Recenzja tabletu Wacom Cintiq 13HD

Swego czasu bardzo mocno moją uwagę przyciągał mały i dosyć stary na dzień dzisiejszy Cintiq 12WX. Był to tablet wyposażony w starą technologię, 12″ wyświetlacz o rozdzielczości 1280×720 i przede wszystkim – znajdującą się jeszcze w moim zasięgu na tamte czasy cenę. Wybrałem jednak coś mniej ambitnego i skromniejszego formatem, bo Intuosa 3 A5 4:3. Stare to były czasy, a tablet nawet do tej pory działa, odkupiony przez mojego dobrego znajomego, który wcześniej pracował na budżetowych liniach Bamboo Fun i Graphire 4. W praktyce duże tablety okazały się dla mnie lepsze i bardziej precyzyjne podle codziennej pracy, ale z czasem jednak potrzeba czegoś faktycznie mobilnego zaczęła się powoli do świadomości przebijać. Tak się zresztą wtedy złożyło, że Wacom wypuścił zupełnie nową, 13″ wersję swojego najmniejszego tabletu i siłą rzeczy zastąpił nawet w mniejszej ostatecznie cenie to, co pragnąłem wcześniej nabyć (3700-3800 zł vs 3900-4200 zł). Raz się żyje, postanowiłem spróbować. Były to okolice kwietnia 2014 roku, także czas chyba najwyższy opisać swoje wrażenia z perspektywy niemal roku ciągłych zabaw z tym sprzętem.

Strona produktu na wacom.com

 

Wacom Cintiq 13HD

 

Jakość wykonania i konstrukcja

Tablet jest wykonany z elementów plastikowych, miejscami nagumowanych (cały lewy panel wraz z przyciskami), gumowych (podstawka, nóżki) oraz aluminiowych (znów podstawka, górny i dolny frontowy panel na brzegach urządzenia). Do jakości naprawdę trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Wyszczególniając może po kolei niektóre elementy i aspekty konstrukcyjne…

 

– Piórko Pro Pen i akcesoria
Wraz z modelem 13HD Wacom wypuścił nowe piórko Pro Pen. Jest to nic innego, jak nieco poprawiony model standardowego (i w zasadzie flagowego do niedawna) modelu Grip Pen, dołączanego domyślnie do wszystkich modeli Intuos oraz Cintiq 22″ i 24″. Obecnie piórko Pro Pen nabyć możemy tylko z tabletami z serii Cintiq – wszystkimi modelami Companion, 13HD oraz najwyższymi 27 QHD.

 

Wacom Pro Pen

 

Poprawki o których wspomniałem objęły przede wszystkim nieco inny wygląd, mniejszą wagę oraz lepsze jej rozłożenie (przesunięcie w stronę rysika). Zmniejszona została również nieco czułość, na oko gdzieś tak o pół stopnia skali prezentowanej w sterowniku w stosunku do Grip Pena pracującego na tym samym typie rysika. Zmiany uważam za idące w dobrym kierunku, choć moim zdaniem w pracy nic nie jest w stanie zastąpić Classic Pena, na którym pracuje mi się najlepiej i najdłużej bez uczucia odcisku na palcu podtrzymującym.

Wraz z piórkiem w zestawie otrzymujemy nafaszerowany rysikami piórnik, który kapitalnie sprawdza się na wyjeździe, ale też standardowy „kubeczek” z zasobnikiem na rysiki (pusty). W piórniku dodatkowo znalazł się dozownik na kolorowe kółeczka do personalizacji piórek oraz ekstraktor do rysików. Same kółeczka nabrały nowych kolorów i przyznam się, jest to ciesząca oko zmiana, przydatna głównie dla tych osób, które mają różne piórka skonfigurowane inaczej dla różnych aplikacji i dobierają je na zasadzie kolorów.

Wacom 3 in 1 cable

Pozostałe akcesoria to demontowalna podstawka, o której zaraz powiem kilka słów, a także zasilacz sieciowy z wymiennymi końcówkami i kabel 3 w 1: HDMI + USB + zasilanie do jednego złącza idącego wprost do tabletu.

 

– Ergonomia
Największą zaletą C13HD jest to, że możemy go zabrać ze sobą i używać z każdym współczesnym laptopem – wystarczy, że jest wyposażony w złącze HDMI. Jeśli jesteśmy dodatkowo posiadaczami modelu 15,4″ i pojemnej torby, z pewnością ucieszy fakt, że Cintiq bez problemu do niej wejdzie i transportując je razem oszczędzimy sporo miejsca w zakresie zabieranych z nami bagaży. A nawet jeśli nie, spokojnie można dokupić zwykły pokrowiec od Intuosa z serii M – pasuje idealnie.

