy, ale pisze się mi na niej wygodniej niż na Eee. Głównie dlatego że mam dłuższą spację i nie trafiam nagminnie w przycisk menu kontekstowego.

Można na niej wyróżnić niebieskie funkcje, które w połączeniu z klawiszem [Fn] działają jak klawiatura „multimedialna” (zaznaczyłem to słowo w cudzysłów z tego względu, że go nie lubię, a co wykształciło się u mnie w dobie ekspansji gotowych zestawów PC w marketach, nawet przestarzały rzęch z Socket A i FX5200 na AGP był wtedy „multimedialny”, można było dopisać że „… z wyłączeniem większości zastosowań”).

Kolejną „wadą” klawiatury może być jej matowość, przypomina mi R580 pod tym względem – już po dwóch tygodniach użytkowania można zauważyć świecenie się klawiszy od zużycia. Jest to niestety nagminne zjawisko i nic się nie da z tym zrobić poza zainstalowaniem dodatkowej klawiatury na USB, a co ma sens chyba tylko w przypadku użycia modelu bezprzewodowego i do tego w sytuacji, gdy oryginalna klawiatura okazuje się być naprawdę fatalna. W K52DE sposób działania klawiatury jest dosyć poprawny, więc nie widzę takiej potrzeby, pracowałem na naprawdę sporo gorszych klawiaturach, które przegrywały z moją pierwszą klawiaturą jaką kiedykolwiek używałem – klasycznego, pełnoklawiszowego Samsunga na złączu DIN (przypomnę – to złącze 5-pinowe stosowane w komputerach z płytami standardu AT, zastąpione później dobrze znanym PS/2 w ATX) która działa do tej pory (choć nie jest używana).

 

 

Tak czy inaczej, wracając do klawisza [Fn], warto zainstalować software odpowiedzialny za obsługę głównych* skrótów klawiszowych. Dzięki temu można łatwo ustawić głośność, jasność matrycy, wyłączyć i włączyć głośniki oraz zarządzać gniazdem D-Sub, co akurat w moim wypadku jest kluczowe. Po podpięciu dodatkowego monitora jest on automatycznie wykrywany przez CCC i otrzymuje swoją natywną rozdzielczość. Dostępne są trzy tryby pracy:

– tylko LCD

– dual view

– tylko D-Sub

*[Fn] + [Spacja] są osobno obsługiwane przez Power4Gear Hybrid, który zarządza profilami energetycznymi.

 

Po deinstalacji bibliotek ASUS ATK odpowiedzialnych za skróty, nie działają klawisze odpowiedzialne za m.in.:

– odtwarzanie,

– głośność,

– wyłączenie gładzika.

Także jak widać, można bez nich żyć. Jednakże interesującym skutkiem ubocznym odinstalowania ATK jest fakt, że część przycisków nadal działa, czasami z nieoczekiwanym skutkiem. Przykładowo: wyłączenie matrycy powinno całkowicie zniwelować obraz, tymczasem nadal widzę to co mam na ekranie, choć wszystkie świetlówki matrycy zostały wyłączone. Jest to o tyle ciekawe że daje pewne możliwości w zakresie oszczędzania energii, ale o tym napiszę więcej przy okazji zasilania bateryjnego.

Użyty w K52DE touchpad jest o wiele bardziej komfortowy i lepiej przemyślany niż ten z 1005HA, 1215N czy i wspominanego przeze mnie R580, więc nie mam tu na myśli jego rozmiarów a kwestie typowej jego obsługi. Jest dosyć precyzyjny, z dobrze wyważoną pod kątem nacisku belką z przyciskami, obsługujący multitouch, więc jest wszystko co trzeba aby móc w miarę komfortowo obsługiwać system za pomocą tylko i wyłącznie gładzika. Pojedyncze stuknięcie to lewy klawisz myszy, podwójne to prawy, trzy to środkowy, dziękuję, tyle wystarczy. Pracuję m.in. na Wacomie Bamboo Fun Pen&Touch, więc tego typu rzeczy zawsze mi brakowało.

 

Poręczność i ergonomia – praca na kolanach

Wracając tymczasem na ziemię, a dokładniej – w kwestie ergonomii: praca na kolanach z K52DE nie jest przesadnie kłopotliwa, większość otworów jest po środku komputerka od spodu, więc wpadają dokładnie między nogami. Otwory wentylatora wyrzucającego gorące powietrze są skonstruowane tak, aby podmuch był kierowany na płaszczyźnie i na płaszczyznę na której leży laptop. Oznacza to nic innego jak grzanie lewego kolana za darmo. Na szczęście podzespoły nie rozgrzewają się jakoś szczególnie jak już powiedziałem wcześniej, więc nie ma obaw że się ktoś „oparzy”.

