Recenzja tabletu Wacom Intuos4 L

Od premiery tych tabletów minęło już nieco czasu, jednak nadal potrafią wzbudzać wiele kontrowersji. Z jednej strony kontynuacja profesjonalnej linii i wielkiego dorobku, z drugiej rozwiązania która nie każdemu przypadły do gustu i które rzutują na tempie zużycia się sprzętu oraz rysików. A to wszystko kraszone dosyć wysoką ceną. O czym mowa? O aktualnej linii tabletów Wacoma z serii Intuos, oznaczonych cyferką 4, których przedświąteczną Techfanatykową recenzję niniejszym popełniam.

Nie da się ukryć że na papierze „Czwórki” wyglądają na bardzo apetyczne kąski, czy to dla osób, które mają przynajmniej jakieś względne pojęcie o grafice i sprzęcie dla grafików, czy też nawet na tle poprzedniej serii, wyróżniając się kilkoma innowacyjnymi rozwiązaniami. Wciąż jednak słychać od czasu do czasu echo osób niezadowolonych z obecnie oferowanego modelu i próbujących szukać na siłę poprzednich wersji, używanych i za niewiele mniej. Pytanie zatem o co w ogóle chodzi i czy korona z głowy spadła, czy też po prostu jest to czysta kwestia koncepcji i gustu w podejściu do tematyki profesjonalnych tabletów? Tego i wiele więcej dowiecie się z niniejszej recenzji. Będzie bardzo dużo o kwestii wyboru rozmiaru tabletu pod siebie, ponieważ ogromna rzesza ludzi ma z tym zawsze problem, będzie także o sensie przejścia przez Wacoma na inny typ oznaczeń modeli i format 16:10, jak również naturalnie o samym tablecie i wszystkich aspektach z nim związanych.

Na samym początku jednak zaznaczyć chciałbym trzy rzeczy, które ułatwią ewentualną interpretację recenzji:

1. W sieci aż roi się od zdjęć tych tabletów i to całkiem dobrych, więc uznałem, że nie ma potrzeby specjalnie fotografować Intuosa, ponieważ recenzja i tak będzie skupiała się głównie na rozwiązaniach technicznych i „kulturze” pracy z urządzeniem.

2. Jeśli ktoś nie czytał artykułu o wyborze tabletu, może tego nie wiedzieć, ale nie jestem amatorem jeśli chodzi o sprzęt tego typu. Miałem już w rękach różne takie urządzenia i to nie tylko Wacoma, pracuję na nich zawodowo, maluję na nich prywatnie, w różnych rozdzielczościach, na różnych formatach i przy naprawdę zróżnicowanym materiale, posiadając przy tym również Intuosa z serii 3. Także swoje wiem i porównanie mam ;).

3. Widziałem już nieco recenzji oraz opinii nt. Intuosów4 (inaczej nie mógłbym napisać tego co napisałem we wstępie do artykułu) i nie byłem nastawiony do pracy oraz recenzji tegoż tabletu ani przesadnie sceptycznie, ani specjalnie optymistycznie. Nie będę więc przelewał na prawo i lewo „achów” i „ochów”, jak to zwykle czynią ludzie w sieci w zetknięciu z jakimkolwiek modelem Intuosa i wszyscy ci pseudo-eksperci od tabletów, których przyznam się nie znoszę. Nie będę też wydawał werdyktu po godzinie pracy i pobieżnym rzucie okiem – nic z tych rzeczy. Ja swoje „achy” i „ochy” już w pracy z Intuosami przeżyłem dawno temu, naprawdę. Jestem mocno przyzwyczajony do pracy z tak precyzyjnymi tabletami i poziom komfortu raz że nie jest mi obcy, dwa że kształtuje mnie na użytkownika z określonymi wymaganiami, stojącymi na dosyć wysokim poziomie i chyba tylko to byłoby dla mnie potencjalnym problemem (gdyby ktoś mi kazał pracować na chińskim tablecie za 100zł, chyba zostałbym przy myszce – szkoda rąk).