Cintiq może pracować zarówno jako monitor, jak i tablet do matrycy wbudowanej w laptop, zatem tutaj też jesteśmy sporym beneficjentem. Tak użytkowany laptop zmienia się w przenośne stanowisko wielomonitorowe i umożliwia kontynuowanie pracy na wyjeździe dokładnie na takiej samej zasadzie, jak gdybyśmy wykonywali ją w domu. Z tą tylko różnicą, że w ramach wyraźnie mniejszej skali. Z perspektywy niema roku wielokrotnie zdarzało mi się przygotowywać zdjęcia na potrzeby Audiofanatyka będąc na wyjeździe, także dodatkowy monitor i to jeszcze na tyle dobry, że bez problemu można retuszować na nim fotki, okazywał się wręcz nieoceniony.

Z perspektywy z kolei pracy na Intuosie 4 L muszę troszkę ponarzekać na ilość przycisków ExpressKeys. Przypomnę, że mój „regularny” tablet posiada 8 przycisków o pełnej konfiguracji i etykietach wyświetlanych na małych wyświetlaczach OLED. Do tego mogę operować kółkiem dotykowym w jednym z czterech, również konfigurowalnych, trybów pracy. W tak kompaktowym modelu niestety nie znajdziemy tego typu atrakcji i tym samym przycisków mamy raptem 4 z etykietami wyświetlanymi w ramach HUDa bezpośrednio na ekranie, zaś kółko zostało zastąpione przez tzw. RockerRing. Jest to nic innego jak 4-kierunkowy manipulator, jaki znaleźć można chociażby w padach do gier. Na środku umieszczono dodatkowy przycisk, dający nam sumarycznie układ 9 przycisków zamiast 8 + Touch Ring x4.

 

Wacom 6.3.11w3 driver inside

Wacom 6.3.11w3 driver inside

Wacom 6.3.11w3 driver inside

 

Wymusza to na nas przesiadkę na trochę inny sposób operowania Cintiqiem. Zmiany rozmiarów pędzla, obrót czy cofanie i ponawianie musimy teraz wykonywać ręcznie kliknięciami co pewien próg. Będzie to dla niektórych osób zapewne ograniczenie i spowolnienie w stosunku do dotychczasowej pracy z Intuosami, gdzie nawet stare wersje z serii 3 posiadały dwa paski dotykowe po obu stronach, ale po pierwsze – idzie się dosyć szybko przyzwyczaić, po drugie – jeśli podchodzimy do Cintiqów z pozycji czystej kartki lub przesiadamy się długim susem z Bamboo lub podobnych poziomem tabletów Wacoma, które nie są w jakikolwiek sposób wyposażone w takie dodatki, będzie nam to kompletnie obojętne.

Tablet wyraźnie jest tworzony dla osób praworęcznych, ale nawet i tutaj niektóre rozwiązania mogą zastanawiać. Przede wszystkim trzeba uważać na przyłącze główne, które integruje w sobie sygnał USB + HDMI + zasilanie. Znajduje się on z prawej strony, dokładnie tam, gdzie nasza ręka i zasilanie wewnątrz tabletu. Część osób miała jak pamiętam problemy z utrzymaniem się przyłącza w gnieździe podczas ruchów, choć sam takiego czegoś przez rok pracy z tabletem nie uświadczyłem. Poza tym wtyk ma w sobie chowane metalowe kotwice, zatem jego wyrwanie jest dosyć trudne, ale tak czy inaczej nie radzę próbować.

Ponieważ jest to tablet mobilny, jego pobór prądu powinien być jak najmniejszy. I jest – podczas pracy wynosi tylko 9 W (poniżej 1 W trybie czuwania). Dla porównania wariant 22HD pobiera maksymalnie 45W, zaś największy 27QHD pożera aż 80 W podczas pracy i ok. 5 W w trybie czuwania. To sporo, ale i różnica jest między nimi większa, dokładnie o dwukrotność długości, a więc obszarowo 27QHD jest jak cztery 13HD położone obok siebie w formie prostokąta.