Jedynego dyskomfortu, o którym już wspominałem przy okazji pokrywy matrycy, dostarcza tylko maksymalny kąt rozwarcia, ale i do tego można się przyzwyczaić.

 

Dźwięk

Teoretycznie osoba mojego pokroju powinna opluć ten sprzęt na czym świat stoi ze względu na integrę. Jednakże muszę przyznać że to jedna z lepszych integrali na jakich miałem okazję słuchać muzyki i – co jest jeszcze ciekawsze – mimo tego że poprzednio Eee 1005HA miał ten sam kodek, to dźwięk między jednym i drugim urządzeniem różni się, na plus dla K52. Być może jest to kwestia implementacji, być może jakości. Oczywiście do kart pokroju budżetowych Xonarów DS czy DG i tak nie ma ona większego startu, jednakże przy dobrze dobranych słuchawkach i ew. drobnych korekcjach w EQ muzyki na wyjeździe się słuchać najzupełniej da.

Dla osób którym powyższy opis nie wystarcza i oczekują czegoś więcej: najprostszym i jednocześnie najbardziej dosadnym stwierdzeniem byłoby to, że dźwięk jest zawężony i mocno osuszony w porównaniu do np. Xonara D1, gdybym miał go określić kolorem, padłoby na ciemny szary, ale przyznać też muszę że swego czasu ALC888A był uważany za jedną z lepszych integr, a tymczasem wbudowany w laptopa ALC269 stoi wyżej niż 888A, znacznie wyżej, co jest o tyle pozytywnym aspektem zakupu, że tego nie można sprawdzić przed jego dokonaniem.

Gdybym chciał cieszyć się muzyką na takim poziomie jak w domu, na wyjazdy musiałbym ze sobą zabierać zewnętrznego DAC’a oraz specjalnie kupione na ten cel kompaktowe elektrostaty STAX SR-005. Powodzenia zatem z uruchomieniem obu w sytuacji gdy jestem na zasilaniu bateryjnym. Po prostu trzeba się pogodzić z tym aspektem i dobrać sprzęt do siebie tak, aby był jak zgrane małżeństwo. W moim przypadku takim sprzętem są AKG K450, które recenzowałem spory czas temu, głównie dzięki temu że wiem jak je zbalansować, mają kompaktowe rozmiary, łatwo się je przenosi, cechują się niskim oporem rzeczywistym, a także że wyciszają szumy. Dlatego ich założenie wygłusza i tak cichutki wentylator K52DE oraz dysk twardy, co jest dodatkowym plusem.

Jeśli zauważyliście że pominąłem opis głośników – trafne spostrzeżenie. Nie będę ich opisywał jako że nigdy nie pełniły w moich oczach roli większej niż dodatek, który przydaje się sporadycznie gdy nie ma się pod ręką słuchawek.

 

Kultura pracy wentylatora

Tak jak już dało się odczuć – jeśli miałbym coś złego o nim powiedzieć, to nie powiem, dlatego że nawet w stresie jego kultura pracy jest wyśmienita. Co prawda mój LLPC, który reprezentuje w zasadzie totalny bezgłos (naturalnie kosztem wydajności, jednakże z tym co ma w sobie trafia idealnie w moje wymagania i potrzeby) jest cichszy od jednego wentylatora i dysku pracujących tuż pod gębą, ale laptop ten definitywnie mogę zaliczyć do maszyn cichutkich. W tym miejscu pewnie automatycznie pojawią się wątpliwości co do temperatur. Okazuje się że jest bardzo dobrze. Athlon II P320 to maksymalnie tylko 25W, HD5470 to ok. 17W, całość więc można schłodzić łatwiej niż np. ów nieszczęsny i3 ze swoimi 35W, przy założeniu że dany laptop ma dodatkową kartę i nie ma technologii nVidia Optimus. W tym momencie procesor i układ graficzny mają po 45-46’C, dysk zaś utrzymuje temperaturę ludzkiego ciała. W stresie temp. procesora rośnie do ok. 56’C, są to więc odczyty w gruncie rzeczy bardziej desktopowe aniżeli notebookowe. Pomiary wykonywałem darmowym i całkiem precyzyjnym HWiNFO32, którego polecałem także przy okazji poradnika nt. mierzenia temperatur.