 

Przegląd serii 4: typy, rozmiary i tajemnicze daty

Najpierw chciałbym poruszyć kwestię rozmiarów, oznaczeń i ogólnego przeglądu nowej serii. Tablet, który to jest bohaterem niniejszej recenzji, to Intuos4 A4 (L) z kwietnia 2011. Teraz pytanie po co te dwie informacje – ponieważ Intuos dostępny jest w wersji czwartej w aż pięciu wersjach, różniących się od siebie rozmiarami ale też i funkcjami, a w przeciwieństwie do poprzedniej serii Intuosów, Wacom zdecydował się na zmianę notacji rozmiarów. Do tej pory były to oznaczenia formatów, tj. A6, A5, A4 oraz ich warianty panoramiczne (wide) i w formacie 1:1 (oversized). Intuosy3 były tabletami, które musiały zmierzyć się z podzielonym rynkiem monitorów, czyli między CRT w klasycznym podziale 4:3, a rodzącym się segmentem panoram LCD 16:10. Obecnie Wacom porzucił zatem oznaczenia formatów klasycznych na rzecz symboli: S, M, L, XL. Obszar faktyczny pozostał w stosunku do swoich ISO-wskich odpowiedników na oko niezmieniony, tyle że dostosowany do formatu monitorów panoramicznych. Ot cały sekret.

 

S – najmniejszy tablet z tej rodziny charakteryzujący się wymiarem podobnym do A6, tyle że w ratio 16:10. Pochwalić się może sześcioma przyciskami ExpressKeys bez wyświetlanych etykiet oraz najniższą ceną, wynoszącą ok. 800zł.

M – odpowiednik panoramicznej A5-tki jest już w pełni wyposażonym modelem, posiadającym komplet ośmiu ExpressKeys wraz z podświetlanymi etykietami. Wariant ten jest chyba najpopularniejszym spośród wszystkich dostępnych, na co też wpływ miała zapewne cena, oscylująca w granicach 1200-1300zł. O cenach i ich atrakcyjności na pewno się za moment jeszcze wypowiem nawiasem mówiąc. Model M występuje ponadto w wersji wireless.

L – opisywany tu model, będący największym „konwencjonalnym” rozmiarem Intuosów4, identyczne wyposażenie co model A5, z jedną różnicą: możliwe jest wykorzystanie dwóch obszarów QuickPoint, o których również powiem szerzej w dalszej części recenzji.

 

 

Model ten kosztuje ok. 1600-1700zł, co jest o tyle ciekawe, że porównywalny wariant A4 poprzedniej generacji był sprzedawany w cenie średnio 2000-2100zł, także nadpłata względem modelu A5 jest sporo mniejsza w nowej rodzinie tych tabletów i daje duży plus do oceny opłacalności.

XL DTP i XL CAD – dwa ostatnie warianty to odpowiedniki formatu A3, wyróżniające się na tle pozostałych modeli tym, że w przypadku wersji CAD do dyspozycji użytkownika oddano precyzyjną mysz z celownikiem optycznym, a DTP – klasyczne piórko, tak samo jak w przypadku rozmiaru L, obsługuje QP. To jednak nie wszystko, bowiem powierzchnia tych tabletów posiada na sobie dodatkową folię przezroczystą, pod którą można umieszczać wydruki w celu odrysu lub własne analogowe szkice jako materiały referencyjne. Koszt takiej przyjemności to ok. 2900zł, a to już wydatek dla wielu osób znaczny.

To by było na tyle w kwestii oznaczeń rozmiarów, teraz data produkcji. Została podana przeze mnie ze względu na inną, równie ważną: październik 2010. Intuosy z serii 4 wywoływały swoje kontrowersje nie bez powodu, bowiem zastrzeżenia były kierowane pod adresem przestrzeni roboczej oraz rysików, a konkretnie dużego poziomu zużycia obu. U Wacoma zawsze tego typu elementy były materiałami eksploatacyjnymi – jeśli folia została uszkodzona lub rysik się zbyt mocno starł, wystarczy wymienić zużyty element i jest to możliwe nawet teraz w przypadku Intuosów 2 i 3, a więc produktów których już się w zasadzie nie sprzedaje. W październiku 2010 roku Wacom postanowił pójść na rękę użytkownikom i wprowadził dwie rzeczy:

– clear sheety
– nową rewizję tabletów z udoskonaloną powierzchnią standardową.

W efekcie sytuacja wygląda tak: można kupić tablet wyprodukowany przed październikiem 2010 roku (bardziej myślę tu o używkach niż nówkach, choć różnie może się zdarzyć) ze „starą” matową powłoką, można kupić nowszy tablet z bardziej wytrzymałą powłoką, obie powłoki można dostać osobno jako materiał eksploatacyjny i do tego jeszcze można dokupić sobie w/w clear sheet. 5, wcale nie ułatwiających życia, wariantów sytuacyjnych.

