Recenzja laptopa Dell Inspiron N5030

Jeśli ktoś wspomina o tanim laptopie, powiedzmy za 1000-1100 zł, pierwsza myśl ląduje bardzo często w segmencie netbooków, które są w stanie zaoferować kilka istotnych cech takich jak ekstremalną mobilność i czas pracy na baterii, często nawet i dobrą jakość wykonania. Wszystko kosztem obszaru roboczego, jakim jest wielkość ekranu oraz wydajności, która schodzi na dalszy plan ustępując miejsca bezwzględnej walce o pobór W, a raczej redukcję tegoż poboru. Problem w tym że nie każdego stać na coś droższego, ale jednocześnie nie każdy chce mimo wszystko rezygnować z pełnowymiarowej maszyny na rzecz małego zgrabnego netbooka, potrafiącego zmieścić się nawet w damskiej torebce. Czy możliwe jest zatem złowienie laptopa tak taniego że aż głowa mała? Czy jest możliwe zakupienie w wymienionej wyżej cenie nie netbooka a laptopa do pracy, Internetu i filmów? Okazuje się że tak.

Przykładem takiego urządzenia jest Dell Inspiron N5030, którego w Euro RTV AGD można dostać za 1100zł (niewiele wcześniej za 1000zł). No dobrze, ale czy nadal jest to zakup jakkolwiek atrakcyjny w porównaniu do netbooka? Czy faktycznie zaoferuje więcej? Mimo, że w krótkiej stosunkowo recenzji, spróbuję znaleźć odpowiedź na to pytanie, choć nie ukrywam że gdyby nie promocja i aż tak drastyczna obniżka ceny, byłoby o wiele grubiej – cena regularna Inspirona to ok. 1500 zł, za niektóre wersje (np. z systemem) aż 1800zł, co w zasadzie mówiłoby samo za siebie. No ale skoro „jedziemy za tysiaka z groszem”…

Jak wygląda w teorii przewaga maszyny o 5 cali większej od netbooka, gdy oba są w tej samej cenie? Niewiele da się tu opisać, bowiem sprawa jest stosunkowo jasna: przede wszystkim taki komputer jest zorientowany na procesor i oferuje większą przestrzeń roboczą. Wszystko zatem to, co można zrobić na netbooku, wykona się także i na takim laptopie, tyle że sporo szybciej i znacznie wygodniej. Z drugiej jednak strony laptop przegra z netbookiem na polu czasu pracy na baterii i mobilności. Nie jest to powód do lamentu dla osób, które mają gdzieś takie właściwości i poszukują po prostu komputera do pracy z którym tylko sporadycznie będą wychodziły na słoneczko lub zabierały w podróż – i słusznie, ponieważ z ich perspektywy zalety te tracą na znaczeniu, liczy się tylko wydajność i cena, jaką przyjdzie za ową wydajność zapłacić. 1:0 dla Della w tym miejscu.

 

Budowa i ergonomia

Laptop waży niemal 3 kg i nie należy do najcieńszych, ale nie przekłada się to jakoś szczególnie na pozytywne lub optymistyczne odczucia z nim związane, a nawet jeśli takowe by były, to znikają już po pierwszym kontakcie z tym modelem. W skrócie: takiego, mówiąc wprost, szajsowatego plastiku moje ręce dawno nie macały, naprawdę. Co prawda nie widać na nim aż tak bardzo odcisków palców, jak miało to miejsce w przypadku K52DE czy R580, ale uczucie użycia najtańszego z najtańszych plastików, jakich można było użyć do wykonania odlewu, jest obecne cały czas, potęgowane dodatkowo przez jakość spodniej strony urządzenia, które to jest jeszcze gorsze.Za jakością obudowy idzie również jakość klawiatury. Ugina się do środka tak samo jak w K52DE, ale jest wykonana z gorszej jakości materiałów. Do tego nie ma wydzielonej klawiatury numerycznej, co może być sporym utrudnieniem – dla mnie by było, ponieważ bardzo często z niej korzystam, głównie gdy szybko muszę wstukać nowe wartości dla kanałów danego koloru. Z drugiej strony wolę ją, niż klawiaturę netbookową, do której moje duże ręce po prostu nie pasują i trafiam w menu kontekstowe zamiast w spację.