W przypadku wielu modeli notebooków, wentylator potrafi być, zwłaszcza w klasie super-budżetowej, traktowany jedynie jako element który „ma być” i „ma działać”. Czasami i w droższych modelach się to zdarza, a do czego zdążył przyzwyczaić konsumentów Hewlett-Packard. Nie wiem jak można zaprojektować 17″ laptopa na PDC i X1350 który rywalizuje pod względem głośności z wysoko podkręconym wentylatorem od mojego HD3850, ale zdarzało się to do tej pory u nich często. Na szczęście potrafili wypuścić i ciche modele, takie jak dosyć tani 15″ HP 625 lub umiarkowanie ciche jak 13″ ProBook 4320s z i3. Co śmieszniejsze, wszystkie te modele są głośniejsze i tak od aktualnie zbudowanego przeze mnie LLPC ed. 2010, który jest totalnym bezgłosem (już poprzedni, opisywany na Techfanatyku na bazie Pentium 4, był bardzo cichy), więc chociażby z tego względu w moich wymaganiach znalazła się kwestia głośności, a co powinno ucieszyć wszystkich którzy również liczą na jak najcichszą maszynę.

Dodatkowego smaczku dostarcza fakt, że w trybie bateryjnym i oszczędzania energii wentylator potrafi przełączyć się w tryb całkowicie pasywny.

 

Wydajność

W sieci bardzo trudno o jakieś informacje nt. wydajności Athlona II P320, dlatego postanowiłem porobić kilka testów syntetycznych. Co ciekawe, syntetycznie SuperPI okazało się błędne. W porównaniu do S140 wyszło że próbkę 1M Athlon obrabia w 37 sekund, zaś S140 w 31. Było to dla mnie dosyć podejrzane, bo większy komfort uzyskiwałem właśnie na P320 a nie na S140 i to samo udowodniła Sandra 2011 Lite, klasyfikując wydajność arytmetyczną Athlona na poziomie dokładnie 12,87GOPS (w najwyższej próbie 12,91GOPS), zaś Semprona na 9,80GOPS. Podobnie też było w przypadku obliczeń wykonywanych przy użyciu instrukcji multimedialnych, w których Athlon uzyskał wydajność teoretyczną na poziomie 13.80MPix/s, podczas gdy na Sempronie znów wyniki były słabsze. Dla ciekawości, np. wydajność Phenoma II X4 945 sięga blisko 50MPix/s w tym miejscu.

 

Oczywiście ważną kwestią jaką trzeba rozważyć we własnym zakresie jest ilość potrzebnej mocy obliczeniowej w zadaniach, które wykonujemy na co dzień na danym procesorze. Może się okazać, że mając np. i5 w rzeczywistości przez większość czasu ten CPU się po prostu nudzi, nawet gdy uruchamiamy na nim mocniejsze oprogramowanie ale nie zoptymalizowane pod wielordzeniowość. Samemu procesorowi to nie szkodzi co prawda, ale fakt faktem w tym momencie posiada się sprzęt mający wysokie gabaryty, wydzielający sporą ilość ciepła, a nieużywany.

O ile są to też wyniki czysto teoretyczne, okazuje się że znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Moją aplikacją, która wygenerować miała mocne obciążenie CPU, jak już zapowiadałem na początku, był Corel Painter X. W obu przypadkach, S140 i P320, ekranem testowym była Belinea 1980S1 (DVI z HD3000 i HD3850 + D-SUB z HD5470) o rozdzielczości natywnej 1280×1024 @75Hz, uruchomiony został ten sam plik zawierający ok. 30 rozbudowanych warstw na obszarze również o natywnej rozdzielczości monitora i przy podglądzie wynoszącym 300%. Najprostszym zabiegiem pozwalającym ocenić wydajność było po prostu przesunięcie narzędziem Rączka obrazu w różne strony. Na P320 proces ten był zauważalnie płynniejszy niż na S140, oczywiście na obu dało się pracować (testowa grafika powstała właśnie na S140), jednakże zaobserwowane zjawisko nie pozostawia złudzeń co do realnej wydajności procesora wbudowanego w K52DE, jak również udowadnia że różnice wydajnościowe uzyskiwane w Sandrze mają swoje przełożenie w tym zakresie. Z tym że jest pewne „ale”…