 

Obszar i mapping 16:10, czyli co się kryje w FullHD

Zmiana oznaczeń o której pisałem niesie ze sobą „konieczność” tłumaczenia ich ludziom na prosty język, czyli standardy ISO z którymi byli oswajani w szkołach (na ogół i tak niewiele to daje). Gdy widzicie znaczek A5, A4, to już mniej więcej możecie sobie wyobrazić rozmiar obszaru roboczego. Dlatego też można spotkać nowe Intuosy właśnie z takimi oznaczeniami, albo chociaż dopisanymi w nawiasie przy nazwie produktu. Trzeba jednak pamiętać to o czym mówiłem – to nie jest „prawdziwe” A6, A5, A4, tylko symboliczne, bowiem wymiary się różnią, ratio też.

Z tego powodu prawdziwe przełożenie się oznaczenia formatu do jego rzeczywistego rozmiaru powinno odbywać się nie na płaszczyźnie tablet vs kartka z bloku rysunkowego, a tablet vs monitor komputera, do którego sprzęt będzie podłączany. Intuosy są w stanie zamapować dowolny fragment swojej powierzchni, a więc dostosować się do naprawdę komicznych monitorów o najbardziej wyszukanych proporcjach, ale wszystko ma swoją cenę i należy pamiętać że natywnym formatem tabletu jest 16:10. Rozdzielczościami takiego pokroju są np. 1680×1050 px czy też 1920×1200. Każde odstępstwo od 16:10 będzie karane – stratą. Strata obszaru to konsekwencja zaznaczenia opcji Force proportion w sterowniku tabletu i żeby było śmieszniej, będzie to czynność jak najbardziej pożądana. Odcięty zostanie wtedy fragment tabletu, np. prawa krawędź, dzięki czemu dostosuje się on formatem do posiadanej rozdzielczości.

Taka czynność musi zostać wykonana, bowiem próbując odrysować koło, na ekranie i bez opcji wymuszenia proporcji uzyskamy jajko, fachowo nazywane elipsą. Dlatego przed zakupem Intuosa należy bacznie przyjrzeć się jego formatowi i rozdzielczości monitora który mamy, lub którego chcemy zakupić. Bardzo szeroko i treściwie opisałem takie kwestie w osobnym artykule, zalecam wnikliwą lekturę, aby później nie było problemów.

Obszar roboczy i jego format to jedno, ale wielkość w stosunku do własnych preferencji i stylu? To już ciekawa sprawa i problem, z którym wiele osób ma poważny zgryz, bowiem:

– zakupu na ogół dokonać można tylko raz,
– nie ma jak porównać ze sobą poszczególnych modeli,
– nie ma jak porównać ze sobą poszczególnych rozmiarów,
– nie ma jak obu powyższych cech podzielić przez własne doświadczenie / styl / nawyki,
– a już w szczególności przez wykonywaną przez siebie grafikę na własnym monitorze, który też ma swoją rozdzielczość przecież.

Dzięki temu okazuje się, że Wasze, powiedzmy, 1400-1700zł wydane będzie w dużej mierze w ciemno i opierając się tylko i wyłącznie na różnorodnych opiniach, forach dla grafików oraz „recenzjach”. Fajnie, tyle że:

– opinie: mogą być pisane przez dosłownie każdego, od 50-letniego człowieka z ogromnym doświadczeniem rysunkowym i warsztatowym po dzieciaka z mieszkania naprzeciwko, mówiąc kolokwialnie „podjaranego pod sam sufit” samym faktem że udało mu się namówić rodziców na najtańszy wariant Intuosa.

– fora dla grafików: taka sama anonimowość i frywolność opinii jak gdziekolwiek na sieci, wypowiedzi będzie tyle, ilu ludzi spotkacie w danym wątku i KAŻDY będzie mówił co innego, mniej lub bardziej sensownie, ponieważ każdy ma swoje własne doświadczenia, własny styl i wykonuje naprawdę odmienne typy grafik. Najlepsi będą oczywiście agenci nie posiadający Intuosa, żadnego z czterech serii jakie do tej pory wyszły, ale głoszący prawdy objawione takie, że człowiek nie wie sam co ma myśleć, wprowadzając jeszcze większy zamęt.

