„Zmień zasilacz!” – przezorność czy psychoza?

Wiele osób, szczególnie mało doświadczonych w kwestii sprzętu komputerowego, nie ma pojęcia że zasilacz może być jednym z kluczowych podzespołów, którego słaba jakość może nieść ze sobą naprawdę poważne konsekwencje. Nie tylko resetowanie się pod obciążeniem, ale też spalenie się co może z kolei pociągnąć praktycznie wszystkie inne podzespoły. Pytania zaś dotyczące zasilaczy na forum potrafią wykształtować dwa typy postów: jedne każą szybko zmieniać sprzęt na lepszy, inne próbują udowodnić że takowe rady są niepotrzebne, zaś ich autorzy krzewią „manię” i „psychozę” z naczelnym hasłem „zmień zasilacz”.

Zatem jak jest w rzeczywistości i kto ma rację? Przedstawię więc argumenty i sprawozdania osób które miały różne doświadczenia w tym zakresie. Posłużę się cytatami z bardzo dobrego tematu o zasilaczach z PCL autorstwa peterpz’a, jak również bardzo ciekawego topicu z forum THG. Zapraszam więc do lektury.

 

Przede wszystkim moc to nie wszystko

Wiele osób patrzy w zasadzie tylko na waty. Jest to poważny błąd, ilość oferowanych watów nie równa się ich jakości – co mi bowiem po takiej Ropli 500W która ma problemy z trzymaniem napięć nawet w idle jak również i nie pozwala na większe obciążenie swoich linii, skoro kupując BeQuiet’a PurePower 350W będę miał zarówno wysoką sprawność jak i pewność że zasilacz zapewni spokojny dostatek w prąd na lata.
Zdarza się też że noname’ówka nie oferuje tego co ma wypisane na plakietce. Te „500W” często jest mocno naciągane i okazuje się że oferowana moc jest o wiele niższa.

 

Co może powodować kiepski zasilacz?

Problemy. A tymi zaś mogą być dziwne samoczynne restarty komputera, często podczas grania lub mocnego obciążenia karty/cpu, freezy bądź niebieskie ekrany, samoczynne wyłączanie się (bez restartu, po prostu komp działał i nagle „zgasł”), błędy w systemie. Są jednak i poważniejsze: niemożność podkręcenia sprzętu bądź wysoka niestabilność przy próbach jego wykonania, postępujące problemy ze sprzętem (tj. jego większa niestabilność sprzętowa, uszkodzenia kondensatorów/elektroniki itp.), wreszcie trwałe uszkodzenia np. kart graficznych, przestające działać podzespoły, na końcu spalenie siebie i bardzo często również zabranie czegoś ze sobą, zdarzało się że wszystko, a zdarzało się że nic:

Ice_T:
„Niekoniecznie – nie jest to regułą, że Codegen=spalony komp. Po prostu trafi się czasem zasilacz, który będzie działał bezawaryjnie długie lata, a jak już się nawet spali to nie pociągnie za sobą reszty sprzętu. Jednak najlepiej niech wypowiedzą się elektrycy, gdyż może to zależeć od „rodzaju spalenia” (np. jakie wytworzyło się napięcie, na której linii itp.).”

Wbrew pozorom największym problemem niemarkówek jest więc to że nigdy nie wiadomo kiedy i czy w ogóle coś się zdarzy. Sam mogę być tu przykładem, były motywy że (legendarny) Codegen 300W podpięty pod nówkę płytę robił głośne ‚PYK!’ i było po zasilaczu, mój własny jednak przeżył o dziwo 2 lata bez szwanku dla mojej maszyny czy siebie samego. Nie jest to jednak najmniejszy dowód na to że noname nie powinien być wymieniany, a często właśnie argument „a ja mam i mi działa” jest podawany jako dowód aby tego nie robić. Swojego „Codiego” wymieniłem (właśnie po lekturze topicu na THG) czym prędzej na GPS’a 400W który działa już kilka lat bez najmniejszego zająknięcia – wolałem po prostu nie ryzykować i szczerze, nie żałuję.

 

Jak poznać kiepski zasilacz?