Sempron 140 to procesor oparty na tej samej architekturze co Athlon II, czyli odpowiednio Sargas = Regor z jednym rdzeniem OFF. Dlatego płynność jaką uzyskałem na P320 jest spowodowana tym, że w przypadku programu mocno skupionego na jednym wątku, jakim niestety jest Painter, system operacyjny wraz ze wszystkimi pobocznymi procesami alokuje się w wolnych zasobach, niezajmowanych przez Paintera. Można to sobie wyobrazić jako potężną aplikację przypisaną do rdzenia 1 z użyciem 100% oraz wolnego rdzenia 2 na inne, poboczne procesy, systemowe jak i użytkownika (np. przeglądarka internetowa czy też odtwarzacz muzyczny). W przypadku Semprona, wszystko jest alokowane w tej samej przestrzeni zasobów obliczeniowych, dlatego ludzie czują na jednordzeniowcach „większe zmulenie” jak to określają. Właśnie z tego względu. Nie świadczy to jednak o bezwzględnej optymalizacji wszystkiego pod dwa i więcej rdzeni, raczej o dobrym zarządzaniu zasobami w systemie Windows. Co do wydajności w samym systemie na P320 – nie ma z nią najmniejszych problemów.

Mimo że wnioski jako tako wyciągnąłem na tym etapie, postanowiłem połakomić się na dalsze dodatkowe testy z udziałem tych dwóch procesorów (tak z ciekawości). Okazuje się że w zakresie podstawowych testów w Sandrze, tj. ALU i iSSE3, Sempron 140 jest w stanie zbliżyć się w tym syntetyku do P320 dopiero po ok. 25-30% OC, co oznacza przyspieszenie wszystkich aspektów systemu komputerowego, w którym jest on zainstalowany – a więc pamięci i mostka, naturalnie także szyny HT. Przy 3,37 GHz, pamięciach DDR2 ustawionych na 1000 MHz CL5 oraz szynie 2250 MHz, ponowiłem testy w Painterze. Co się okazało, w przypadku przesuwania ekranu narzędziem Rączka, wydajność podskoczyła na tyle, że nie można zauważyć różnicy między tymi procesorami, mało tego – można mówić jakby o pewnej większej płynności  na S140 niż P320, tak samo dzieje się w przypadku gumkowania z końcówką radialną zanikającą, w rozmiarze 100 i przy powiększeniu 200%. Na obu procesorach zauważalny jest mocny lag pędzla, któremu pomóc może tylko wyłączenie Enhanced Ghostingu w opcjach Paintera lub rezygnacja z tabletu obsługującego nachylenie pędzla do powierzchni, jednakże znów: po podkręceniu i mimo gnieżdżenia się procesów systemowych w jednej przestrzeni obliczeniowej wraz z Painterem, większa płynność była po stronie S140. Ewidentnie więc ten procesor nadrabia taktowaniem brak multitaskingu (chyba że komuś uda się odblokować drugi rdzeń), wielki plus też należy się w tym miejscu opisywanemu P320, jako że przy zegarze tylko 2,1 GHz dzielnie daje sobie radę z cyfrowym malowaniem.

 

Słówko o multimediach

Co tyczy się multimediów, UVD2 działa jak należy. Przez cały proces odtwarzania procesor się nudzi, układ zaś utrzymuje się na poziomie 20-30% obciążenia GPU przy dekodowaniu materiału 720p w formacie *.mkv, przy którym wyraźne problemy ma druga maszyna, ponieważ HD3000 wbudowany w chipset 760G ma minimalne wsparcie w tym względzie i cały ciężar spoczywa wciąż na procesorze.

A co do gier – powiem szczerze że nie gram w żadne i nie były one celem zakupu tego urządzenia, toteż jeśli chodzi o wydajność Radeona 5470 w grach, będę niestety odsyłał do Google.