– „recenzje”: nie ma nic bardziej fantastycznego od przeżywania orgazmu wraz z kimś, kto robi to na widok czegoś, czego nigdy nie miał w rękach. Nie ma też nic bardziej szkodliwego niż pseudo-ekspert wypowiadający się niby-technicznym językiem, posługujący się niby-doświadczeniem i jednocześnie plotący niemożebne bzdety. Tak było kiedyś nt. Intuosa3, gdzie ktoś w „recenzji” napisał o podniesionym obszarze roboczym ponad płaszczyznę tabletu. Wiecie czemu to napisał? Bo na zdjęciu się tak wydawało. Identycznie można było przeczytać nt. Intuosa4, choć tym razem były to zdejmowane panele boczne i inne tego typu smaczki, nie mające najmniejszego pokrycia z prawdą. Tyle że to co jest w przypadku Int4 mocno rozpowszechnione, to chwalenie produktu w sytuacji, gdy nie miało się z nim styczności przez dłuższy czas. W przypadku recenzowania każdego tabletu, testy należy przeprowadzać przez dłuższy okres czasu, a nie dzień-dwa, czasem kilka godzin. Przez ten czas nie da się po prostu sprawdzić poziomu zużywalności materiałów eksploatacyjnych, jakimi niewątpliwie są rysiki i powierzchnia robocza, często też można to zrobić tylko wykonując pełne artworki, a nie „kilka kresek i spoko”. Dlatego tak wiele „recenzji” jedynie chwali Intuosy a o potencjalnych problemach tylko delikatnie wspomina, nie dając pełnego obrazu sytuacji. Ja swój egzemplarz katowałem ponad 2 miesiące na dwóch artworkach 4000×2500 każdy, więc coś mogę o kwestiach trwałości powiedzieć. Nawet wiele.

Wracając jednak z dosyć mocnego offtopa do sedna problemu – wyboru tabletu pod siebie – nie da się ukryć że to co napisałem odnośnie forów będzie na nim bardzo ciążyło i utrudniało podjęcie decyzji.

Aby go rozwiązać najpierw musicie przejść weryfikację swojej rozdzielczości. Umownie: jeśli macie duży monitor, lepiej sprawdzi się na nim większy tablet – wiele na ten temat wyjaśniłem w artykule linkowanym wcześniej. Wtedy też pozostanie już tylko kwestia wyboru rozmiaru. Osobiście nie uważam aby Intuos4 S był wart zakupu, z prostego względu: za jakieś 860zł mam A6, który nie będzie w stanie czułością i osiągami współgrać ze swoim małym rozmiarem. W przypadku tanich tabletów nie ma problemu – tu jest, ponieważ za ok. 650zł możecie mieć Bamboo Fun A5, jeszcze taniej wyjdzie używka / powystawówka z roczną GW. Tam, mimo gorszych osiągów, mimo gorszej ergonomii piórka, będzie zysk z obszaru roboczego + jest opcja Touch. Także wg mnie zakupy powinno się rozpoczynać dopiero od wariantu M (A5).

Obecnie ceny kształtują się tak kolorowo, że różnica cenowa między A5 a A4 jest sporo mniejsza niż za czasów poprzedniej serii. Pisałem o tym wcześniej: o ile wariant A5 kosztuje tyle samo co ówczesny Intuos3 A5, czyli jakieś 1350zł, to A4 kosztuje już tylko 1600-1700zł, w porównaniu do kwoty 2000-2100 zł, jaką przychodziło zapłacić za Intuosa3 A4. Oznacza to że dopłata do większego tabletu jest znacznie bardziej kusząca niż miało to miejsce kiedyś. I ta dopłata spędza sen z powiek wielu nabywcom. Dopiero z modelem XL nie ma problemu – cena 3050zł nie pozostawia wątpliwości.

Teoretycznie nie powinno być problemu idąc zasadą większe = lepsze. Tyle że to nie działa w przypadku tabletów graficznych. Jeśli weźmiecie tablet za mały, będziecie się męczyli, musieli sztucznie ograniczać ruchy ręki i przyzwyczajać się do małego obszaru działania – analogicznie do ustawienia sobie szybkości kursora myszki na maksimum. Jeśli potraficie tak pracować – mały rozmiar jest dla Was najodpowiedniejszy.

Jeśli weźmiecie tablet za duży, na pełnym mappingu także będziecie się męczyli, ponieważ trzeba będzie nieźle się namachać rękami, nauczyć rysować linie z łokcia a nie z nadgarstka, a to może być długie i męczące. Jeśli zaś włączycie mniejszy mapping, będzie Was bolało, że część tabletu jest nieużywana. Po co zatem płacić za coś czego się i tak nie używa? Wbrew pozorom jest to złe rozumowanie. Wyjaśnię.