Różnice między zasiłką niemarkową a markową są w zasadzie widoczne gołym okiem patrząc tylko na jakość wykonania. Jednak najlepiej jest rzucić okiem na producenta, czasem też i na model, dane te są wypisane na naklejce z boku jego obudowy. Największe różnice są w środku zasilacza – a konkretniej w elektronice, chłodzeniu oraz w konsekwencji tych dwóch: charakterystyce jego pracy. Markowy zasilacz będzie ciężki, masywny, posiadał długie kable w oplotach oraz w należytej ich ilości, w środku zaś rozbudowane radiatory oraz bogatą elektronikę. Niemarkówka będzie świeciła pustkami, skąpe radiatory, mało elektroniki, kable wyraźnie gorszej jakości.
To co powoduje kłopoty to praca zasilacza pod obciążeniem: markowy będzie trzymał wszystkie napięcia w normie ATX, stabilne i pewne z bardzo małymi odchyłami, wszystko pod działającym aktywnym PFC i kompletem zabezpieczeń przeciwprzeciążeniowych, przeciwprzepięciowych oraz przeciwzwarciowych. Noname będzie miał spory kłopot z utrzymaniem napięć w normie, nie wspominając o braku aktywnego PFC oraz w zasadzie zerowych zabezpieczeniach. Wystarczy wyobrazić sobie że podczas pracy wahania napięć na np. linii 12V są tak duże, że karta graficzna dostaje raz za mało prądu, a raz dostaje go tyle że zagraża to jej układom.

Jest też jeszcze jedna kwestia, o której przypomniał mi rhqq – mianowicie tętnienia napięć wyjściowych. Tętnienia to coś, co się zmienia, czyli w stałym napięciu wyjściowym rzecz niepożądana którą trzeba eliminować. Tu można dużo. Praktycznie zawsze pomaga zwiększenie głównego kondensatora elektrolitycznego, jednak trudno oczekiwać użycia dobrych kondensatorów w noname’ówkach. W efekcie taki model może być gorszy od słabego, podającego powiedzmy 11,5V na linii 12V, zasilacza.

Cóż więc robić? Przede wszystkim należy się wystrzegać tych producentów „zasilaczy” (wymienię najpopularniejsze):
– Codegen
– Colorsit
– DEER
– FEEL (oryginalny)
– I-BOX
– Megabajt
– Mercury
– Mustang
– Procomp
– Rubikon
– Ropla
– Take Me
– Tracer

Jeśli jeden z tych producentów widnieje na tabliczce z boku twojego PSU, możesz śmiało zacząć myśleć o wymianie. Warto wspomnieć też o kilku innych pozycjach z wyszczególnionymi modelami:

– Chieftec HPC
Serię tą zastąpiły dobre zasilacze z serii GPS, HPC mają to do siebie że ich jakość i trwałość nie jest jednak tym czego można by się spodziewać po „Szefie”. Pociesza fakt że mają zabezpieczenia więc w przypadku padu ryzyko że coś jeszcze poleci jest bardzo niskie.

– Modecom FEEL i FEEL II
Są to modele robione przez Modecom’a, ale o ile Modecom MC tego samego producenta jest jedną z najtańszych dobrych zasiłek, o tyle FEELe (zwane też wulgarnie pedoFEELami) swoją niską jakością potrafią doścignąć oryginalnego FEELa. Wiele osób myli ze sobą modecomy MC i FEEL, przez co sprzedawcy celowo potrafią wciskać im sprzęt gorszy jakościowo (nawet jeśli mowa o FEEL III który jednak nie jest aż taki zły) mówiąc prosto w oczy że to MC, zresztą robią to nawet i z innymi „cudeńkami”:

Stingerek:
„Mi gość parę tygodni temu polecił:
Spytałem o dobry ale niedrogi zasilacz, dobry do podkręcania….
Więc koleś sięga pod ladę daje mi szare pudełko kartonowe do ręki… czuje że wazy prawie 1KG…. jeszcze nie wyciągnąłem , a koleś mówi ze to i tamto ma dobre ze jest cichy i tak dalej…. i mówi tekst który mnie rozbroił…
„No i marka mówi sama za siebie”….
Zerknąłem na etykietkę ….. Codegen 300W
Powiedziałem ze faktycznie , marka mówi sama za siebie.. dziękuję do widzenia „