 

 

Całości dopełnia gładzik, którego przyciski co prawda wciskają się bardzo łatwo, ale jednocześnie nie sposób ich wyczuć, za diabła. Na szczęście gestami dotykowymi można obejść ten problem.

Słabą ergonomię pogrążają dodatkowo rozwiązania logiczne oraz niedopasowania elementów, takich jak bateria. Ta lubi sobie telepać po zamontowaniu, także luzy trzeba korygować studenckimi metodami „na pakuły”. Jeśli miałbym za takiego laptopa dać 1800 czy nawet 1500zł, to wolałbym pójść do konkurencji, bo w tej cenie mam np. dobrze wyposażonego i mocniejszego Asusa K53 na Brazosie – bez takich niespodzianek. Czy za 1000zł bym go już kupił? Tak, to już cena w której mogę takie niedociągnięcia przełknąć, patrząc przez perspektywę alternatywy w postaci netbooka, która wydajnościowo zbytnio by nią i tak nie była.

Co tyczy się rozwiązań logicznych – chodzi mi tutaj o rozmieszczenie elementów zewnętrznych: gniazd i otworów, a także możliwości otwarcia maszyny w celu czyszczenia lub wymiany jakiegoś elementu. Otwór chłodzenia jest usytuowany po lewej stronie, a więc standardowo, z tym że otwory przez które zasysa on powietrze, są pod laptopem i to w miejscu, gdzie znajduje się wentylator. Ok, takie rozwiązanie jest logiczne, ale nie do końca – bo wystarczy że postawię laptopa na kolanach i umarł w butach, bo nie ma innej szczeliny przez którą można byłoby je zasysać. Ale to nie wszystko.

Diodki – kolejny minus, umieszczone są z przodu laptopa ale na niskiej wysokości, także podczas pracy nad maszyną, w zasadzie ich się nie widzi.

Gniazdo słuchawkowe i mic – kolejny minus, umieszczone centralnie z przodu, więc łatwo o uszkodzenie kabelka / gniazda chociażby brzuchem lub klamrą od paska spodni, gdy pracuje się na kolanach, a niestety słuchawki to jedyna możliwość wydobycia z Inspirona jako takiego dźwięku: głośniki wbudowane w panel tuż pod matrycą są fatalne, nawet jak na głośniczki laptopowe.

Gniazda rozszerzeń – i znowu kolejny minus, bowiem wszystko, dosłownie wszystko, zostało upchnięte na lewej stronie maszyny, LAN, D-Sub i trzy porty USB, z czego dwa z nich są jeden nad drugim. Jeśli miało to służyć temu, aby wszystko było pod ręką, to ok, ale jeśli macie pendrive’y o grubej konstrukcji, jak np. pierwsze Patrioty Xporter, które miały obłą konstrukcję gumową, to można zapomnieć o jednym gnieździe USB na starcie. Mało? To dorzucę tam jeszcze gniazdo zasilacza sieciowego. Kretyństwo totalne. Jedynie czytnik kart pamięci umiejscowiony został na przedniej krawędzi, chyba tylko dlatego że nie mieścił się po lewej stronie wraz z resztą.

Z innych dodatków warto jeszcze wymienić napęd optyczny Optiarc o dosyć cichej głośności, kamerkę 0.3 Mpix z mikrofonem, WiFi a / b / g / Draft-N oraz Bluetooth.Gwoździem do trumny okazuje się dostępność podzespołów – aby się do nich dogrzebać, należy rozkręcić cały spód laptopa. To spory minus, ponieważ chłodzenie ma konstrukcję sprzyjającą zasysaniu kurzu z biurka a i lubię po prostu mieć dostęp do tego na czym pracuję „w razie gdyby”. Nawet EeePC miał zaślepkę na RAM na widoku.