 

Wacom Cintiq 13HD

 

Ponieważ jest to model kompaktowy, równie kompaktowe powinny być rozwiązania mające na celu poprawne ustawienie ekranu względem użytkownika. Precyzując, chodzi mi o gumowo-aluminiową podstawkę, która przy tak małym modelu jest zaprojektowana najprościej, jak to tylko możliwe. Nie jest ona niczym innym, jak składaną podstawką, zupełnie jak przy bodajże iPadach. Dzięki niej możemy ustawić sobie w dosyć trywialny sposób nasz tablet pod kątami: 0′, 22′, 35′, 60′. Jest do tego całkowicie odłączalna, zatem przy chęci pracy na kolanach możemy dodatkowo zmniejszyć wagę samego urządzenia.

 

Wacom Cintiq 13HD

Sprzęt jest podłączany również pod gniazdo USB, dlatego producent pomyślał o umieszczeniu jednego na samym tablecie, aby w przypadku laptopów niespecjalnie wyposażonych w dużą ich ilość, nie blokować sobą niczego cennego. Trochę szkoda, że włącznik został umieszczony w tak niewygodnym miejscu (wraz z diodą).

 

– Ekran roboczy i jakość obrazu
Trzeba przyznać, że jest naprawdę niezła wprost z pudełka i generalnie nie wymaga specjalnej ingerencji ze strony użytkownika. Sam tablet teoretycznie pokrywa tylko 75% przestrzeni barwowej z profilu Adobe RGB, ale nie zauważyłem, żeby z jakimkolwiek kolorem były wyraźne problemy prezentacyjne.

Nie oznacza to jednak, że sprzęt jest na poziomie monitorów Eizo za 4,5 k zł, ale definitywnie nie jest źle. Panel IPS użyty w C13HD jest ustawiony na minimalnie chłodniejsze kolory, ale trzymające się chociażby w obrębie skali szarości wykazuje bardzo dużą neutralność. Jasność jest można powiedzieć optymalna, choć panel należy do świecących oszczędniej i przez to mniej się grzejących. Nagrzewać się zresztą będzie tylko prawy dolny róg, ale znów nie jest to temperatura przekraczająca tą emitowaną przez nasze ciało.

Ponieważ tablet wyświetla obraz aż FullHD 1080p, duże zagęszczenie pikseli (169 PPI) wpływa na wysoką jakość obrazu i redukuje widoczność ewentualnych uszkodzonych jednostek, choć bardziej jednak martwiłbym się o samą powierzchnię ekranu podczas pracy. W ten sposób z C13HD praca musi odbywać się dosyć blisko, ale jeszcze nie ma tragedii jeśli chodzi o czytelność. Dla porównania modele 22, 24 i 27″ legitymują się odpowiednio gęstością PPI na poziomie 103, 94 i 109.

Generalnie przed zakupem swojej sztuki szukałem wytrwale jakichkolwiek informacji o rysach na nowych Cintiqach, które powstawałyby samoczynnie podczas pracy i w ten sposób mordowały jakąkolwiek przyjemność płynącą z rysowania na tych urządzeniach, ale się takowych nie doszukałem. Dmuchając jednak na zimne postanowiłem od razu zamówić folię do laptopów Gllaser Super Clear. Tą samą, którą naklejałem na początku, mam na tablecie do dziś i udało mi się znaleźć na niej jedynie dwie ryski, których ani nie widać, ani nie czuć. Folia zatem działa idealnie.

Jej obecność ma jeszcze dwie dodatkowe zalety. Po pierwsze – czyni powierzchnię tabletu ultra gładką i w ten sposób ani nie ogranicza moich ruchów, ani nie zużywa rysików (absolutne 0 zużycia po roku ciągłego użytkowania). Po drugie – poprawia kolory i kontrast, które przestają być już tak mocno „wyblakłe”, jak na początku mogło się wydawać. Koszt ok. 45zł za dwie sztuki jest banalnym wydatkiem przy bezwzględnej oszczędności rysików oraz szyby urządzenia za niemal 3800 zł.

 

Praktyczne zastosowanie

Może się wydawać, że praca na budżetowym i de facto najmniejszym Cintiqu będzie miała mniej sensu, niż ta wykonywana na pełnowymiarowym tablecie konwencjonalnym. Z drugiej strony można też zapewne formułować idące zbyt daleko do przodu wnioski, że zakup Cintiqa to swoisty „life changer”, jeśli chodzi o szeroko pojętą grafikę. Obie te koncepcje w praktyce zdają się mieć tak samo słuszność, jak i nie do końca być zgodnymi z prawdą.