Osobiście zaczynałem swoją przygodę od tabletów A4, potem przeszedłem na A5, obecnie używam wszystkich trzech formatów: A6 + A5 + A4. Skupiając się na dwóch ostatnich, przyznam się że nie wykluczają się wzajemnie – każdy z nich ma swoje zastosowanie, a ja sam jestem w stanie się do nich dostosować, albo po prostu pracuję w określonym środowisku, dostosowanym do każdego z nich.

Przykładowo: na A5 nieco lepiej rysuje mi się postaci. Krzywe, zwłaszcza włosy, świetnie maluje się z nadgarstka, przez co są one ciągłe, płynne i bardzo naturalne. Ruchy wykonuje się mniejsze i na mniejszą skalę, przez co ręka nie męczy się tak jak w przypadku większego tabletu, choć zamiast tego bardzo mocno obrywa dłoń, w szczególności palce, gdyż tablet taki wymaga większej precyzji samej ręki. Świetnie pasuje też do rozdzielczości jaką mam w pracy oraz w laptopie (często zabieram tablet w podróż aby sobie poszkicować).

Z kolei wszystko inne, ale przede wszystkim większe prace, znacznie lepiej produkuje się na większym monitorze i formacie A4. Większa precyzja, większe możliwości malowania większych połaci obrazka oraz znacznie mniejsza potrzeba pilnowania ruchów ręki, wybaczając tym samym znaczną część drgań naturalnych dłoni oraz niektóre ruchy omyłkowe. Postaci rysuje się nieco gorzej, ponieważ trzeba wszystkie długie krzywe wykonywać z łokcia z jednoczesną dobrą kontrolą nacisku, aby kreska była jednorodnie gruba, a co wymaga już nieco wprawy.

Większość poważnych grafików i ilustratorów, zwłaszcza tych światowej sławy, korzysta właśnie z formatu A4 i w górę. Nie jest to co prawda żaden argument, dla mnie nie przedstawia on żadnej wartości, ale zjawisko samo w sobie już tak – po prostu większy tablet = większa kontrola oraz precyzja i tak też sprawa ma się w rzeczywistości.

Jednak mylić się będzie ten, kto pomyśli o A5 jako o czymś gorszym lub „nieprofesjonalnym”. To tak naprawdę Wasz wybór i uzależniony powinien być od wykonywanego gatunku prac. Do postaci i od portretów po chociażby mangę wystarczy na ogół A5, zwłaszcza gdy macie bardzo detaliczną rękę. Będziecie mogli pracować na tym formacie przez wiele lat i nadal trudno będzie Wam odczuć niedosyt, a co za tym idzie chęć przesiadki na coś większego. Do pejzaży, matte paintingu, większego malowania, A4 może okazać się dobrym wyborem.

Swoją drogą nasza rodzima artystka z Warszawy – Marta Samborska – pracowała i chyba nadal pracuje właśnie na formacie A5. Swoją drogą poszukajcie i zobaczcie jej prace.

Tylko że to wciąż jedynie 400zł dopłaty, poza tym jeśli używacie tabletu do wielu różnych typów grafiki, to dojdziecie do wniosku że i tak większy może więcej. Czemu? QuickPoint. Mowa tutaj pewnej funkcji, której próżno szukać w rozmiarach S i M: w/w QuickPoint. Jeśli zauważyliście na powierzchni tabletu „celownik”, to właśnie jest to QP – określa wizualnie jego obszar i zdradza metodę jego działania. Tablet w trybie QP jest w stanie mapować tylko i wyłącznie obszar A5, znajdujący się w lewym górnym bądź prawym górnym rogu. Na przeciwległej krawędzi zaś tworzona jest miniaturka pulpitu, będąca swoistą szybką nawigacją. Dwa sporej wielkości paski są co prawda dezaktywowane, ale dzięki temu możliwe jest używanie pełnego A5 + szybkiej nawigacji (z zachowaniem Force proportion) w ramach obszaru A4. Pozwala to też na używanie tabletu w takiej konfiguracji nawet wtedy, gdy część powierzchni roboczej ulegnie zużyciu / uszkodzeniu.