 

 

Jak widać ergonomia w większości nie zachwyca – rozwiązania oferowane przez Inspirona nie są powalające, w dążeniu do ułatwienia korzystania z laptopa, inżynierowie Della się zagalopowali, a patrząc po tym jak fenomenalna jest ich kontrola jakości w dziale z monitorami (niedawna aktualność nt. U2312HM), po prostu ręce opadają (chociaż sam serwis jest bardzo dobry). Dobrze że mam wciąż świadomość że to „tylko” 1100zł, bo chyba tylko dzięki temu byłbym w stanie z tym żyć. No i drugą stroną medalu będzie mniej do zaoferowania ze strony netbooka – często bez napędu DVD i posiadając tylko dwa USB, brak BT.

 

Matryca

Tu również nie ma szału, standardowa 15” matryczka typu glossy oferująca chłodny obraz i rozdzielczość 1366×768 px. Jedyną możliwością jej kalibracji jest panel integry Intela, także aby doprowadzić ją do stanu używalności, tj. temperatury kolorów bardziej zbliżonej do 6500 aniżeli 7200, trzeba będzie się nieco w nim pobawić. Kolory mniej więcej wrócą na swoje miejsce, ale to nie oznacza końca problemów – to niestety TN’ka starszej generacji, najtańsza jaka może być i naprawdę typowa dla tego segmentu, także kolory nie będą powalały (zwłaszcza czerwień) a w oczy rzucać się będzie mocny contrast shifting i słabe kąty. Do pracy w zupełności wystarczy, do Internetu także, trochę gorzej w filmach. O pracy graficznej jednak można zapomnieć, zresztą chyba nikt normalny (czyli prócz mnie) nawet nie ośmieliłby się uruchomić instalatora czegokolwiek związanego z grafiką komputerową na tej klasy maszynie. Chyba. Jeśli jednak znajdzie się taka osoba – podpowiem że najlepszą rzeczą w jakiej może się sprawdzić jej matryca po kalibracji to skala szarości – identycznie jak miało to miejsce w przypadku K52DE, a więc praca ze szkicami jest jako tako możliwa. Jedno jest jednak pewne – to i tak luksus w porównaniu do 10” matrycy z rozdzielczością 1024×600 px, na której to zmieści się dużo ale nie wszystko. Także 15” to minimum jeśli mowa o codziennej pracy na poważnie.

 

Podzespoły

Tak samo jak ergonomia i matryca, również i wnętrzności Inspirona nie powalają w swojej klasie urządzeń, ale są jak najbardziej usprawiedliwione ceną i umożliwiają na szczęście spokojną pracę. Wszystko to głównie za sprawą starej, ale dosyć wydajnej jednostki obliczeniowej Intela, jaką jest dwurdzeniowy Pentium Dual Core T4500, o częstotliwości taktowania 2,3 GHz i 1MB współdzielonej pamięci cache. Wystarczy w zupełności do Worda i przeglądania sieci, można nawet będzie na nim pograć w starsze gry czy też porobić niezbyt wymagającą grafikę. Co ciekawe, chłodzenie zachowuje się cicho, więc cichofani ze skromnym portfelem będą wniebowzięci. Jak dla mnie procesor i kultura pracy chłodzenia to najmocniejsze atuty tego laptopa, bowiem bardzo łatwo trafić w tak niskim segmencie na przysłowiową „suszarkę”.

Jeśli użytkownik zażyczy sobie oglądać filmy w HD, to czy zostanie na lodzie z tym modelem? O dziwo nie, dzięki zintegrowanej grafice Intel GMA X4500 HD. Szybkie odpalenie Kumo nu Mukou potwierdziło takie zastosowanie w przypadku tegoż urządzenia, także filmy HD są jak najbardziej możliwe. Tutaj również należy wspomnieć o pewnej ciekawostce: X4500 HD ma w sobie obsługę DX10 i SM 4.0. Filmy w standardzie FullHD będą wyświetlane bez żadnych pasków – „pełen pełny ekran”, dzięki rozdzielczości w standardzie 16:9.