Cintiq daje swojemu użytkownikowi przede wszystkim jedną ważną rzecz: niwelację pewnej „warstwy abstrakcji” i przejście na bezpośrednią zależność wynikającą z koordynacji oko-ręka. Innymi słowy: nie musimy sobie wyobrażać naszego ruchu ręką znajdującą się gdzieś tam na stole podle tego, co zobaczymy zaraz na ekranie znajdującym się w pozycji trochę nienaturalnej – bo przed nami, a nie na tym samym stole, co ręka. Cintiq pozwalając na rysowanie na tej samej płaszczyźnie umożliwia dokładne planowanie ruchu i wyobrażanie go sobie przed jego wykonaniem lepiej, niż w przypadku Intuosa. Stąd płyną dwie ogromne zalety tych urządzeń:
– ogromna naturalność ruchów,
– większa precyzja kładzionych kresek i co za tym idzie – wyraźnie mniejszy próg błędów.

Pierwszą rzecz wyjaśniłem w zasadzie już wyżej, druga z kolei przekłada się na trywialną zależność między czasem i irytacją. Czasem, bo jednak położenie jednej kreski na ekranie raz i szybko jest lepsze, niż kilka razy kreska -> ctrl+Z -> kreska -> ctrl+Z itd. Irytacją, bowiem rysowanie idzie wtedy lepiej, sprawniej i bez demotywujących myśli „głupiej kreski nie potrafię narysować, kompletnie mi to nie idzie”.

Cintiq pracy nam nie ułatwia, on ją umożliwia i już nawet najmniejszy model może spokojnie pracować jako wyraźny upgrade w stosunku do jakiegokolwiek Intuosa w rozmiarze M, ale też jako suplement do rozmiarów L (przynajmniej na ogół). Rozmiar „trzynastki” plasuje się bowiem między formatami M i L, stąd też owa zależność.

Urządzenia z serii Cintiq nie są jednak pozbawione… może nie „wad”, ale uwag, a przynajmniej na tle Intuosów. Nie są to rzeczy co prawda krytyczne, ale mimo wszystko zauważalne podczas pracy na obu tabletach naprzemiennie. Przede wszystkim chodzi mi o przykrywanie obszaru roboczego ręką. To w zasadzie największa „wada” każdego Cintiqa, a wynikająca po prostu z faktu, że rysujemy na ekranie, a nie gdzieś tam i widzimy tylko kursor. W przypadku małych rozmiarów, tak jak przy opisywanej 13-stce, nasza ręka potrafi zająć nawet 40% widocznego obszaru, dlatego też trzeba się po prostu do takiego stanu rzeczy przyzwyczaić. Intuosy takiego problemu nie mają, ponieważ nie rysujemy po ekranie, na którym wyświetlane są efekty naszej pracy.

Pracując z grafiką użytkową zauważyłem, że Cintiq nie jest w niektórych zastosowaniach bezwzględnym killerem Intuosów i to może zastanawiać przy bardzo dużej różnicy w cenach między np. dużym Intuosem w rozmiarze L (1600-1800 zł), a najtańszym i „zaledwie” 13-calowym Cintiqiem (ponownie przypomnę: 3700-3800 zł). Odpowiedź tkwi w zastosowaniu. Cintiq w moich rękach okazał się wyraźnie lepszy w rysunkowej pracy, która wymaga jak najbardziej realistycznego prowadzenia rysika, w sensie ruchów rzecz jasna. Intuos z kolei okazywał się lepszy w projektowaniu graficznym, ponieważ przy rozmiarze L i w połączeniu z dużym 24″ monitorem dawał wysoką precyzję i w dużej mierze bezstresową, płynną pracę. Tam bardziej liczyła się dokładność wynikająca z rozmiaru, aniżeli jakakolwiek naturalność ruchów, ale też i wspomniane nieprzykrywanie sobie ręką tego, co się projektuje. Pozwalało mi to na łatwiejsze objęcie okiem tworzonego projektu, lepszą ocenę proporcji i dokładne rozmieszczanie elementów.