 

Bateria

Na koniec zostawiłem sobie zasilanie. Mimo że Asus dodaje do tego modelu baterię 6-komorową o pojemności 4400mAh, czasy pracy na niej określiłbym jako dosyć przeciętne z tendencją do dobrych, a przynajmniej w dobie urządzeń które co rusz pokazują jak długo można pracować na zasilaniu bateryjnym. Wyniki jakie uzyskałem na systemie Windows to ok. 3,5h w totalnym idle (wyłączone WiFi, matryca maksymalnie wygaszona, praca tylko z plikiem txt) i realnie ok 2-2,5h w sieci (mieszane obciążenie, ciężkie reklamy flash, YouTube, ale i przeglądanie for i lekkich stron) przy rozsądnym planie energetycznym i włączonym WiFi. Wydają się one wartościami skromnymi, zwłaszcza że mam tu baterię, przypomnę, 6-komorową, jeśli jednak wezmę pod lupę takie urządzenie jak Asus EeePC 1215N za 1700zł, z Atomem D525 na pokładzie oraz IONem drugiej generacji i 12″ wyświetlaczem, okazuje się że mam tam odpowiednio 6h oraz 4h. Jeśli więc przyrównać to do 15″, dosyć jasnej matrycy, dwurdzeniowego Athlona II oraz całkiem sprawnego Radeona 5470, to dziwnym sposobem te wartości zaczynają się same w sobie usprawiedliwiać. Względem 1215N (którego również miałem na oku przez pewien czas), dopłaciłem tylko 177zł a zyskałem sporo więcej niż on sam sobą reprezentuje (pomijam system, mówimy tylko o sprzęcie).

Niestety tak to już jest że wydajność niesie ze sobą kwestie poboru prądu i długo jeszcze będziemy czekać na układy które pogodzą obie te rzeczy. CULV? Tak, z tym że te procesory muszą zostać jeszcze nieco rozwinięte. Taka jednostka jak SU7300, całkiem popularna w przypadku 12-13″ notebooków będących droższą alternatywą dla netbooków, które albo są oparte o Atoma, albo o, dopiero wprowadzaną, platformę AMD Nile, jednakże ich wydajność nadal może w pewnych miejscach rozczarowywać.

Pomijając jednak kwestię usprawiedliwienia czasu pracy logiką i zakresem funkcjonalności tego laptopa, przez 2-3 godziny można w zasadzie spokojnie pracować i mimo ubytku baterii, niewiele byłoby sytuacji w których potrzebowałbym tych 5,5h którymi cechował się Eee tylko po to aby albo mieć dostęp do Internetu, albo próbować pracować z czymś poważnym, co jak wiadomo na Eee jest pewnym wyzwaniem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wersję 1215N z D525 i jego czterema godzinami pracy, to K52 popracuje niewiele krócej, bo o tą godzinę w zasadzie, ale pozwoli wykonać w razie potrzeby poważne zadania, jak np. pracę z projektem graficznym.

Jeśli interesuje kogoś czas pracy pod Linuxem, nie wygląda on najlepiej. W idle można osiągnąć jedynie 2,5h, robiąc coś poważniejszego, chodząc po sieci, można czas ten skrócić do 1,5h. Zarządzanie profilami energetycznymi i ogólne czasy pracy na baterii są o wiele lepsze w systemach Windows niż Linux, niestety. Ich PowerDevil wymaga jeszcze nieco dopracowania, choć bardziej wydaje mi się że po prostu systemy z tej rodziny są za ciężkie do urządzeń mobilnych.

Wcześniej pisałem o ciekawych obserwacjach związanych z ATK, odpowiedzialnymi za skróty klawiszowe. Pisałem o wyłączających się przy wygaszaniu ekranu świetlówkach, naturalnym zatem będzie pytanie – czy pozwala to także na ekstremalne zaoszczędzenie energii i wydłużenie czasu pracy? Odpowiedź: tak, a nawet bardzo. Przy wyłączonym (całkowicie, nie tylko połączeniu) WiFi oraz zwykłą kartą sieciową, pracy tylko z OpenOffice’owym Writerem i wyłączonym podświetleniem matrycy (do tego żadnych optymalizacji w samym systemie czy wyłączonych programach działających w tle, takich jak Microsoft Security Essentials czy Comodo Firewall), czas wskazywany przez ikonę w zasobniku systemowym wynosi … 4,5 godziny. Przy dobrym oświetleniu (naturalnym bądź sztucznym) i treściach wyświetlanych na białym tle, praca np. z tekstem jest jak najbardziej możliwa. Poruszanie się w samym systemie również jest możliwe, choć czasami trzeba wylądować z nosem w ekranie aby coś dojrzeć. Bardziej więc byłbym skłonny stwierdzić że jest to opcja totalnie ekstremalna. Pokazuje także jak wiele energii jest w stanie skonsumować minimalne podświetlenie matrycy: przy identycznych warunkach ale z włączonymi świetlówkami, czas pokazywany w zasobniku maleje o dokładnie godzinę.