Za te 400zł więcej, w tym momencie można stwierdzić, że kupuje się dwa tablety zamiast jednego. W sytuacji gdy tworzy się kilka różnych typów grafik, w zależności od tego na co ma się np. ochotę, może okazać się, że A4 wcale nie jest taki super, bo wymusza bardziej męczące ruchy aniżeli A5 i na odwrót: A5 jest za mały aby móc w pełni swoich możliwości malować jakieś większe obrazy. Mapping QP jest tak szybki w aktywacji / dezaktywacji z poziomu panelu sterującego sterowników, że nie trzeba każdorazowo bawić się w ręczne i mozolne ustalanie obszaru, no i oczywiście pamiętać jakichkolwiek wartości numerycznych z tym związanych. Wykorzystanie dolnego lewego i dolnego prawego rogu jest możliwe po odwróceniu tabletu i skonfigurowaniu go dla osoby leworęcznej.

QuickPoint jest dostępny tylko na wersjach L i XL, ale, nawiązując do tego o czym pisałem nt. dopłaty do L, właśnie ze względu na cenę L-ki czyni ją tak samo opłacalnym zakupem jak model M, może nawet bardziej. Także wskaźnik opłacalności przechyla się w wielu sytuacjach w stronę L, choć M zawsze będzie deptał L-ce po piętach. Wybór naturalnie pozostawiam Wam i póki co uznajmy, że sprawę roztrząsania podstawowego pojęcia – rozmiaru w zależności od preferencji – mamy załatwioną.

 

Ergonomia i funkcjonalność

Zanim przejdziemy do zachowania się tabletu podczas długodystansowego rysowania, warto opisać, nawet pobieżnie, wszystko to, co mieści się dookoła. W stosunku do Int3, Wacom pokusił się o całkowite przeprojektowanie układu i zasady działania tabletu. Int3 oferował 8 przycisków ExpressKeys, dwa paski dotykowe oraz dwie diody, sygnalizujące czy tablet działa i czy wykrywa nacisk piórka (niebieskie + zielone). Nie ważne było czy pracuje na nim osoba lewo czy też praworęczna, i tak użytkownik był zmuszony używać tylko jednego zestawu przycisków i jednego paska – o drugi zahaczał ręką podczas pracy.

 

 

Int4 są pod tym względem o wiele lepiej zaprojektowane – panel z ośmioma przyciskami znajduje się tylko z jednej strony, zamiast pasków jest krążek dotykowy, a zmiana orientacji dla leworęcznych osób polega na odwróceniu tabletu o 180’ i ustawieniu odpowiedniej opcji w panelu. Proste prawda? Diodki zniknęły, ponieważ krążek może pracować w jednym z czterech programowalnych trybów, to właśnie one wskazują i jednocześnie dany tryb i aktywność tabletu / piórka. Najważniejszą zmianą jest jednak wprowadzenie wyświetlaczy OLED z regulowaną jasnością, pozwalających na porzucenie ciągłego zapamiętywania gdzie jest jaka opcja i co robi.

Jeśli dorzucimy do kolekcji takie „ficzersy” jak wymienny kabel USB 2,5m + podwójne, zasuwane gniazdo, umożliwiające podpięcie go w dwóch różnych miejscach i przeprojektowany stojaczek na piórko, kryjący w sobie 10 rysików różnych typów i pierścień do ściągania rysików (identyczny jak w Bamboo), to wyłania nam się obraz świetnie zaprojektowanego pod względem funkcjonalnym tabletu, choć osobiście wolałem stożkową konstrukcję stojaka z Int3 / Cintiq’a 12WX, bo trudniej było je przewrócić. Nawet gumki pod tabletem są lepsze – szersze i nie „spływają” z upływem czasu i degradacją kleju.

Nowy czulszy Grip Pen
Do całej gamy nowych funkcji dochodzi zupełnie nowe piórko Grip Pen. Zostało oparte o projekt poprzedniego modelu, skrócone, lepiej wyprofilowane i z dodatkową gumką w zestawie, będącą przerośniętą bulwą, blokującą przyciski, jakie się nań znajdują. Prawdopodobnie jest to ukłon w stronę ludzi pracujących z nowym Intuosem w stricte klasycznych malarskich klimatach.

Poza zupełnie niepotrzebnymi rzeczami, takimi jak wymienne kolorowe pierścienie przy nasadzie piórka, bardzo ważną zmianą jest nowy sensor, potrafiący wykrywać teraz nacisk 1g, czyli bliski zeru. O ile dobrze pamiętam, w Int3 było to 30g, ale mogę się mylić. Ważnym natomiast jest zaznaczenie że nowy tip sensor daje faktycznie nieco lepsze czucie piórka w dolnych zakresach, sprawiając wrażenie pełnej kontroli, znajdującej swoje odbicie na ekranie.