Jako że lubię sprawdzać sprzęt na praktycznych przykładach, poniżej kolejne etapy pracy z jednym z rysunków (na ostatnim zdjęciu widoczny całościowo wywołany HUD):

 

Wacom Cintiq 13HD

Wacom Cintiq 13HD

Wacom Cintiq 13HD

Wacom Cintiq 13HD

 

Cintiq 13HD oczywiście w takich zastosowaniach również może być spokojnie używany i to z dużym powodzeniem – zwłaszcza gdy nasza praca obejmuje zakres mieszany i obok projektowania sporo rzeczy musimy rysować ręcznie. Tu jednak problemem może okazać się kompaktowość trzynastki. Coś, co do tej pory było jego największą zaletą, nagle może okazać się wadą i zakup np. wersji 22″ może być nieco lepiej dopasowany do naszych potrzeb i stylu. C13HD sprawdza się na ogół najlepiej z precyzyjnym rysunkiem idącym w detal, gdzie częściej sięgamy po większy poziom przybliżenia. Co bardziej hardkorowi zapaleńcy mogą spokojnie na C13HD oglądać filmy i przeglądać sieć, jak również i grać. Jest to przecież bowiem nic innego jak mały, przenośny monitor.

Wracając jednak do zastosowań typowo graficznych, sens zakupu Cintiqa jest zawsze wysoki. Zawsze. Wspominany przeze mnie próg błędów wynikający z ciągłego cofania notorycznie źle położonych kresek okazał się w moim przypadku przynajmniej o 30% mniejszy. Oznacza to, że np. próbując położyć dobre długą kreskę pod włosy rysowanej postaci na Intuosie, na Cintiqu zaczynam powoli kończyć cały pukiel. Oszczędzam dzięki temu coś bardzo cennego, a czego naprawdę notorycznie mi brakuje: czas.

Idźmy dalej – ponieważ operujemy na dokładnie tej samej warstwie abstrakcji, jeśli chodzi o rysowanie i rejestrowanie naszego ruchu jednocześnie, nie musimy już tak często korzystać z funkcji odpowiedzialnych za obracanie rysunkiem w Photoshopie czy Painterze, jak miało to miejsce przy Intuosach. Tam „bezpieczniej” faktycznie było operować obrotem sceny aniżeli samym tabletem. W Cintiqu możemy czynić na odwrót i tu znów zasługą jest poręczny rozmiar 13HD, choć tak samo czynić można spokojnie z modelem 22″. Po prostu zamiast kręcić sceną bierzemy sobie lepszy „chwyt” z tabletem np. na kolanach i voilla. Szybciej, prościej, lepiej i to zwłaszcza, że mamy dokładne odwzorowanie pikseli podczas rysowania. Przypomnę bowiem, że przy obrocie piksele przestają być dokładnie pokazywane na scenie i całość staje się z naturalnych przyczyn jeszcze bardziej spikselizowana. Znów zaoszczędziliśmy czas.

Mając już w domu Intuosa możemy posunąć się o krok dalej i wciąż wykorzystywać go podczas pracy z Cintiqiem. Nie chodzi tu nawet o wykorzystanie obu jednocześnie, a użyczanie piórek między sobą. Okazuje się bowiem, że zarówno Cintiq, jak i Intuos spokojnie mogą na zmianę pracować z Pro Penem i Grip Penem. Jako że posiadam prywatnie Intuosa 4 L, znienawidzonego swego czasu za sprawą „innowacyjnych inaczej” folii pożerających rysiki jak szalone, mogłem łatwo sprawdzić opisywaną niezależność piórek i faktycznie – w pewnej chwili do C13HD miałem przypisane aż 3 różne piórka i co najlepsze – każde z inną konfiguracją. Pozwala to na dopasowanie sobie odpowiedniego narzędzia np. specjalnie pod konkretne oprogramowanie. Jako że pracuję najczęściej na produktach Corela, mogłem podpisać sobie np. Grip Pena pod Photo-Painta, zaś Pro Pena zostawić z klawiszologią odpowiednią dla Paintera i w ostateczności Photoshopa. Pisałem również o tym przy okazji małej recenzji piórka Classic Pen, ale myślę, że warto mimo wszystko to powtórzyć.

 

„Parallax error”, „wobbly lines”, lagi i sterowniki

Cintiq to wspaniałe narzędzie do pracy i zabawy, ale jak zawsze w beczce miodu jest jeszcze łyżka dziegciu. Najwięcej problemów od zawsze przy tych tabletach powodowały tzw. „parallax error” oraz różne dziwne zachowania wynikające z użytych sterowników.