Wspominałem też o aplikacji Power4Gear Hybrid – wspomnę o niej jeszcze raz, ale tym razem w kontekście przydatności. Czasy podane przeze mnie wyżej zaobserwowałem nie tylko w przypadku Hybrida, ale też gołego systemu, pracującego tylko i wyłącznie na profilu systemowym po odpowiedniej konfiguracji. Jedyną rzeczą jaką jest więc w stanie dać P4G jest obsługa skrótu na klawiaturze i możliwość przejścia w tryb oszczędnego pulpitu (wyłączone aero, paleta kolorów tylko 16 bit). Osobiście dla mnie to bardzo dziwna funkcja, ponieważ sam układ graficzny wyposażony jest w osobne systemy oszczędzania energii, zysk płynący z oszczędnego pulpitu jest poza tym minimalny, więc wg mnie nie ma sensu instalowania P4G tylko dla tych dwóch rzeczy. Co więcej, mając zainstalowanego P4G nigdy nie zauważyłem aby wentylator przeszedł w tryb pasywny. W przypadku systemowych ustawień – przechodził, utrzymując procesor na minimalnym biegu i temperaturze 45’C – i to na niezoptymalizowanym pod kątem usług systemie.

Zanotowałem za to problem z przełączaniem się jasności matrycy na wersji x64 Windows 7, ustawienia były przypisywane w ramach jednego profilu do obu stanów – tak podłączenia pod zasilacz sieciowy jak i bateryjnie, bardzo rzadko działały prawidłowo. Wymuszało to ręczne wygaszanie matrycy po przejściu w tryb zasilania bateryjnego. Mało tego jednak, dalsze śledztwo wykazało że problem dotyczy ogólnie profili energetycznych i to po wybudzeniu komputera ze stanu uśpienia. Być może swój udział w powyższym zjawisku miał fakt że zainstalowałem wersję 64bit, jednakże tak czy owak nie powinno tego być. Po raz kolejny ten system mnie zawodzi, a tymczasem opluwana na prawo i lewo Vista nie miała takich problemów przez czas jaki spędziła na tym laptopie.

P4G w wydaniu dla K52 nie posiada trybu automatycznego, co jest o tyle dziwne że o wiele tańszy i mniej zaawansowany technicznie Eee PC 1005HA-M (przypomnę że to przecież N270 i chipset na bazie wiekowego już 945G) takową funkcję posiadał, balansując bez udziału użytkownika między trybami High performance a Battery.

Ze względu na niską przydatność usunąłem więc P4G i skonfigurowałem odpowiednio plan zrównoważony tak, aby na zasilaniu bateryjnym móc nadal spokojnie pracować i osiągać dobry czas pracy na baterii, z kolei podpięcie się znów pod zasilacz nie wymuszało na mnie zmian planów a automatyczne przejście w ustawienia gwarantujące maksymalną wydajność.

 

Podsumowanie

Przed wyborem K52DE miałem na oku kilka różnych maszyn, z 12″ Eee włącznie. Jednakże zakup okazał się, zwłaszcza za kwotę jaką wydałem na to urządzenie, trafiony w niemal 10-tkę. Wydajność jest na odpowiednim dla mnie poziomie, umożliwiając mi pracę na wyjeździe bez skrępowania faktem braku mojej własnej maszyny i odpowiednio skonfigurowanego środowiska graficznego oraz monitora. Wady użytkowe są w zasadzie niewielkie jak na tą cenę, matryca ujdzie po odpowiedniej konfiguracji kolorów, zwłaszcza że najbardziej zależy mi na skali szarości a której uzyskanie, jak już mówiłem, jest łatwiejsze. Można czepić się np. umiejscowienia głośników, ich jakości, braku ExpressCard, czy też wielu innych głupot, ale nie zmienia to faktu że ma się przed sobą bardzo dobre urządzenie w dobrej cenie. I to bez preinstalowanego systemu, na który jest się na ogół skazanym w cenie urządzenia, a który na spokojnie można dobrać i dokupić w późniejszym okresie.