 

Nowa powierzchnia robocza i ostateczne uwagi

Wspaniałe osiągi, dużo końcówek, dobre piórko, świetna ergonomia, czy jest gdzieś haczyk? Jest, nawet spory – powierzchnia tabletu. Nie będę owijał w bawełnę, i powiem wprost: jest to najsłabszy element tego tabletu. Zachowuje się gorzej niż ta w Bamboo, a przecież „zasada działania” jest taka sama w obu przypadkach z całą ich otoczką filozoficzną – czyli zachowaniem wrażenia rysowania jak na papierze. O ile matowość czuje się co prawda lepiej niż na Bamboo, ale wyślizganie się powierzchni już gorzej od niego – zwłaszcza że nawet na standardowych końcówkach bardzo łatwo o zarysowanie powierzchni. Niestety ale na Bamboo miało to o wiele więcej sensu, być może dlatego że Bamboo był o wiele mniejszym formatem.

Tablet ponadto naprawdę zjada rysiki w tempie dramatycznym, aby mniej więcej uzyskać wyślizganie na połowie powierzchni rozmiaru L, trzeba „przepić” dwa rysiki, a przypomnę, że mówimy tu o „nowym” obszarze roboczym. Co prawda są na to „patenty” i problem z rysikami można obejść (o tym w przedostatnim akapicie), ale czuję się żenująco jako inżynier, który musi poprawiać innych inżynierów i to z zupełnie innej dziedziny niż moja. Nie mam nic przeciwko zabawom, które zmuszają do myślenia, ale fajnie jednak byłoby, gdyby w tej cenie ktoś pomyślał za mnie.

Właśnie ze względu na wyżej opisany „tip wearing” Wacom wypuścił wspomniane przeze mnie wcześniej Clear sheety, w efekcie powodując taką sytuację:

– używacie Intuosa ze standardowym obszarem, płacicie n-zł, idą 1-2 rysiki, powierzchnia się zużywa po kilku rysunkach
– aby móc kontynuować pracę, musicie albo zamontować inny typ rysika, albo (przynajmniej wedle Wacoma i części osób z ich oficjalnego forum) zakupić tzw. Clear sheet (100zł dla M i ok. 140zł dla L).

O ile jest to teoretycznie dobre z punktu widzenia „dajmy im wybór co się komu spodoba”, to jednak wolałbym aby nie było w tym żadnych kosztów ukrytych. Co więcej, zastanawiające jest, że Wacom przez bardzo długi czas bagatelizował sytuację, doradzał używanie kartek papieru aby zmniejszyć zużycie rysików itp. Padały też bardzo często sugestie aby … po prostu iść i sobie kupić nowe rysiki / obszar roboczy. Super, tylko że za pakiet rysików u nas w kraju przychodzi zapłacić ok. 30-50zł. Za obszar roboczy od 70 do 170zł w zależności od rozmiaru tabletu i typu. Potencjalnej wymiany obszaru nie ułatwia też sposób montażu – na klej, całościowo. A jeśli już dawać komuś wybór, to powinno dać się go od razu w pudełku.

Pod tym względem tablet wyraźnie traci w stosunku do poprzedniej serii Intuosów, przynajmniej do czasu aż nie dokona się wymiany obszaru roboczego na niezużyty lub jakiś normalny zamiennik, zwłaszcza że posiadacze Intuosów4 to najczęściej użytkownicy gładkich, foliowych „trójek”, chcący po prostu dokonać upgrade’u posiadanego tabletu. Na Int4 widać również ślady, że tablet był używany bardziej niż miało to miejsce w przypadku Int3, a to dlatego że otaczający obszar roboczy plastik również jest matowy i wygładza się od poruszania po nim ręką. W pracy to zupełnie nie przeszkadza, no, może poza samym faktem że takie coś ma miejsce. Rozumiem natomiast pobudki dla zastosowania matowego plastiku zamiast gładkiego, takiego samego jak w Int3: przyczepność rąk i rozróżnianie podłoża bezwzrokowo. Nie mniej jednak dzięki temu dopisanie na Allegro, przy późniejszej sprzedaży realnie używanego Intuosa,  zwrotu „jak nowy” nie będzie mogło mieć miejsca (przynajmniej w teorii).