Pamięć RAM i masowa jest wystarczająca w obu przypadkach: 2GB pamięci typu DDR3 o częstotliwości 1333 MHz jest bardziej niż optymalna do standardowej pracy w środowiskach Windows i Linux, z kolei dysk twardy o pojemności 320GB i prędkości obrotowej 5400 RPM nie zaskakuje pozytywnie – jest to zwykły szarak (prawdopodobnie Seagate Momentus) montowany w każdym innym laptopie i nie wyróżniający się niczym szczególnym, ale mimo to oferowane przez niego 320GB to nadal kawał przestrzeni, na której można upakować swoje najpotrzebniejsze dane, by móc z nimi pracować np. w podróży. Netbooki mogą poszczycić się tutaj dyskami 160-250GB, do tego często z uszczkniętym miejscem na partycję Restore. Co prawda można sobie dokupić kieszonkę pod dual-USB z dodatkowym dyskiem, ale nie zawsze przecież będzie ku temu sposobność. Poza tym jest to drugi dysk, a więc i drugie urządzenie wrażliwe na wstrząsy.

 

 

System operacyjny

Tu akurat nic się nie powie, bo takowego nie ma. Laptop przychodzi do swojego nabywcy totalnie goły – żadnych sterowników, żadnych płytek, żadnego systemu, po prostu nic. I całe szczęście, bo osobiście nie lubię gdy wymusza się na mnie wybór środowiska w którym pracuję i czuję się najlepiej. Aby móc korzystać więc w pełni z nowo nabytego laptopa, należy albo zaopatrzyć się w wersję OEM jakiegoś systemu Windows, lub też zakupić OEM specjalnie dla komputerów Della – posiadając laptop tej firmy mamy taką możliwość i możemy wykorzystywać taki system w pełni legalnie (a czego nie można powiedzieć o sytuacji, gdy instaluje się go na innym komputerze nie-dellowskim). Za Windows jednak trzeba będzie zapłacić, a to podnosi koszta względem netbooka, który już takowy system w sobie ma (najczęściej Windows 7 Starter) o jakieś 260-350zł. Nie każdy może sobie na to pozwolić, skoro już z wielkim trudem wykosztował się na sam sprzęt, dlatego bardzo realną opcją będzie Linux. Instalacja dobrze dopasowanej dystrybucji będzie o tyle opłacalna, że nie zapłaci się ani grosza (no, chyba że za płytkę na którą wypali się daną dystrybucję), będzie można zmieniać dowolnie swoją konfigurację sprzętową (to akurat nie ma zbyt wielkiego znaczenia jeśli chodzi o laptopa) oraz wykona się niemal wszystko to co w systemie Windows. Nie inaczej będzie, gdy przyjrzymy się czasowi pracy na baterii – nie będzie się zbytnio różnił od czasu pracy na Windows 7, a może okazać się nawet minimalnie dłuższy.

 

Bateria

No a skoro jesteśmy przy baterii – w pełnym stresie zaoferuje ok. 1,5-2 h w zależności od jasności matrycy, zaś w trybie „minimal run”: 3,5 h, w szczycie dochodząc nawet do 4-ech godzin. A więc mocny standard, który osiąga chociażby K52DE, z tym że ten drugi jest sporo mocniejszy w porównaniu z Dellem (Athlon II X2 P320 oraz HD5470), choć sam w sobie nie jest niczym szczególnym. Z drugiej strony kosztuje (kosztował) niemal drugie tyle. Także Dell do pracy wystarczy i można mówić śmiało o baterii jak o czymś więcej, niż tylko wygodnym UPSie.

 

Podsumowanie

Jak na laptopa jest bardzo przeciętnie. Jak na laptopa do pracy za 1100zł jest bardzo dobrze. Kłopoty z ergonomią i jakością użytych materiałów niewątpliwie nadrabia ceną, kulturą pracy i wydajnością w stosunku do ceny, której współczynnik jest tutaj bardzo atrakcyjny. Jeśli ktoś szuka dużej alternatywy dla netbooka do codziennego użytku za jak najmniejsze pieniądze  – N5030 może go zainteresować.

There are 3 comments

Comments are closed.