Co więc warto brać? Przykładowo:

Do starszych maszyn:
– Delta 400W
– Fortron
(ze względu na cenę. Jednakże ponoć są starsze serie Fortronów które nie były aż tak dobre, a na które można jeszcze trafić na Allegro)

Z „tanich a dobrych” zasilaczy (do ~160zł):
– Amacrox Warrior (czyli Modecom MC z innym wentylem, należy uważać na oznaczenia, model np. w nazwie mający 450 ma realne 400W, 400 ma 350W itp..)
– BeQuiet PurePower 300/350W
(do maszyn o mniejszym poborze prądu choć ze swoją wysoką sprawnością i wyśmienitą jakością wykonania – niekoniecznie)
– Chieftec
GPS400AA-101A oraz 450AA-101A (dobre zasilacze bez plomb, idealne więc do fanswapowania ponieważ standardowy wentyl jest dosyć głośny mimo że pracuje na automacie)
– Fortron z serii GLN
(choć rzadko spotykany, najczęściej 400W, dobry zasilacz w niskiej cenie (120-150zł) – można go znaleźć na Allegro i w nielicznych sklepach)
– Modecom MC 350/400/450W
(bardzo dobre i tanie, w zasadzie niczym się te modele między sobą nie różnią, są często mylone z Modecom FEEL, szczególnie Modecom FEEL III)
– Pentagram
– Seasonic

 

Z droższych ale bardzo solidnych:
– Antec (od modelu Basiq BP550U PLUS-EC (włącznie) w górę)
– BeQuiet
– Chieftec
(od serii CFT (włącznie) w górę)
– Cooler Master
– Corsair
– Enermax
– Modecom Volcano
(jako że mają jedne z mniejszych tętnień napięć)
– OCZ
– Silver Power
– SilverStone
– Topower
– Tacens
– Tagan
– Thermaltake
– Zalman

 

Jeśli ktoś zdecyduje się na zasilacz z tej listy powinien zapewnić swojej maszynie stabilny prąd na lata. Podkreślam też że powyższe zestawienie jest przykładowe – pozycje tu zawarte są w 100% sprawdzone i często polecane przez użytkowników ale nie sposób jest opisać wszystkie modele, także proszę się nie irytować jeśli jakaś dobra zasiłka na nim nie widnieje.

 

Konsekwencje konsekwencjom nierówne

Są ludzie którym spaliła się markowa zasiłka, są tacy którym spaliła się noname’owa. Czym to się różni poza wspólną cechą że zasilacz nie działa? Ano tym że na 99% po padzie tej pierwszej wymiana na sprawny model pozwoli na kontynuację eksploatacji sprzętu który to nie doznał najmniejszego szwanku. Zaś po padzie tej drugiej jest wysokie prawdopodobieństwo że reszta sprzętu mogła doznać również jakichś uszkodzeń. Znane są przypadki nawet topienia się wtyczek podczas padu.

wawwa:
„A 1,3GHz + codegen 300W, GF2GTS: spalenie zasilacza -> popalona płyta

P4 2,4 + FX5600 + I-BOX 300W: padła procek i płyta

A2000+, pełna integracja, 2xHDD I-BOX: zasilacz działający, ale płyta zaliczyła 3 wymiany w odstępach co miesiąc, raz wybił korki, po wymianie zasilacza OK

A1,33 codegen 300W: restarty kompa i spalony skaner

A1700+ cod 300W: twardy powiedział papa

P4 1,4 + RIMMy + cod 300W: jeden twardy umarł, drugiemu partycje znikały co miesiąc”