Na szczęście innych minusów się nie doszukałem i mimo wszystko po kilku miesiącach stwierdzam, że jakoś sobie dałem z powyższym marudzeniem radę i wypisane przeze mnie wady nie przeszkadzały mi w praktyce w jakimś zauważalnym stopniu, choć wciąż myślę nad zakupem wspomnianego Clear Sheet’a, bo jak widać po efektach tabletu prywatnie nie oszczędzam:

 

 

… i niestety znajduje to odzwierciedlenie właśnie w stanie obszaru roboczego. Póki co jednak mam sporo rzeczy na głowie i wszelkie tabletowe zabawy leżą sobie odłogiem. Po nowym roku powinienem być w stanie wygospodarować dość czasu, aby sobie na spokojnie do wszystkiego wrócić i opisać dokładnie proces wymiany folii wraz ze zdjęciami.

Użytkownicy mają to do siebie, że wielu z nich będzie płakało nad rozlanym mlekiem, a część zamiast beczeć usiądzie i pomyśli co z tym fantem zrobić. Swego czasu bardzo mocno zauważyłem taką tendencję przy eksploatacji i rozwiązywaniu problemów z kartami ATI Radeon HD3 i HD4, ale sprawa Int4 przypomina mi tamte czasy bardzo wyraźnie. Dziwi mnie to jednak nieco, ponieważ takie urządzenia kupują najczęściej zawodowi graficy i część z nich nie jest sobie w stanie poradzić mimo, że przecież komputer i tablet to ich podstawowe narzędzia, które nie tylko powinni opanować pod kątem standardowego użytkowania, ale też serwisowania, a niestety mam wrażenie że ogromna większość poprzestaje sobie na pierwszym, zmieniając się wręcz w sprzętowych ignorantów. Chodzi oczywiście o to o czym mówiłem wcześniej i do czego obiecałem wrócić – do sprawy patentów na szybkie zużywanie się rysików.

Przeglądając Allegro najtańsze rysiki, jakie rzuciły mi się w oczy, były za 50zł (bez wysyłki). Chodzi o standardową paczkę 5-ciu czarnych rysików, daje to więc 10zł za rysik. Problem jest nie tylko w ich cenie, ale też w tym, że przy tak zachowującej się powierzchni, rysik powinien być delikatniejszy i bardziej „elastyczny” materiałowo, aby nie uszkodzić używanej folii ostrymi krawędziami swojego startego już czubka. Rozwiązanie? Zrobić sobie własne rysiki.

Do piórka, zarówno od Int3 jak i 4, wchodzą rysiki o długości 26mm i grubości 1,8mm, pierwsza i zarazem genialna myśl o znalezieniu materiału mogącego je zastąpić to użycie wykałaczek. Wystarczy zatem precyzyjne odcięcie żądanej długości i wyszlifowanie (papier ścierny lub osełka) czubka tak, aby jak najbardziej przypominał czubek oryginalnego rysika. Problemem może być tylko większa średnica wykałaczki, bowiem wynosi ona 2mm, jednak oszlifowanie jej po bokach problem załatwia w 100%. Tak przygotowane rysiki montuje się w piórku, a ich zachowanie na tablecie jest mniej więcej pomiędzy standardowymi czarnymi wkładami a pseudo „papierowymi” wkładami HARD. Dodatkowo rysiki drewniane mają większą tolerancję co do mikrouszkodzeń powierzchni roboczej, która zawsze się z czasem pojawia, obojętnie jakiego tabletu by się nie używało.

Najlepsze jednak zostawiłem na koniec: matematyka. Za paczkę 200 wykałaczek zapłacimy ok. 3zł, z jednej wykałaczki wyjdą dwa rysiki. 5 rysików standardowych kosztuje wspomniane 50zł, oszczędzam w ten sposób – uwaga – 4000zł, choć nie wiem czy byłbym tyle kiedykolwiek zużyć. Niemniej jednak jeden problem takim oto domowym sposobem został całkowicie rozwiązany.

 

Podsumowanie

Przyznam się że mam mieszane uczucia ale ogólnie przeważają na plus: z jednej strony sporo ciekawych i faktycznie praktycznych rozwiązań poprawiających komfort korzystania z urządzenia, z drugiej przedobrzenie w zakresie obszaru roboczego i jego zachowania się w trakcie użytkowania. Z tego względu tablet wymusza na użytkowniku albo specyficzne zachowanie lub zmianę nawyków, albo dodatkowe zakupy, które jednak w ramach pojęcia „materiały eksploatacyjne” jakoś wg mnie słabo funkcjonują. Mimo jednak tych minusów, zaryzykuję stwierdzenie że ten tablet nadal jest bardzo atrakcyjnym modelem z którym praca może być bardzo wygodna i co najważniejsze: wydajna.

There are 10 comments

Comments are closed.