Błąd mapowania kursora (parallax error) jest niestety wliczony w cenę pracy na takich urządzeniach. Chodzi tu o odległość kursora wyświetlanego na ekranie od fizycznego położenia rysika na płaszczyźnie tabletu. Różnica jaką notujemy wynika przede wszystkim z grubości szyby, po której rysujemy. Jest to swego rodzaju zło konieczne, na które musimy się godzić podczas pracy, aczkolwiek po początkowym zetknięciu się z tym całkowicie powszechnym dla każdego Cintiqa zjawiskiem, przestałem zwracać na to jakąkolwiek uwagę.

O tzw. „wobbly lines” krążą już powoli legendy – chodzi o pofałdowane kreski zamiast prostych, głównie w Photoshopie. Problem leży gdzieś pomiędzy sterownikami, skalowaniem DPI systemu operacyjnego, a samym programem, ponieważ np. rysowanie w skali szarości problemu kompletnie nie ujawniało, ale tylko przejście na RGB od razu sprowadzało wszystko do punktu wyjścia. Innym razem wszystko było kompletnie OK i dopiero np. podłączenie drugiego monitora powodowało anomalie. Poniżej starałem się pokazać na czym polega cały myk – po lewej pofałdowane linie, po prawej już takie, jakie być powinny od samego początku. W moim przypadku problem występował na wszystkich driverach prócz najnowszych 6.3.11w3 i dokładnie te bym zalecał na początek instalować.

 

Wacom Photoshop wobbly lines

 

Lagi to na szczęście ostatnia z rzeczy, jakie może przyszły nabywca tabletu z tej serii spotkać. Chodzi o to, że kursor notorycznie nie nadążał za rysikiem, przez co szybkie ruchy np. podczas cieniowania kreskowaniem, nie są do końca precyzyjnie przez nas kładzione, bowiem nie jesteśmy w stanie kontrolować na bieżąco gdzie kreskowanie ma się zaczynać, a gdzie kończyć. Sytuacja była dosyć kiepska na całe szczęście tuż po premierze, a dziś została w dużej mierze zażegnana. Tu również sporo robią najnowsze, podane przeze mnie wyżej sterowniki (stan na styczeń 2015 r.), więc jak widać producent jednak pracuje cały czas nad rozwojem i poprawą funkcjonowania swoich urządzeń, a co należy bardzo wyraźnie pochwalić.

 

Podsumowanie

Niedługo minie okrągły rok od czasu zakupienia przeze mnie „trzynastki” i choć na początku nie odczuwałem w wielu miejscach wrażenia, że Cintiq jest moim swoistym „life changerem” na tle Intuosa 4 L, tak obecnie nie wyobrażam sobie bezstresowego rysowania na konwencjonalnym tablecie. Rysunki zaczęły być przeze mnie tworzone bardziej naturalnie i z uczuciem, że gdybym się uparł, to i na zwykłej kartce byłbym w stanie rysować dokładnie tak samo, jak „uczy” mnie rysować Cintiq.

To też chyba ostatecznie dzięki niemu wiem, co będzie moim kolejnym zakupem i dlaczego na pewno nie będzie to nic związanego z audio. Ale nawet mając i większy model, definitywnie nie pozbędę się małej zgrabnej 13-stki, która w codziennym użytkowaniu potrafi być niesłychanie przydatna.

Zalety:
+ fenomenalne doświadczenie rysowania bezpośrednio na ekranie
+ wysoka jakość wykonania
+ bardzo dobra jakość ogólna wyświetlanego obrazu wprost z pudełka
+ rozdzielczość FullHD, złącze HDMI (12WX miał tylko DVI)
+ ogromna mobilność
+ bardzo dobre parametry techniczne, dziedziczone po serii profesjonalnej
+ piórko Pro Pen w zestawie
+ bogate wyposażenie (stojak, piórnik, zapasowe rysiki)
+ złącze USB niwelujące blokowanie jednego z portów przez tablet

Wady:
– kolory mimo wszystko mogłyby być żywsze (tylko 75% Adobe RGB)
– brakuje jakiegokolwiek paska dotykowego, którego Rocker ring nie do końca jest w stanie zastąpić
– zastosowano kabel z głównym złączem prostym zamiast kątowego, które byłoby moim zdaniem znacznie praktyczniejsze
– nie pogardziłbym też, gdyby był on dłuższy
– wyczuwalny na tle Intuosów input lag (pomagają najnowsze sterowniki)
– parallax error, który jak zawsze mógłby być mniejszy (cecha fizyczna, kwestia przyzwyczajenia)
– u niektórych może wymagać trochę żonglerki ze sterownikami (polecam 6.3.11w3)

Cena:
ok. 3 800 zł

There are 4 comments

Comments are closed.