GadAnkh:
„To i Ja się dorzucę ze swymi doświadczeniami…
1. Codegen 300W wybuch wraz z kupą smrodu i białego dymu ->poszło prawie wszystko została stacja dyskietek.
2. Codegen 300W głośny trzask i biały dym w momencie wkładania wtyczki do kontaktu
Spalona elektronika w Barakudzie 80Gb, dysk na szczęście wymienili na nowy.
3. Codegen 300W zadymił w trakcie pracy ->spalona płyta główna i procesor
4. Codegen 300W nowiutki zadymił i zdechł po niecałym miechu pracy ->nic nie spalił
5. Megbajt 350W zaiskrzył jak zimny ogień w obudowie pełno dymu i smród nie do zniesienia wywaliło nawet korki w domu-> spalona płyta i procesor(na dole procesora wytopiła się mała kropla miedzi(sempron 2500)”

Bartek1993:
„P4 2,4GHz, GF4 MX a później GF6600GT, Codegen 300W. Poszły zasilacz + płyta głowna.”

Borysek:
„z doświadczenia
Athlon xp 2500+ / 768mb ddr 400mhz / GF 6200A / jakaś płyta MSI + Modecom Feel III = 3 miesiące użytkowania po czym zasilacz spalił się razem z płytą główną …

Abra:
„Procek 1,8ghz, 512 ram, radek 9200 + codegen300W
Chodził bezproblemowo zanim uruchomiłem HL2, z którym najwyraźniej zasilacz nie dał rady: spalona “tylko” zasiłka

Masterossi:
„celeron 1,7+gf2 mx400 64mb+codegen300w
resety komputera,wybuch mikrofonu,spalone [doslownie zweglone] kabelki od resetu i swiatelek

 

„Noname spokojnie uciągnie słabszego kompa”

Mit ten spotkałem już kilkanaście razy. Czemu mit? Bo czytałem o upalonych Duronach 800 i GeForce’ach2 MX400.. te sprzęty mają pobór prądu na poziomie w zasadzie śmiesznie małym, nie przeszkodziło to jednak zasilaczom „350W”, „400W” przed ich usmażeniem, przykład:

RSx:
„1.Konfig: Duron 950, hdd20GB, GeForce4 MX440, SDRAM 512 mb, płyta ECS K7VMM – zasilacz no-name 300W
2. Wybuch zasilacza, mnóstwo dymu.
3. Straty : spalona karta graficzna, pamięć ram, zasilacz.”

Cytat który jest doskonałym podsumowaniem w tym miejscu..

tomecki:
„No i mit obalony, że na słabych kompach słabe zasiłki dają radę… „

 

Podsumowanie

Ktoś może dojść do wniosku że pokazując przykłady sprzed nawet kilku lat nie jestem na bieżąco w stosunku do sytuacji obecnej. Jest to nieprawda. Aktualnie oferowane zasilacze nadal są w większości szrotami, wystarczy przejść się po takim Media czy Saturnie, Procompie, nawet w sklepie można dostać „Zasilacz ATX” albo nieco bardziej markowego w swej niemarkowości Tracera 4life (żartobliwie nazywanego 4death) oraz Hellfire (ciekawe jak potem producent broni się przed tym że user faktycznie widział hellfire ze swojego kompa…).

Zasilacz niemarkowy to tak czy siak bomba zegarowa, może wybuchnąć jutro, może wybuchnąć za 3 lata, może powodować problemy, może być wszystko ok – słowem jedna wielka loteria, jednak należy pamiętać że stawką w niej jest własny komputer, a więc pieniądze oraz nerwy, bo maszyna może paść w najmniej odpowiednim momencie, a jeśli uszkodzeniu uległ w konsekwencji np. dysk twardy na którym znajdowała się akurat prawie gotowa praca magisterska… no właśnie.

Wymiana więc noname’a, nawet jeśli wszystko jest ok, to akt przezorności. Nie warto dla tych 100zł ryzykować utraty danych lub sprzętu który kosztował o wiele więcej, jest to też spokój psychiczny dla użytkownika i bezpieczeństwo dla podzespołów. Zasilacz jest bowiem tym elementem na którym nie opłaca się oszczędzać a żadne pieniądze na niego wydane nie idą na marne, no, chyba że kupuje się PSU 1000W do maszyny która używa w stresie max 20% mocy takiego zasilacza…

There are 42 comments

Comments are closed.