————

Suplement #1 – A jednak Vista!
Jako że nie zgadzam się na brak wyboru, na to co mi się wciska na siłę (a mam tu na myśli ponownie sprawę z systemem operacyjnym), postanowiłem poświęcić jeszcze trochę czasu na kwestię związaną ze sterownikami dostarczanymi przez producenta oraz instalację systemu starszego niż Windows 7. A jako że jestem dosyć upartym człowiekiem, mija trochę czasu zanim się poddam kompletnie i zrezygnuję z dążenia do tego czego chcę, na ogół jednak w tym czasie zdążę to i tak osiągnąć. Nie inaczej zatem było w przypadku instalacji Visty.

Główny problem jaki blokował mnie przed pełnym korzystaniem z tego systemu to oczywiście instalacja wszystkich kluczowych driverów – sam system działa i instaluje się perfekcyjnie, jednak nie ma w sobie zainstalowanego niemal niczego prócz dźwięku, a więc przynajmniej sterowniki do ALC269 odpadają.

Okazuje się na szczęście że da się zainstalować 90% rzeczy z menedżera urządzeń starym XP-kowym sposobem: Device manager -> PPM -> Update driver software -> Browse -> Płyta ze sterownikami Asusa do … Windows 7. W ten sposób zainstalowałem sobie obie karty sieciowe, czytnik kart SD oraz czysty sterownik do karty graficznej ręcznie, bez konieczności przechodzenia przez instalator, który i tak mi powie że mam sobie sprawić Windows 7 bo on odmawia mi dostępu do płyty.

Jaki zatem był sens tworzenia płytki tylko i wyłącznie pod Windows 7, skoro większość sterowników działa spokojnie pod Vistą? Jaki jest sens zaciemniania DeviceID karty tylko po to, aby instalować sterowniki ze strony Asusa a nie AMD, które nota bene są i tak paczkami zbiorczymi pod oba systemy? Moim zdaniem żaden. Jest to celowe działanie wymuszające sztuczną migrację i pęd za nowością, rezygnację z rozwiązań, które przez większość zostały uznane za „złe” (Vista), choć ciekawe że jakoś mi się całkiem wygodnie na tym systemie pracuje.

Jednakże, jeśli miałbym system OEM który chciałbym sobie aktywować na laptopie, to w ten sposób większość osób i tak kupi Windows 7 OEM, bo konieczna jest migracja aby wszystko działało jak trzeba, albo kupiło model z systemem już preinstalowanym. Tymczasem bez problemu mam działającą Vistę na laptopie, bez konieczności kosztowania się specjalnie na kolejny system, bez notowania „zwiech” o których często pisało się w recenzjach na notebookcheck w akapicie o systemie, bez braku stabilności, pożerania RAMu i innych tego typu bzdur.

Na pewno znajdą się osoby, które zamiast Windows 7 będą chciały mieć Windowsa XP, do którego są przyzwyczajone i preferują go za bardzo małe jak na nasze czasy wymagania systemowe oraz wysoką responsywność. O ile jednak ja sobie jeszcze jakoś poradzę, ponieważ jak już wspominałem – paczki potrafią wychodzić zbiorczo pod oba systemy lub po prostu są kompatybilne, o tyle z Windowsem XP może być już poważniejszy problem. Może nie obejść się bez bardziej zaawansowanych malwersacji przy sterownikach itp. rzeczy.

Mimo wszystko jednak muszę przyznać że jestem zadowolony z faktu że mi się udało, że postawiłem na swoim i jest dokładnie tak jak być powinno, dokładnie tak jak miałem w planach od samego początku. Mam to co chcę, działa tak jak chcę, nie muszę kupować nowego systemu tylko dlatego że ktoś inny tak chce. I jak widać nie trzeba być linuksowcem aby móc to udowodnić.

————

Suplement #2 – … i Linux!
Na Viście pracuje się bardzo sprawnie mimo jej sporej monolityczności, jednak cały czas nurtowały mnie dwie sprawy:

– niemożność instalacji jakiejkolwiek dystrybucji Linuxa z pełną obsługą HD5470

– wyświetlanie w Viście przepustowości szyny PCI-e x8 zamiast x16

Rozwiązaniem okazała się najnowsza wersja Ubuntu, jaką jest 11.04 PL. Nie dość że to całkiem sprawny i przyjazny Linux (choć z bardzo ofensywnym instalatorem), to jeszcze oferuje na starcie szybką i łatwą instalację sterowników ATI. W efekcie, po krótkich testach na VLC i próbie uruchomienia CCC, stwierdzam, że działa. I to w trybie PCI-e x16. Pełen sukces, Tajwan zdobyty.

There are 4 comments

Comments are closed.